wtorek, 30 kwietnia 2019
CZŁOWIEK
I ZIEMIA PLANETA ŻYCIA
Wyróżniona przez Stwórcę
w Wszechświecie
Planeta Ziemia
jest
jedynym, niepowtarzalnym
sanktuarium życia.
Człowiek i każde stworzenie
w łańcuchu współzależności
tworzenia i ewolucji
jest misterium życia.
Ziemia jest kwiatem
człowiek - ogrodnikiem.
Człowiek
dostał od Boga
szansę współtworzenia
i pielęgnacji Ogrodu Ziemi.
Zatracając więź z Bogiem
jak dotąd, z małymi prześwitami
rozumienia swej roli
człowiek zachowuje się jak barbarzyńca
niszczy, zaprzepaszcza
powierzony mu Dar.
Tym samym
zamiast rozwijać się
doprowadza siebie
do zaniku.
Przychodząc na ten świat
otrzymujemy szansę
krzesania w sobie
bożej iskry
boskiego promienia
wtapiającego się
w
Bożą Światłość.
Kto z niej skorzysta?
Kto zasieje ją i pomnoży
w ewangelicznej glebie
a kto roztrwoni ją
jak noc
która nie doczeka
świtu.
Pomimo licznych
rzucanych pod nogi kłód
możemy być
rzeźbiarzami własnego losu.
Stwórca
powierzył nam -
siebie
w wędrówce
ku sobie.
Dał nam
miłość
wiarę
nadzieję
na drogę.
Jan Sabiniarz
12 lutego 2019
I ZIEMIA PLANETA ŻYCIA
Wyróżniona przez Stwórcę
w Wszechświecie
Planeta Ziemia
jest
jedynym, niepowtarzalnym
sanktuarium życia.
Człowiek i każde stworzenie
w łańcuchu współzależności
tworzenia i ewolucji
jest misterium życia.
Ziemia jest kwiatem
człowiek - ogrodnikiem.
Człowiek
dostał od Boga
szansę współtworzenia
i pielęgnacji Ogrodu Ziemi.
Zatracając więź z Bogiem
jak dotąd, z małymi prześwitami
rozumienia swej roli
człowiek zachowuje się jak barbarzyńca
niszczy, zaprzepaszcza
powierzony mu Dar.
Tym samym
zamiast rozwijać się
doprowadza siebie
do zaniku.
Przychodząc na ten świat
otrzymujemy szansę
krzesania w sobie
bożej iskry
boskiego promienia
wtapiającego się
w
Bożą Światłość.
Kto z niej skorzysta?
Kto zasieje ją i pomnoży
w ewangelicznej glebie
a kto roztrwoni ją
jak noc
która nie doczeka
świtu.
Pomimo licznych
rzucanych pod nogi kłód
możemy być
rzeźbiarzami własnego losu.
Stwórca
powierzył nam -
siebie
w wędrówce
ku sobie.
Dał nam
miłość
wiarę
nadzieję
na drogę.
Jan Sabiniarz
12 lutego 2019
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
SANKTUARIUM NOCY
Kopuła nocy jest świątynią
Sklepieniem z mroku, gwiazd i planet
To ona nigdy nie przeminie
Gdy - innych - się rozsypią ściany
Miłuję światło jej i ciszę
I jej cudowne w liściach drżenie
Na znak, że z góry do nas przyszedł
Ten, co miłości śle promienie
Z jej okien widać nieskończoność
Ze szkiełek życia - barw witraże
Które nieziemskim światłem płoną
By prawdę o nas nam ukazać
Noc jasna jak źródlana woda
Duchem tak wielu istnień tknięta
Miłuję jej niebieskie progi
Jej szept i ciszę niepojęte
Szczęśliwy ten, kto ku niej dąży
Kto, kto w zgiełku życia rozpoznaje
Na swej orbicie ku niej krążąc
Jej wiekuiste, boskie kraje
Miłuję jej kryniczną czystość
Odartą z blichtru i pozorów
Jej nieskażone niczym piękno
Ostoję ciszy i pokoju
Jan Sabiniarz
Sklepieniem z mroku, gwiazd i planet
To ona nigdy nie przeminie
Gdy - innych - się rozsypią ściany
Miłuję światło jej i ciszę
I jej cudowne w liściach drżenie
Na znak, że z góry do nas przyszedł
Ten, co miłości śle promienie
Z jej okien widać nieskończoność
Ze szkiełek życia - barw witraże
Które nieziemskim światłem płoną
By prawdę o nas nam ukazać
Noc jasna jak źródlana woda
Duchem tak wielu istnień tknięta
Miłuję jej niebieskie progi
Jej szept i ciszę niepojęte
Szczęśliwy ten, kto ku niej dąży
Kto, kto w zgiełku życia rozpoznaje
Na swej orbicie ku niej krążąc
Jej wiekuiste, boskie kraje
Miłuję jej kryniczną czystość
Odartą z blichtru i pozorów
Jej nieskażone niczym piękno
Ostoję ciszy i pokoju
Jan Sabiniarz
Na nic się zdają wasze przemyślenia
Ja i tak idę swoją własną drogą
W ogrodach ciszy szukam pokrzepienia
Nie wam się zwierzam, ale panu Bogu
Z dala od tłoku i wszelkiego zgiełku
Wśród skał i piasku falą morza wstaję
W witraże katedr wsnute świateł piękno
W promienie brzasku, kiedy w oknie staję
Są ze mną śpiewy, niby lilie białe
Słońce wieczoru wszyte w krople rosy
I pokój nocy, niby kłos dojrzały
W dłoń rozsypane gwiazd złociste włosy
Pośpiech nie zazna w drodze nigdy szczęścia
Nie wie, co znaczy - usiąść w cieniu drzewa
Zostaje sam, bez swego czasu i bez swego miejsca
Jak zegar tyka, co wskazówek nie ma
Jan Sabiniarz
Ciemność jest tylko niewidzialnym światłem
Nocą obnaża swój wewnętrzny zarys
Są w niej bezdroża, szlaki nieprzetarte
Szczęśliwa, kiedy w oknie mroku staje
W ciemności dotyk tęsknym aksamitem
Twarz głaszcze tkliwie, tchnieniem chwil owija
Ciemność odchodzi, kończy się ze świtem
W zasłanym łożu po niej ślady czyjeś
W fałdach pościeli jeszcze zapach róży
Która oddała całe swoje piękno
W gwiaździste noce za nią serce krąży
Ku siódmej górze i za siódmą rzekę
W płomyku świecy światło chwil odżywa
Cisza się toczy łzą woskowych kropli
Co za dnia mgliste, nocą jest prawdziwe
Zapachu róży ciemność nie zapomni
KOŃ
Koniu, świątynio brązowego piękna
Słońcem i wiatrem, kwieciem łąk rzeźbiony
Gwiazdy zdejmują z twoich kopyt pęta
Którymi sidlić chce cię świat szalony
Lecz ty na zawsze wolnym pozostaniesz
Wolność w wewnętrzny błękit twój wpisana
Żadna zewnętrzna siła cię nie złamie
Ty nie wiesz, co to jest: być pokonanym
Marzenia jezior w twych wilgotnych oczach
Które jak grzywa są przez wiatr rozwiane
Gdy skubiesz trawę, cisza w nich się toczy
W promieniach brzasku brodząc po kolana
Ty, który gardzisz batem i wędzidłem
Któremu obca przemoc i ostrogi
Aniołem stróżem zawsze jesteś przy mnie
Nie, to nie my, tyś pierwszy jest po Bogu.
Jan Sabiniarz
Jan Sabiniarz
MÓJ
ŚWIAT
Mój
świat jest z piękna zbudowany
Z
puchu żurawi i okruchów tęczy
Z
liści łopianu jego ciche ściany
I
kropli rosy, która w trawie dźwięczy
Różą
poranka w oknie brzask zakwita
I
ciepłe myśli ze mną z łóżka wstają
W
rytm przeznaczenia, w serca puls owite
Chociaż
nieswojo czują się w swym kraju
Z
ziarenek piasku czerpią swą witalność
W
gwiazdach znajdują uczuć ocalenie
Od
wiatru uczą się - co znaczy wolność
Wiedzą,
co - głosem, a co tylko - cieniem
Domem
muzyka jest mi oraz cisza
Jakże
miłuję barwne krajobrazy
Gdzie
każde drzewo jest mi towarzyszem
I
leśny strumyk z wodą swą bez skazy
Miłuję
ludzi, bez nich szczęścia nie ma
A
każdy uśmiech więcej wart niż złoto
To
nic, że czasem ktoś się o coś gniewa
I, że uniknąć, nie da się kłopotów
Jan Sabiniarz
BRZOZOWY ANIOŁ
Ty, któryś w brzozie wskrzesił anioła
Żeby stał, nocą, pod gwiazdami
By po imieniu mnie przywołał
Żeby się cud stał między nami
Widzę twą głowę, oczy, czoło
Twarz roziskrzoną bożym wzrokiem
W którym dwie gwiazdy cicho płoną
U ramion skrzydła jak obłoki
Twoja sylwetka - portret wzruszeń
Pełna spokoju, tchnięta wiatrem
Który twe skrzydła, dłoń poruszał
- Jedyny żywy wśród umarłych
Aniele Boży, Stróżu mój
Jednak przyszedłeś tutaj do mnie
We dnie i w nocy brzozą stój
Chroń mnie i wspieraj świat ułomny
Ty widzisz, wiesz, co w nim się dzieje
Zgarnij mnie drzewa wielką ciszą
Utkany z bieli i zieleni
I z gwiazd, które nad nami wiszą
Jan Sabiniarz
MODLITWA
DO MATKI BOSKIEJ ZIELNEJ
Matko najświętsza ziół i kwiatów
Królowo chabrów i skowronków
Ojczystych pól, tradycji blasku
Niech twoim plonem - cała Polska
Za każdą
górą, każdą rzeką
W kapliczkach rosy miłość płonie
I kamień tobą się uśmiecha
Lilia ku niebu wznosi dłonie
W krużgankach lata pełno ciebie
Zaszytej w drzew przydrożne cienie
Koszyk z wikliny wiatr kolebie
W którym twych rąk i róż promienie
Przywróć zwyczajność, świętość ocal
Żeby w pokoju się darzyło
To, co jest warte serca wzroku
By - znowu to, co kiedyś było
Ty, która bólu nie pamiętasz
I wzrastasz w każdej swej godzinie
Zakwitasz w nas zielonym pięknem
I kiełkiem słowa nie przemijasz
Jan
Sabiniarz
POLSKIE ZIOŁA
Jakże mi bliskie polskie zioła
Osty, pokrzywy i łopiany
To nimi miłość zda się wołać
Oplata nimi serca szaniec
Miłuję włoskie, skalne ścieżki
Bliższe mi nasze, w piasku wite
Obłok zaszyty w staw niebieski
W szuwarach dzikie kaczki skryte
U dróg rozstajów „Boża męka”
Gdzie w niszy Chrystus frasobliwy
W pejzażu krzyż - prostota piękna
I rzędy sztyg, gdy przyjdą żniwa
W polu, gdy już nie zabrzmią kosy
W ich miejsce - dziś zadźwięczą świerszcze
Sójka, co drze się wniebogłosy
I w gaj zaszyte ptaki mniejsze
Ziemio skowronków i aniołów
Lat tyle miłość ci wyznaję
Gdy się oddalę, ty mnie wołasz
Wśród zgiełku świata cię poznaję
Jan Sabiniarz
NOWE
BRZMIENIE CISZY
Poznałem nowe brzmienie ciszy
Powietrza brzęk i szept cykady
Głos, który jakby z nieba przyszedł
I spłynął między dni agawy
W dole różowe oleandry
W których wciąż, jeszcze wiosny tchnienie
Wplecione w chmury domów skały
Wśród rozczochranych drzew korzeni
Są miejsca, gdzie czas nie istnieje-
Gwiazdy schowane w dnie jeziora
Pies tam zaszczeka, kogut pieje
Zakwita piękno choć nie kwiatów pora
W dali Perugia nad przepaścią
Wielopiętrowym śpiewa głosem
Jak gdyby chciała w górę wzlecieć
Zostawić w lochach wieków kości-
Dzień pod patyną nocy świecić będzie
Młodość powraca w smagłych dziewcząt twarzach
Słońce południa ze swym cieniem siądzie
Żeby fontannie los swój opowiadać
W trawach cykady wyłuskują ziarno z ciszy
Skrzypce zakwilą w pół-przymkniętym oknie
Pejzaż utrwala się w pamięci kliszy
Żeby, po latach, wracać w snach stokrotnie
Wzrok czegoś szuka, w dotyk przeobraża
W oczach nieznanych pragnie się przeglądać
Jarzą się światłem w głąb promyki marzeń
Trudno kamieniom w błękit się zaplątać
Pulsują życiem marmurowe kształty
Ciągną się zbocza pinią porośnięte
Przywraca sercu zagubione tętno
To, co - szlachetne w ludziach, i co święte
Rozgryzam ciszę, niby koń wędzidło
Łeb biały widzę w aureoli grzywy
Przez chwilę strugi deszczu, jak kropidło
O smaku wina, kawy i oliwek
O, jakże kocham ciszę starych murów
W których się snują baśni korytarze
Porosłe cieniem pną się w niebo góry-
Niemi świadkowie starożytnych zdarzeń
Nurt codzienności nie rozmyje serca
To, co jest wielkie, ma oparcie w ciszy
Znajduje drogę, chociaż szukać przestał
Ten, który siebie w duszy świata słyszy
Umbria - Passignano, 28 lipca 2008
Poznałem nowe brzmienie ciszy
Powietrza brzęk i szept cykady
Głos, który jakby z nieba przyszedł
I spłynął między dni agawy
W dole różowe oleandry
W których wciąż, jeszcze wiosny tchnienie
Wplecione w chmury domów skały
Wśród rozczochranych drzew korzeni
Są miejsca, gdzie czas nie istnieje-
Gwiazdy schowane w dnie jeziora
Pies tam zaszczeka, kogut pieje
Zakwita piękno choć nie kwiatów pora
W dali Perugia nad przepaścią
Wielopiętrowym śpiewa głosem
Jak gdyby chciała w górę wzlecieć
Zostawić w lochach wieków kości-
Dzień pod patyną nocy świecić będzie
Młodość powraca w smagłych dziewcząt twarzach
Słońce południa ze swym cieniem siądzie
Żeby fontannie los swój opowiadać
W trawach cykady wyłuskują ziarno z ciszy
Skrzypce zakwilą w pół-przymkniętym oknie
Pejzaż utrwala się w pamięci kliszy
Żeby, po latach, wracać w snach stokrotnie
Wzrok czegoś szuka, w dotyk przeobraża
W oczach nieznanych pragnie się przeglądać
Jarzą się światłem w głąb promyki marzeń
Trudno kamieniom w błękit się zaplątać
Pulsują życiem marmurowe kształty
Ciągną się zbocza pinią porośnięte
Przywraca sercu zagubione tętno
To, co - szlachetne w ludziach, i co święte
Rozgryzam ciszę, niby koń wędzidło
Łeb biały widzę w aureoli grzywy
Przez chwilę strugi deszczu, jak kropidło
O smaku wina, kawy i oliwek
O, jakże kocham ciszę starych murów
W których się snują baśni korytarze
Porosłe cieniem pną się w niebo góry-
Niemi świadkowie starożytnych zdarzeń
Nurt codzienności nie rozmyje serca
To, co jest wielkie, ma oparcie w ciszy
Znajduje drogę, chociaż szukać przestał
Ten, który siebie w duszy świata słyszy
Umbria - Passignano, 28 lipca 2008
Jan Sabiniarz
NIECH
WIOSNA
PISZE NOWE
DZIEJE
Niech
wiosna pisze nowe dzieje
Chwilą
błękitu, piórkiem brzozy
Odchodzi z
żalem noc, gdy dnieje
I słońce w
trawie cień położy
Na brzegu
miłość wytęskniona
Samotnie w
drugi brzeg spogląda
Który w
promieniach brzasku tonie
Ciszą wśród
mgieł i fal się błąka
Co jej
przyniesie dzień kolejny
Jaką ofiarę
złoży w darze
Czy wiatr
podniesie to, co chwiejne
Czy zgasi
resztkę dawnych marzeń
Wśród
zgiełku myśli, skąd ta cisza
Dlaczego do
krwi rani pustka
Wczorajszy ptak
dziś śpiewać przestał
Choć wokół
ziemia pełna wiosny
Ucisz się
serce, idź przed siebie
W ramiona
zmierzchu utul głowę
Święty puch
nocy cię obejmie
Gdy w jedno
złączą się połowy
Jan Sabiniarz
Jan Sabiniarz
TOSKANIA
III.
III.
W marmurze wieków
wciąż odkrywam ciebie
W koncertach cykad
i w mowie cyprysów
Odbiciem wzgórz
twych - gdy ku niebu idę
Wtulony w zbocza,
by cię lepiej słyszeć
W promieniach fasad
miłość ci wyznaję
Spełnieniem
szczęścia serce me przenikasz
Ty, która jesteś
dla mnie boskim krajem
Muzyką światła i
poezją ciszy
Łagodność pól twych
w duszy rozpościera
Blask starożytny i
podziemny spokój
Pławię z rozkoszą,
klęczę u twych kolan
Z mgłą, co u powiek,
skrapla się w mym oku
Błękit całuje twoje
bujne piersi
Gładkość twej
skóry, rąk aksamity
Trawą dla ciebie
lub tymiankiem bosym
Zasypiać
zmierzchem, budzić się ze świtem
Tęsknię za tobą,
kiedy cię nie widzę
Krew twego piękna
śpiewa w moich żyłach
Z każdą sekundą zbliżam
się ku tobie
By w twe ramiona
tęczą uczuć spłynąć
Jan Sabiniarz
UMBRIA
Przez
zaprószone ciemnym światłem góry
Niosły mnie
lekko skrzydła autostrady
Nade mną
zbocza, ostrych skał kontury
Na których
- domów nikłe gwiazd plejady
Co jest w
tej ziemi, że tak z głębi woła
Prowadzi w
piękno, które nie ma końca
Gdzie myśli
orzeł toczy serca koła
Przeszywa
światłem, niby promień słońca
Pamięć śpi
jeszcze, zatulona w zbocza
Ponad
urwiskiem modli się pustelnia
Wytycza
drogę, żeby gwiazdom sprostać
I by na
drobne siebie nie rozmieniać
Tu każda
dróżka własną brzmi muzyką
Ujęta w
takty, pięciolinie marzeń
Miłuje
kontur, w czuły dotyk wnika
Powiewem
szczęścia zieleń wzgórz rozjarza
Przeciera
oczy dusza przebudzona
Chwila łzy
roni, że do siebie wraca
Czuje, jak
niebo bierze ją w ramiona
Żeby ją w
sercu tkliwie snem zatracać
Dokąd mnie
wiodą modrych gór przełęcze
Jak drzewo
pnące się promieni złotem
Płynę
muzyką, magią struny dźwięczę
Przymykam
Tobą zamyślone oczy
Ty jesteś
wszędzie. W każdej rzeźbie śpiewasz
W rzymskiej
fontannie tęczą słów się mienisz
Gajem
oliwnym wzrok mój rozpromieniasz
Dłonią
cierpliwą jawisz wśród korzeni
Zamykam w
sobie Twój mistyczny dotyk
Który
prześwieca przez gałęzie ciszy
Jesteś tak
blisko, choć pamiętam o tym
Że
świetlista nocą, będziesz jeszcze bliżej
W chłodnym
marmurze śpią miłości ślady
Przeszłości,
która jak kwiat się rozwija
Jakże
miłuję spojrzeń Twych arkady
Większych
niż sztuka, która skarby kryje
Jan Sabiniarz
SACRUM
święta jest ziemia
woda, powietrze
święty jest ruch atomów i
światła galaktyk
dotyk piersi i
uśmiech kwiatu
święte jest
piękno kobiety i
mężczyzny
miłości rozkwitającej
nieskazitelną lilią
z mułu i próchna
czasów
święte jest wszelkie
narodzenie
przemijanie
umieranie
święta jest pamięć i
znaki przyszłości
- to, czego nie wyrazi człowiek
dopowiedzą drzewa i ptaki
miłujące serca i
dzikie instynkty stworzeń
święta jest droga i
chwila postoju
święte są myśli - donikąd
wędrujące szlakami i bezdrożami
wrażliwości i wyobraźni
święte jest światło i
jego cień
święty jest
głos z głębi i
jego echo odbijające się
o nieobojętne ściany
święta jest
cisza poranka i
pokój wieczoru
radość dnia i
błogosławieństwo nocy
łagodnie wtulającej się
w sen
Sabiniarz Jan
święta jest ziemia
woda, powietrze
święty jest ruch atomów i
światła galaktyk
dotyk piersi i
uśmiech kwiatu
święte jest
piękno kobiety i
mężczyzny
miłości rozkwitającej
nieskazitelną lilią
z mułu i próchna
czasów
święte jest wszelkie
narodzenie
przemijanie
umieranie
święta jest pamięć i
znaki przyszłości
- to, czego nie wyrazi człowiek
dopowiedzą drzewa i ptaki
miłujące serca i
dzikie instynkty stworzeń
święta jest droga i
chwila postoju
święte są myśli - donikąd
wędrujące szlakami i bezdrożami
wrażliwości i wyobraźni
święte jest światło i
jego cień
święty jest
głos z głębi i
jego echo odbijające się
o nieobojętne ściany
święta jest
cisza poranka i
pokój wieczoru
radość dnia i
błogosławieństwo nocy
łagodnie wtulającej się
w sen
Sabiniarz Jan
TOSKANIA I UMBRIA
Prawdę zna tutaj kamień na kamieniu
To w jego tchnienie wieki są wpisane
Ty jesteś słońcem, ja twym wiernym cieniem
Tak cię poznałem, i tak już zostanie -
Na tylu placach zostawiłem kroki
W fontannach dziejów, w labiryntach ciszy
Aniołów piękna wokół mnie stąpanie
I w każdej rzeźbie oddech mistrza słyszę
W zaułkach fasad rozproszyłem siebie
Żeby iść dalej, muszę się pozbierać
Nie ptak to śpiewa w twym słowiczym niebie
Duch Renesansu przez mgły się przedziera
Siedząc na schodkach Sieny, czy Orvieto
Jakżem szczęśliwy u stóp niebios, Panie
Gdzie ogień spełnień kryje wzrok kobiety
W pucharze nocy, zanim świt nastanie
Zrywam dojrzałe szczęścia winogrona
Nienasycony jestem ich słodyczy
Zabierz mnie, chwilo, unieś w gór przestworza
Niech wiatr serdeczny przestwór mój kołysze
Gdy cię nie widzę, głos we mnie zamiera
Z dala od ciebie piasek w trybach zgrzyta
Czas beznamiętnie w pustce poniewiera
I trwoni słońce chustą chmur zakryte
Jan Sabiniarz
CIEŃ
W noc, jakich wiele, z
gwiazd tu przyszła
W ciszy pokoju się
zjawiła
Jak cień stanęła u
wezgłowia
Dłoń swoją w dłoni mej
złożyła
Jak noc gwiaździsta
zarys twarzy
Na okna tle w ciemności
świecił
Wewnętrzny portret się
ukazał
Ujrzałem go przez dłoni
dotyk
Mrok płynął wolno. Zegar
tykał
Mieszał się z lasem
zapach włosów
Noc nie pragnęła przyjścia świtu
Nabrzmiała światłem w
powiek rosach
Każda noc - inna, wiem
to dzisiaj
Nie jest z królestwa
tego świata
Jak
drzwi - jej serce swe odmykam
Żeby w nie słodkim snem
zapadła
Jej szat szelesty i
uśmiechy
Snuły się w ciszy wierną
strużką
- Swą obecnością serce
leczy
Choć nie ma ciała - cień - przy łóżku
Jan Sabiniarz
W
DOLINIE CISZY
Dolinę ciszy nawiedzają wichry
Zdumione drzewa jeszcze pełne złota
Chwieją się listki, w mokrym świetle wiszą
Kropelki deszczu w leśnych lśnią wykrotach
W przygiętej trawie jeszcze jakieś ślady
Kto mógł iść tędy, błądząc po bezdrożach
Świetlista brzoza na nich cień swój kładzie
I grzeje różem swym wieczorna zorza
Spróchniałe drzewo mchami snów porasta
Od kiedy czas je wziął w swoje władanie
Trzciny na wietrze koją swym szelestem
Jeziora, które zda się nie mieć granic
Wędrowna cisza odnajduje spokój
- Już się nie miota, jeszcze się zieleni
Świerk tyle tęsknot kryje w swoich oczach
Igliwiem szczęścia wraca do korzeni
Lecz odnajduje tam tylko zatratę
Siatki pajęczyn, w których czyha pająk
Pamięć ożywia blask późnego lata
Od jego żaru serca las się zajął
Jan Sabiniarz
Dolinę ciszy nawiedzają wichry
Zdumione drzewa jeszcze pełne złota
Chwieją się listki, w mokrym świetle wiszą
Kropelki deszczu w leśnych lśnią wykrotach
W przygiętej trawie jeszcze jakieś ślady
Kto mógł iść tędy, błądząc po bezdrożach
Świetlista brzoza na nich cień swój kładzie
I grzeje różem swym wieczorna zorza
Spróchniałe drzewo mchami snów porasta
Od kiedy czas je wziął w swoje władanie
Trzciny na wietrze koją swym szelestem
Jeziora, które zda się nie mieć granic
Wędrowna cisza odnajduje spokój
- Już się nie miota, jeszcze się zieleni
Świerk tyle tęsknot kryje w swoich oczach
Igliwiem szczęścia wraca do korzeni
Lecz odnajduje tam tylko zatratę
Siatki pajęczyn, w których czyha pająk
Pamięć ożywia blask późnego lata
Od jego żaru serca las się zajął
Jan Sabiniarz
W DOLINIE RÓŻ
W dolinie róż zamieszkał anioł
W skleconej wichrem budce z desek
W łatanym ciszą był ubraniu
Wolny od szarych, ludzkich nieszczęść
Rankiem przysiadał przy strumieniu
Odbiciu nieba dłoń powierzał
Nie był dla siebie własnym cieniem
Samemu sobie się nie zwierzał
Złączony z wodą, ziemią, niebem
- Do nich należał, nie do siebie
Był jakby jednym z drzew szeregu
Co gwiezdną kroplą lśni powiek
Od lata nikt go tam nie widział
Strumień, jak płynął, tak dziś płynie
Brak jakichkolwiek śladów ludzi
Wiatr nawet ucichł w róż dolinie
Zostało po nim kilka desek
Papa i gwoździe zardzewiałe
Wydarty łące żółty piasek
Nic więcej po nim nie zostało -
Czasami myśl tam się zabłąka
Pamięć, co lubi figla płatać
Już zapomina o nim łąka
I krzew różany cały w kwiatach
Jan Sabiniarz
W dolinie róż zamieszkał anioł
W skleconej wichrem budce z desek
W łatanym ciszą był ubraniu
Wolny od szarych, ludzkich nieszczęść
Rankiem przysiadał przy strumieniu
Odbiciu nieba dłoń powierzał
Nie był dla siebie własnym cieniem
Samemu sobie się nie zwierzał
Złączony z wodą, ziemią, niebem
- Do nich należał, nie do siebie
Był jakby jednym z drzew szeregu
Co gwiezdną kroplą lśni powiek
Od lata nikt go tam nie widział
Strumień, jak płynął, tak dziś płynie
Brak jakichkolwiek śladów ludzi
Wiatr nawet ucichł w róż dolinie
Zostało po nim kilka desek
Papa i gwoździe zardzewiałe
Wydarty łące żółty piasek
Nic więcej po nim nie zostało -
Czasami myśl tam się zabłąka
Pamięć, co lubi figla płatać
Już zapomina o nim łąka
I krzew różany cały w kwiatach
Jan Sabiniarz
W CIENIU NIEBIESKICH GÓR
I odtąd wiosna będzie trwała
Draśnięta krótko ostrzem zimy
Drzewa ptakami rozśpiewane
Niebieskiej góry cień w dolinie
I my pójdziemy wąską ścieżką
W dzikich ogrodów ciepłe zbocza
Gdzie radość wraz z tęsknotą mieszka
I czas jak potok z gór się toczy
Tam, wśród tymianków, traw i ostów
Zaszyć się niby kamień bosy
Wszystko się staje nagle proste
Szczęśliwych muzyk słychać głosy
Wystarczy odkryć te ostoje
Co są schowane w głębi duszy -
Obce im świata niepokoje
Tam, w wiekuistej niebios ciszy
Wiem, że istnieją jak pustkowia
Nigdy nie tknięte ludzką stopą
Na które tylko Bóg spogląda
Zaszyty w błękit i obłoki
Jan Sabiniarz
I odtąd wiosna będzie trwała
Draśnięta krótko ostrzem zimy
Drzewa ptakami rozśpiewane
Niebieskiej góry cień w dolinie
I my pójdziemy wąską ścieżką
W dzikich ogrodów ciepłe zbocza
Gdzie radość wraz z tęsknotą mieszka
I czas jak potok z gór się toczy
Tam, wśród tymianków, traw i ostów
Zaszyć się niby kamień bosy
Wszystko się staje nagle proste
Szczęśliwych muzyk słychać głosy
Wystarczy odkryć te ostoje
Co są schowane w głębi duszy -
Obce im świata niepokoje
Tam, w wiekuistej niebios ciszy
Wiem, że istnieją jak pustkowia
Nigdy nie tknięte ludzką stopą
Na które tylko Bóg spogląda
Zaszyty w błękit i obłoki
Jan Sabiniarz
niedziela, 28 kwietnia 2019
Z TĘSKNOTY SERCA
Z tęsknoty serca piękna kształt się rodzi
W którym schowane smutki rozmaite
Tak lubię chwile w oknie o zachodzie
Niech czas nam dany nocą trwa do świtu
Wieczór z miłością do rąk skrzypce bierze
Żeby wyśpiewać to, co drzemie w duszy
Zegar księżyca szepcze swe pacierze
Chwila na pościel modre światło prószy
We łzach księżyca drzemie męska siła
Pozornie - słaby, gdy wśród gwiazd zapłacze
Wciąż nowe ścieżki w nas odkrywa miłość
I nowe dale, gdy w głąb siebie patrzy
Cisza powtarza - nie ustawaj w drodze
I nie oglądaj zbytnio się za siebie
Wyzbądź się żalu i wyzbądź się trwogi
Niech twoje ślady w piasku wiatr zagrzebie
W fałdach pościeli, w bladych nitkach płótna
Światło w objęciach cieni się układa
Tak się przeplata radość chwil ze smutkiem
Niech dobre słońce twoim świtem włada
Jan
Sabiniarz
ŚCIEŻKAMI
CZASU
Za nic nie oddam mojej ciszy
Gdziekolwiek jestem, ona - ze mną
Nie oddam również mej muzyki
Moją miłością także - ciemność
To dzięki niej wyraźnie widzę
To, co dla oczu niewidoczne
Jakże szczęśliwi są ci ludzie
Których, jak ptaki, skrzydła niosą
Wznoszą się ponad materialność
Gdzie nic nie boli, nic nie ciśnie
Gdzie tylko błękit, niżej - skały
Wśród których morze ma swą przystań
Noc pielęgnuje głębię ducha
Piękno jest kluczem wiekuistym
To ono czułe struny serc porusza
Pierwotną w nas ocala czystość
Cisza i piękno, noc i głębia
Jak balsamiczne wiatru tchnienie
Czas nie ogląda się za siebie
Wciąż nowym wiedzie nas promieniem
Jan Sabiniarz
Za nic nie oddam mojej ciszy
Gdziekolwiek jestem, ona - ze mną
Nie oddam również mej muzyki
Moją miłością także - ciemność
To dzięki niej wyraźnie widzę
To, co dla oczu niewidoczne
Jakże szczęśliwi są ci ludzie
Których, jak ptaki, skrzydła niosą
Wznoszą się ponad materialność
Gdzie nic nie boli, nic nie ciśnie
Gdzie tylko błękit, niżej - skały
Wśród których morze ma swą przystań
Noc pielęgnuje głębię ducha
Piękno jest kluczem wiekuistym
To ono czułe struny serc porusza
Pierwotną w nas ocala czystość
Cisza i piękno, noc i głębia
Jak balsamiczne wiatru tchnienie
Czas nie ogląda się za siebie
Wciąż nowym wiedzie nas promieniem
Jan Sabiniarz
To dzięki sztuce zmartwychwstają
W niej odnajdują cud natury
Rwą wciąż od nowa więź ze światem
Który chce patrzeć na nich z góry
W studni dzieciństwa się odradza
To, co ulega zapomnieniu
Czas niepotrzebnie to wygładza
Co wróci do krainy cieni
Wchłonie ich piasek, wodorosty
Twarz się pokryje błotnym szlamem
W ich miejscu drzewa tu wyrosną
Otworzą sobą niebios bramy
Sztuka od nowa wciąż odkrywa
W prostocie szuka wiecznej ciszy
Niczemu zgoła się nie dziwi
W cudzym chce własny głos usłyszeć
Sztuka - odwiecznym życia wianem
W jego najczystszej lśni postaci
To, co przemija, w niej zostaje
To w niej, po trzykroć, kur zapłacze
Jan Sabiniarz
MORZE WOLNOŚCI
Morze wolności w nas się tłucze
Choć je piaszczyste cisną brzegi
Zdradliwe klify, ostre skały
Które je dniem i nocą strzegą
Czasem się zrywa wichrem wściekłym
Pieni się, złości gniewną falą
W lagunach ciszy szuka szczęścia
Gdy do błękitnych tęskni krajów
Kiedy wieczorem wiatr ucichnie
Staje się wiernym gwiazd odbiciem
Zaiskrzy muszlą, mewą krzyknie
W głębi bogate tocząc życie
Z miłością niesie żagiel biały
W nim skupia wszystkie swe nadzieje
Groźne go nie dosięgną skały
Ni ogień, co wśród nich goreje
Choć samo cierpi los swój tocząc
Jednak oparciem jest dla wielu
Wolność ma w sercu, piękno w oczach
Nie złamie wód - goryczy kielich
Jan
Sabiniarz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)