czwartek, 31 października 2019


W NIEMYM POCHYLENIU

Jakże mi wstyd -
Gdybyście dzisiaj z mogił wstali
I zobaczyli, co się z nami dzieje
Wy - piękni w Bogu, cisi jak ze stali
I wolni w miłość, wiarę i nadzieję

Jak wiele krwi potrzeba
żeby ocalał duch pokoleń
Ile wyrzeczeń
Ile odwagi i wewnętrznej siły
- Nigdy nie będzie gładko jak na stole -
Zostaje to, co kute jest mozołem
Dłoń, która sercem, myślą
ku przyszłości woła

Coraz mi ciemniej
Ciaśniej jest na duszy
Gdy - obojętność
Zamiast przerażenia
Złowroga bestia
Już nie kopie kruszy
Śmiech tutaj słyszę -
Zamiast gorzki
Krzyk cierpienia

Jakże mi wstyd -
Nie dla nas słońce wstaje
I ptak zaranny
Piosenkę szczęścia śpiewa
Cieniu mój
serce mi się kraje
Z jakimże bólem
patrzą na nas drzewa

Kulą w tył głowy
Bici katowani
To wami jeszcze
Tu jest czym oddychać
Na nic - upadek
Gdy się krzyżem wstanie
Coś się wykluwa
Głos rosnący słychać

To nie są sny naiwne
Ni majaki
Proszę cię
Przyłóż ucho do kamienia
Dęby w błękicie
Kreślą ptakom znaki
To nie zostawia
Wątpliwości cienia

Jan Sabiniarz
31 października 2019