niedziela, 28 czerwca 2020


W GÓRY

Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Nad nami las i skalne szczyty
Tutaj nie cisną żadne mury
Ujmuje przestrzeń mgłą spowita

Chłonę z miłością siklaw tęcze
Które nie mają innych znaczeń
Echem słonecznym w sercu dźwięczą
Okiem błękitu ku mnie patrzą

Potok i nad nim z drewna kładka
Żeby przejść niebo suchą stopą
W szczelinie głazu kwiatek rzadki
I radość buja wśród obłoków

Tu każdy krok jest znakiem życia
Wszystko początkiem tu i końcem
Pnę się ku graniom górskich szczytów
Wśród których wiatr i cisza dźwięczy

Szlakom nieznana tu samotność
Gdzie każda ścieżka jest natchnieniem
Wśród orlich skrzydeł, dolin wzniosłych
Gdzie dotyk spełnia się marzeniem

Biorę do ręki kryształ wody
Tej, która bije wprost ze źródła
Wypływa spod zmurszałej kłody -
Jest słowem bożym - z bożej studni

Każda jej kropla lśni jak słońce
Inny jest przez nią pryzmat życia
Jej wierność pięknu nie ma końca
W niej cały wszechświat jest ukryty

Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Jeśli łańcuchy - to poręcze
Wewnętrzny ptak w nas srebrnopióry
Wzbija się, to na szczycie klęczy

Gdy droga staje się modlitwą
Splata się z sercem, myślą, ciałem
W niej widać nas i świata przyszłość
I głębi ducha doskonałość

28 czerwca 2020    Jan Sabiniarz





sobota, 27 czerwca 2020

BEZDOMNY
W WŁASNYM DOMU

Nie budź mnie, proszę
Me życie - snem na jawie
Dojrzałe żyto czeka kosy
Błękitu liść na stawie

Zza oceanu chciwe ręce
Nasz dom chcą nam wyszarpnąć
Na lotnym piasku nasze szczęście
Czy jeszcze jest coś warte?-

Gier szklanym kloszem myśli skute
Bez źródeł, wyobraźni
Świadomym wśród nas - wieczny smutek
Ból narodowej kaźni

Prawi - przed startem - już przegrani
Na podium rozbój staje
Jak można tak się dać omamić
Szastać swym własnym krajem

Brak informacji sieje terror
Jest śmiercią demokracji
Człowiek jest tutaj równy zeru
Podstępnej, chciwej nacji

Nie budź mnie proszę, sam się ocknij
I zejdź z obłędnej drogi
Bity, gwałcony wielokrotnie
Bezdomny w własnym domu

27 czerwca 2020    Jan Sabiniarz
STRACH NA WRÓBLE

Na beznadziejność choruje w nas nadzieja
Jak rak nas toczy - paraliż i rozdarcie
Wystarczy spojrzeć, co wokół nas się dzieje
Wód naszych rzeki do szamba płyną wartko

Na drzewie wrona przebrana w orła kracze
Schną źródła myśli i pustynnieją serca
Tu nawet słońce się w przepaść nocy stacza
Poranek wstaje w codziennej poniewierce

Bydło wieczoru nad wodopojem staje
Gasi pragnienie - dopóki jeszcze rzeka
Nielicznym tylko z żalu się serce kraje
Zadziwia większość, co tępo się uśmiecha

Po dziwnym maju - dogasa dziwny czerwiec
Odkąd pamiętam, tak nigdy tu nie było
Choć błękit czysty bez smug na naszym niebie
I myśl, że coś na zawsze się skończyło

Pnąc się po schodach - ma dłoń o poręcz prosi
Chce choć na chwilę otrzymać od niej wsparcie
Z bijącym sercem ku niebu wzrok unosi
Zatraca obraz w świetlistej słońca tarczy

Choćbyśmy chcieli z upadku w nas się podnieść
Złowrogie siły nam na to nie pozwolą
Rozbrat z narodem wziął dziś współczesny człowiek
Jak strach na wróble tkwi sam, na pustym polu

26 czerwca 2020             Jan Sabiniarz

czwartek, 25 czerwca 2020

BOHATEROWIE WIDOWISKA

Bohaterowie widowiska
Cyrkowej sceny i wędrownej trupy
Jakże żałosna wasza postać
Waszych przemówień przepaść głucha

Wy wiecie dobrze - nas już nie ma
I jeszcze bardziej nas nie będzie
Jeżeli ktoś z pichconej dwójki
Na ślepym, głuchym stołku siądzie

Z ściśniętym sercem w nas czerwcowe drzewa
Resztą nadziei stroją liście
A w każdym listku kątek nieba
Daremnie czeka słońca przyjścia

Donikąd nas prowadzą drogi
- Folwark Orwella nam się kłania
Coraz straszliwsze są ostrogi
Którymi piekło nas pogania

Na naszych oczach kres cywilizacji
Człowiek się rozpadł w tysiąc szkiełek
Przekleństwo pseudo-demokracji
W której, nas samych: w nas - niewiele

W tańcu wśród ruin i duchowej nędzy
Widać upadek w nas - człowieka
Co może zrobić garść pieniędzy
Wyzbyta prawdy i uśmiechu

Jak trudno żyć jest na tym świecie
A coraz trudniej jeszcze będzie
Gdy przyszłość sznur na szyję plecie
I zero na stolicy siądzie

Strojone w światła jupiterów
By naród wybrał ruch fałszywy
Zero jest zawsze bliższe - zeru
Tych, którzy myślą, to nie dziwi

Ci, co prawdziwi, wdeptywani w błoto
I pomijani kłamstwem mediów
Byle ich tylko nie wymotać
Haniebną wszystko tu komedią

Rozstrój charakter ma globalny
Cóż - poszło to już za daleko
Na nic tu zda się dym ofiarny
Za siódmą górą i za siódmą rzeką

Nie oczekujmy wciąż od Boga
Że załatwi za nas nasze sprawy
Wystarczy, że wskazuje drogi
W wolności - jego jest łaskawość

25 czerwca 2020     Jan Sabiniarz

Fausto Papetti - Come Vorrei

Vivaldi - 12 Sonatas for Two Violins and B. C.

czwartek, 11 czerwca 2020

SAMOTNOŚĆ BOGA

Jakże bolesne twe cierpienie
Gdy widzisz, co się z nami dzieje
Na szkło rozbite - twarz się zmienia
Wyzbyta wiary i nadziei

Myśl nasza do początku świata
Sięga, lecz nigdy jej nie zgłębi
Przyszłość spisuje nas na straty?-
Co widzisz sercem swym gołębim?-

Choć - niewidzialny, wiem, że jesteś
Gdy dłoń mi swą na ramię kładziesz
Tobą odżywa duszy przestrzeń
Jabłoni dar - w jesiennym sadzie

Miłość - to z niej wypływa miłosierdzie -
Jej najwierniejszym jest wcieleniem
Dobro i piękno z niej się przędzie
Twej boskiej prawdy są promieniem

Wiedziesz swe życie utajone
W ptakach i drzewach zapisane
Nie masz pałaców, ni korony
Twoim są domem ciszy ściany

Ojciec przybiera syna ciało
Którym wstępuje między ludzi
By jego słowo nim się stało
By dobro nieść i radość budzić

Każdy od ciebie czegoś pragnie
Czegoś po tobie się spodziewa
Człowiek zatraca instynkt stadny
Wielu z nas myśli, że cię nie ma -

Ty nie masz twarzy, ni imienia -
Bo w nazbyt wielu się rozmywa
Wszechświat twym boskim jest spełnieniem
To ty go krzesisz i ożywiasz

Buduję tobie domek  z ciszy
Z śpiewem skowronka, z lasu wiewem
Rozjaśniasz słońcem ranka kryształ
Zapalasz gwiazdy nocy drzewem

Człowiek - pielgrzymem jest wieczności
Chociaż mu dana tylko chwila
Niech życie w nim - do bólu proste
Zgłębia, unosi i rozwija

11 czerwca 2020       Jan Sabiniarz