LEŚNA KATEDRA
Leśna polana jak katedra
Rzędami kolumn pnie się w niebo
Wiatr ustał w biegu, podróż przerwał
W cieniu paproci się zagrzebał
Tak pięknie tutaj i tak cicho
Żuczek rozmowę uciął z mrówką
Jest im bezpiecznie, bo śpi licho
Choć rosa dzwoni na pobudkę
Ich myśli dążą w jedną stronę
Dobrze ich czułych szeptów słuchać
W blasku poranka krzew zapłonął
Mgła wyzionęła w słońcu ducha
Szkoda, że zamilkł ptak wrześniowy -
Amory wiosny mu nie w głowie
Strumyk się zaszył w głąb parowu
Odbiciem nieba lśni u powiek
W zeschłe gałązki szyszka spadnie
Gotowa, by dać nowe życie
Mech obejmuje kamień ładnie
Razem z nim idzie spać przed świtem
Jan Sabiniarz
Leśna polana jak katedra
Rzędami kolumn pnie się w niebo
Wiatr ustał w biegu, podróż przerwał
W cieniu paproci się zagrzebał
Tak pięknie tutaj i tak cicho
Żuczek rozmowę uciął z mrówką
Jest im bezpiecznie, bo śpi licho
Choć rosa dzwoni na pobudkę
Ich myśli dążą w jedną stronę
Dobrze ich czułych szeptów słuchać
W blasku poranka krzew zapłonął
Mgła wyzionęła w słońcu ducha
Szkoda, że zamilkł ptak wrześniowy -
Amory wiosny mu nie w głowie
Strumyk się zaszył w głąb parowu
Odbiciem nieba lśni u powiek
W zeschłe gałązki szyszka spadnie
Gotowa, by dać nowe życie
Mech obejmuje kamień ładnie
Razem z nim idzie spać przed świtem
Jan Sabiniarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz