poniedziałek, 5 października 2020
niedziela, 4 października 2020
wtorek, 29 września 2020
poniedziałek, 28 września 2020
piątek, 25 września 2020
czwartek, 17 września 2020
piątek, 4 września 2020
czwartek, 3 września 2020
środa, 2 września 2020
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
piątek, 21 sierpnia 2020
czwartek, 20 sierpnia 2020
niedziela, 16 sierpnia 2020
środa, 12 sierpnia 2020
sobota, 4 lipca 2020
wtorek, 30 czerwca 2020
niedziela, 28 czerwca 2020
W GÓRY
Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Nad nami las i skalne szczyty
Tutaj nie cisną żadne mury
Ujmuje przestrzeń mgłą spowita
Chłonę z miłością siklaw tęcze
Które nie mają innych znaczeń
Echem słonecznym w sercu dźwięczą
Okiem błękitu ku mnie patrzą
Potok i nad nim z drewna kładka
Żeby przejść niebo suchą stopą
W szczelinie głazu kwiatek rzadki
I radość buja wśród obłoków
Tu każdy krok jest znakiem życia
Wszystko początkiem tu i końcem
Pnę się ku graniom górskich szczytów
Wśród których wiatr i cisza dźwięczy
Szlakom nieznana tu samotność
Gdzie każda ścieżka jest natchnieniem
Wśród orlich skrzydeł, dolin wzniosłych
Gdzie dotyk spełnia się marzeniem
Biorę do ręki kryształ wody
Tej, która bije wprost ze źródła
Wypływa spod zmurszałej kłody -
Jest słowem bożym - z bożej studni
Każda jej kropla lśni jak słońce
Inny jest przez nią pryzmat życia
Jej wierność pięknu nie ma końca
W niej cały wszechświat jest ukryty
Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Jeśli łańcuchy - to poręcze
Wewnętrzny ptak w nas srebrnopióry
Wzbija się, to na szczycie klęczy
Gdy droga staje się modlitwą
Splata się z sercem, myślą, ciałem
W niej widać nas i świata przyszłość
I głębi ducha doskonałość
28 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Nad nami las i skalne szczyty
Tutaj nie cisną żadne mury
Ujmuje przestrzeń mgłą spowita
Chłonę z miłością siklaw tęcze
Które nie mają innych znaczeń
Echem słonecznym w sercu dźwięczą
Okiem błękitu ku mnie patrzą
Potok i nad nim z drewna kładka
Żeby przejść niebo suchą stopą
W szczelinie głazu kwiatek rzadki
I radość buja wśród obłoków
Tu każdy krok jest znakiem życia
Wszystko początkiem tu i końcem
Pnę się ku graniom górskich szczytów
Wśród których wiatr i cisza dźwięczy
Szlakom nieznana tu samotność
Gdzie każda ścieżka jest natchnieniem
Wśród orlich skrzydeł, dolin wzniosłych
Gdzie dotyk spełnia się marzeniem
Biorę do ręki kryształ wody
Tej, która bije wprost ze źródła
Wypływa spod zmurszałej kłody -
Jest słowem bożym - z bożej studni
Każda jej kropla lśni jak słońce
Inny jest przez nią pryzmat życia
Jej wierność pięknu nie ma końca
W niej cały wszechświat jest ukryty
Idźmy przed siebie, idźmy w góry
Jeśli łańcuchy - to poręcze
Wewnętrzny ptak w nas srebrnopióry
Wzbija się, to na szczycie klęczy
Gdy droga staje się modlitwą
Splata się z sercem, myślą, ciałem
W niej widać nas i świata przyszłość
I głębi ducha doskonałość
28 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
sobota, 27 czerwca 2020
BEZDOMNY
W WŁASNYM DOMU
Nie budź mnie, proszę
Me życie - snem na jawie
Dojrzałe żyto czeka kosy
Błękitu liść na stawie
Zza oceanu chciwe ręce
Nasz dom chcą nam wyszarpnąć
Na lotnym piasku nasze szczęście
Czy jeszcze jest coś warte?-
Gier szklanym kloszem myśli skute
Bez źródeł, wyobraźni
Świadomym wśród nas - wieczny smutek
Ból narodowej kaźni
Prawi - przed startem - już przegrani
Na podium rozbój staje
Jak można tak się dać omamić
Szastać swym własnym krajem
Brak informacji sieje terror
Jest śmiercią demokracji
Człowiek jest tutaj równy zeru
Podstępnej, chciwej nacji
Nie budź mnie proszę, sam się ocknij
I zejdź z obłędnej drogi
Bity, gwałcony wielokrotnie
Bezdomny w własnym domu
27 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
W WŁASNYM DOMU
Nie budź mnie, proszę
Me życie - snem na jawie
Dojrzałe żyto czeka kosy
Błękitu liść na stawie
Zza oceanu chciwe ręce
Nasz dom chcą nam wyszarpnąć
Na lotnym piasku nasze szczęście
Czy jeszcze jest coś warte?-
Gier szklanym kloszem myśli skute
Bez źródeł, wyobraźni
Świadomym wśród nas - wieczny smutek
Ból narodowej kaźni
Prawi - przed startem - już przegrani
Na podium rozbój staje
Jak można tak się dać omamić
Szastać swym własnym krajem
Brak informacji sieje terror
Jest śmiercią demokracji
Człowiek jest tutaj równy zeru
Podstępnej, chciwej nacji
Nie budź mnie proszę, sam się ocknij
I zejdź z obłędnej drogi
Bity, gwałcony wielokrotnie
Bezdomny w własnym domu
27 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
STRACH
NA WRÓBLE
Na beznadziejność choruje w nas nadzieja
Jak rak nas toczy - paraliż i rozdarcie
Wystarczy spojrzeć, co wokół nas się dzieje
Wód naszych rzeki do szamba płyną wartko
Na drzewie wrona przebrana w orła kracze
Schną źródła myśli i pustynnieją serca
Tu nawet słońce się w przepaść nocy stacza
Poranek wstaje w codziennej poniewierce
Bydło wieczoru nad wodopojem staje
Gasi pragnienie - dopóki jeszcze rzeka
Nielicznym tylko z żalu się serce kraje
Zadziwia większość, co tępo się uśmiecha
Po dziwnym maju - dogasa dziwny czerwiec
Odkąd pamiętam, tak nigdy tu nie było
Choć błękit czysty bez smug na naszym niebie
I myśl, że coś na zawsze się skończyło
Pnąc się po schodach - ma dłoń o poręcz prosi
Chce choć na chwilę otrzymać od niej wsparcie
Z bijącym sercem ku niebu wzrok unosi
Zatraca obraz w świetlistej słońca tarczy
Choćbyśmy chcieli z upadku w nas się podnieść
Złowrogie siły nam na to nie pozwolą
Rozbrat z narodem wziął dziś współczesny człowiek
Jak strach na wróble tkwi sam, na pustym polu
26 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
Na beznadziejność choruje w nas nadzieja
Jak rak nas toczy - paraliż i rozdarcie
Wystarczy spojrzeć, co wokół nas się dzieje
Wód naszych rzeki do szamba płyną wartko
Na drzewie wrona przebrana w orła kracze
Schną źródła myśli i pustynnieją serca
Tu nawet słońce się w przepaść nocy stacza
Poranek wstaje w codziennej poniewierce
Bydło wieczoru nad wodopojem staje
Gasi pragnienie - dopóki jeszcze rzeka
Nielicznym tylko z żalu się serce kraje
Zadziwia większość, co tępo się uśmiecha
Po dziwnym maju - dogasa dziwny czerwiec
Odkąd pamiętam, tak nigdy tu nie było
Choć błękit czysty bez smug na naszym niebie
I myśl, że coś na zawsze się skończyło
Pnąc się po schodach - ma dłoń o poręcz prosi
Chce choć na chwilę otrzymać od niej wsparcie
Z bijącym sercem ku niebu wzrok unosi
Zatraca obraz w świetlistej słońca tarczy
Choćbyśmy chcieli z upadku w nas się podnieść
Złowrogie siły nam na to nie pozwolą
Rozbrat z narodem wziął dziś współczesny człowiek
Jak strach na wróble tkwi sam, na pustym polu
26 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
czwartek, 25 czerwca 2020
BOHATEROWIE
WIDOWISKA
Bohaterowie widowiska
Cyrkowej sceny i wędrownej trupy
Jakże żałosna wasza postać
Waszych przemówień przepaść głucha
Wy wiecie dobrze - nas już nie ma
I jeszcze bardziej nas nie będzie
Jeżeli ktoś z pichconej dwójki
Na ślepym, głuchym stołku siądzie
Z ściśniętym sercem w nas czerwcowe drzewa
Resztą nadziei stroją liście
A w każdym listku kątek nieba
Daremnie czeka słońca przyjścia
Donikąd nas prowadzą drogi
- Folwark Orwella nam się kłania
Coraz straszliwsze są ostrogi
Którymi piekło nas pogania
Na naszych oczach kres cywilizacji
Człowiek się rozpadł w tysiąc szkiełek
Przekleństwo pseudo-demokracji
W której, nas samych: w nas - niewiele
W tańcu wśród ruin i duchowej nędzy
Widać upadek w nas - człowieka
Co może zrobić garść pieniędzy
Wyzbyta prawdy i uśmiechu
Jak trudno żyć jest na tym świecie
A coraz trudniej jeszcze będzie
Gdy przyszłość sznur na szyję plecie
I zero na stolicy siądzie
Strojone w światła jupiterów
By naród wybrał ruch fałszywy
Zero jest zawsze bliższe - zeru
Tych, którzy myślą, to nie dziwi
Ci, co prawdziwi, wdeptywani w błoto
I pomijani kłamstwem mediów
Byle ich tylko nie wymotać
Haniebną wszystko tu komedią
Rozstrój charakter ma globalny
Cóż - poszło to już za daleko
Na nic tu zda się dym ofiarny
Za siódmą górą i za siódmą rzeką
Nie oczekujmy wciąż od Boga
Że załatwi za nas nasze sprawy
Wystarczy, że wskazuje drogi
W wolności - jego jest łaskawość
25 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
Bohaterowie widowiska
Cyrkowej sceny i wędrownej trupy
Jakże żałosna wasza postać
Waszych przemówień przepaść głucha
Wy wiecie dobrze - nas już nie ma
I jeszcze bardziej nas nie będzie
Jeżeli ktoś z pichconej dwójki
Na ślepym, głuchym stołku siądzie
Z ściśniętym sercem w nas czerwcowe drzewa
Resztą nadziei stroją liście
A w każdym listku kątek nieba
Daremnie czeka słońca przyjścia
Donikąd nas prowadzą drogi
- Folwark Orwella nam się kłania
Coraz straszliwsze są ostrogi
Którymi piekło nas pogania
Na naszych oczach kres cywilizacji
Człowiek się rozpadł w tysiąc szkiełek
Przekleństwo pseudo-demokracji
W której, nas samych: w nas - niewiele
W tańcu wśród ruin i duchowej nędzy
Widać upadek w nas - człowieka
Co może zrobić garść pieniędzy
Wyzbyta prawdy i uśmiechu
Jak trudno żyć jest na tym świecie
A coraz trudniej jeszcze będzie
Gdy przyszłość sznur na szyję plecie
I zero na stolicy siądzie
Strojone w światła jupiterów
By naród wybrał ruch fałszywy
Zero jest zawsze bliższe - zeru
Tych, którzy myślą, to nie dziwi
Ci, co prawdziwi, wdeptywani w błoto
I pomijani kłamstwem mediów
Byle ich tylko nie wymotać
Haniebną wszystko tu komedią
Rozstrój charakter ma globalny
Cóż - poszło to już za daleko
Na nic tu zda się dym ofiarny
Za siódmą górą i za siódmą rzeką
Nie oczekujmy wciąż od Boga
Że załatwi za nas nasze sprawy
Wystarczy, że wskazuje drogi
W wolności - jego jest łaskawość
25 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
piątek, 19 czerwca 2020
czwartek, 11 czerwca 2020
SAMOTNOŚĆ
BOGA
Jakże bolesne twe cierpienie
Gdy widzisz, co się z nami dzieje
Na szkło rozbite - twarz się zmienia
Wyzbyta wiary i nadziei
Myśl nasza do początku świata
Sięga, lecz nigdy jej nie zgłębi
Przyszłość spisuje nas na straty?-
Co widzisz sercem swym gołębim?-
Choć - niewidzialny, wiem, że jesteś
Gdy dłoń mi swą na ramię kładziesz
Tobą odżywa duszy przestrzeń
Jabłoni dar - w jesiennym sadzie
Miłość - to z niej wypływa miłosierdzie -
Jej najwierniejszym jest wcieleniem
Dobro i piękno z niej się przędzie
Twej boskiej prawdy są promieniem
Wiedziesz swe życie utajone
W ptakach i drzewach zapisane
Nie masz pałaców, ni korony
Twoim są domem ciszy ściany
Ojciec przybiera syna ciało
Którym wstępuje między ludzi
By jego słowo nim się stało
By dobro nieść i radość budzić
Każdy od ciebie czegoś pragnie
Czegoś po tobie się spodziewa
Człowiek zatraca instynkt stadny
Wielu z nas myśli, że cię nie ma -
Ty nie masz twarzy, ni imienia -
Bo w nazbyt wielu się rozmywa
Wszechświat twym boskim jest spełnieniem
To ty go krzesisz i ożywiasz
Buduję tobie domek z ciszy
Z śpiewem skowronka, z lasu wiewem
Rozjaśniasz słońcem ranka kryształ
Zapalasz gwiazdy nocy drzewem
Człowiek - pielgrzymem jest wieczności
Chociaż mu dana tylko chwila
Niech życie w nim - do bólu proste
Zgłębia, unosi i rozwija
11 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
Jakże bolesne twe cierpienie
Gdy widzisz, co się z nami dzieje
Na szkło rozbite - twarz się zmienia
Wyzbyta wiary i nadziei
Myśl nasza do początku świata
Sięga, lecz nigdy jej nie zgłębi
Przyszłość spisuje nas na straty?-
Co widzisz sercem swym gołębim?-
Choć - niewidzialny, wiem, że jesteś
Gdy dłoń mi swą na ramię kładziesz
Tobą odżywa duszy przestrzeń
Jabłoni dar - w jesiennym sadzie
Miłość - to z niej wypływa miłosierdzie -
Jej najwierniejszym jest wcieleniem
Dobro i piękno z niej się przędzie
Twej boskiej prawdy są promieniem
Wiedziesz swe życie utajone
W ptakach i drzewach zapisane
Nie masz pałaców, ni korony
Twoim są domem ciszy ściany
Ojciec przybiera syna ciało
Którym wstępuje między ludzi
By jego słowo nim się stało
By dobro nieść i radość budzić
Każdy od ciebie czegoś pragnie
Czegoś po tobie się spodziewa
Człowiek zatraca instynkt stadny
Wielu z nas myśli, że cię nie ma -
Ty nie masz twarzy, ni imienia -
Bo w nazbyt wielu się rozmywa
Wszechświat twym boskim jest spełnieniem
To ty go krzesisz i ożywiasz
Buduję tobie domek z ciszy
Z śpiewem skowronka, z lasu wiewem
Rozjaśniasz słońcem ranka kryształ
Zapalasz gwiazdy nocy drzewem
Człowiek - pielgrzymem jest wieczności
Chociaż mu dana tylko chwila
Niech życie w nim - do bólu proste
Zgłębia, unosi i rozwija
11 czerwca 2020 Jan Sabiniarz
wtorek, 9 czerwca 2020
niedziela, 7 czerwca 2020
środa, 27 maja 2020
niedziela, 24 maja 2020
sobota, 23 maja 2020
wtorek, 19 maja 2020
poniedziałek, 11 maja 2020
PRZEKAŻCIE DRZEWOM
Przekażcie drzewom rozśpiewane ptaki
Ubranym w kwiaty i zielone liście
Które w błękicie ścieżki życia znaczą
Promienne w słońce, w deszczu skry rzęsiste
Gdy wiosna w lato z wolna się przemieni
Jabłoń zawiąże wonnych jabłek kiście
Świat się na drobne wcale nie rozmieni
Wesprą go słowa i nadziei przyjście
Tego, co wielkie, człowiek nie rozmieni
Na przekór jemu życie będzie trwało
Mrok być przestanie, gdy w krainę cieni
Mądrość przetrwania wrzuci jego ciało
To już się dzieje, widać to wyraźnie
- Był błąd wpisany w ciąg cywilizacji
Katedry ducha rosną w miejsce kaźni
Niezakłócone planem żadnej nacji
Zostają z nami góry i doliny
Cieniste gaje i bezkresne morza
Błękit, obłoki, słońca blask nad nimi
Ptak wzbijający kręgi, hen, w przestworzach
To pozostanie, co dobyte z ducha
Cyrklem wieczności w Ziemi czas wpisane
Kamień w kamieniu będzie drzewa szukał
Gdy promień serca wniknie w myśli ściany
11 maja 2020 Jan Sabiniarz
Przekażcie drzewom rozśpiewane ptaki
Ubranym w kwiaty i zielone liście
Które w błękicie ścieżki życia znaczą
Promienne w słońce, w deszczu skry rzęsiste
Gdy wiosna w lato z wolna się przemieni
Jabłoń zawiąże wonnych jabłek kiście
Świat się na drobne wcale nie rozmieni
Wesprą go słowa i nadziei przyjście
Tego, co wielkie, człowiek nie rozmieni
Na przekór jemu życie będzie trwało
Mrok być przestanie, gdy w krainę cieni
Mądrość przetrwania wrzuci jego ciało
To już się dzieje, widać to wyraźnie
- Był błąd wpisany w ciąg cywilizacji
Katedry ducha rosną w miejsce kaźni
Niezakłócone planem żadnej nacji
Zostają z nami góry i doliny
Cieniste gaje i bezkresne morza
Błękit, obłoki, słońca blask nad nimi
Ptak wzbijający kręgi, hen, w przestworzach
To pozostanie, co dobyte z ducha
Cyrklem wieczności w Ziemi czas wpisane
Kamień w kamieniu będzie drzewa szukał
Gdy promień serca wniknie w myśli ściany
11 maja 2020 Jan Sabiniarz
W OKNIE MYM JABŁOŃ
W oknie mym jabłoń kwieciem osypana
Jej słodkie płatki wonne ślą chorały
Wdzięczy się w słońcu dziś, od rana
W błękicie brzozy ptakami rozśpiewana
Czas idzie drogą, o korzeń się potyka
Lecz nie upada, ku niebu oczy wznosi
W promieniach ranka znajduje dobre rady
I wiatr zielony o chwilę pieśni prosi
Wiosna się spełnia, buszuje w serc ogrodach
Bzami przy płocie roztacza kiście światła
To dębem siwym wspomina czule młodość
Ożywia cienie, co w trawie cicho gasną
Zbawienna trawa, kamieni skry zabliźnia
Mchy i porosty przychodzą jej z pomocą
Ścieżka w rumiankach znajduje swoją przystań
Czas jej nie zmienia, ni życia piołun gorzki
W oknie mym jabłoń kwieciem osypana
Jej słodkie płatki wonne ślą chorały
Wdzięczy się w słońcu dziś, od rana
W błękicie brzozy ptakami rozśpiewana
Czas idzie drogą, o korzeń się potyka
Lecz nie upada, ku niebu oczy wznosi
W promieniach ranka znajduje dobre rady
I wiatr zielony o chwilę pieśni prosi
Wiosna się spełnia, buszuje w serc ogrodach
Bzami przy płocie roztacza kiście światła
To dębem siwym wspomina czule młodość
Ożywia cienie, co w trawie cicho gasną
Zbawienna trawa, kamieni skry zabliźnia
Mchy i porosty przychodzą jej z pomocą
Ścieżka w rumiankach znajduje swoją przystań
Czas jej nie zmienia, ni życia piołun gorzki
11 maja 2020 Jan Sabiniarz
niedziela, 10 maja 2020
https://youtu.be/fGVfiITL7Po
NAD MORZEM
Sercem do skrzypiec twarz przytulić
By błękit chwili ująć w dźwięki
Ten, który światłem patrzy z góry
By dobyć z głębi wiosny piękno
Zaklęte w skrzypce śpiewa morze
Zbiega się z falą portret ciszy
Perłowy kolczyk, włosów orzech
Łagodne piękno w twarzy niszy
Wołanie fali, piasku szelest
Jej pięknej twarzy nie zagłuszy
Dźwiękami skrzypiec kwiat się ściele
By dłonią serca opaść w duszy
Za siódmą rzeką w Róż Dolinie
Dobiega miły piasku szelest
Ptak srebrnopióry w błękit płynie
W krainie wiśni kwiat się ściele
Noc nie przesłania piękna twarzy
Jak kwiat z ciemności ją dobywa
Śpiewają skrzypce, snują z marzeń
Blask, który w głębi się ukrywa
10 maja 2020 Jan Sabiniarz
NAD MORZEM
Sercem do skrzypiec twarz przytulić
By błękit chwili ująć w dźwięki
Ten, który światłem patrzy z góry
By dobyć z głębi wiosny piękno
Zaklęte w skrzypce śpiewa morze
Zbiega się z falą portret ciszy
Perłowy kolczyk, włosów orzech
Łagodne piękno w twarzy niszy
Wołanie fali, piasku szelest
Jej pięknej twarzy nie zagłuszy
Dźwiękami skrzypiec kwiat się ściele
By dłonią serca opaść w duszy
Za siódmą rzeką w Róż Dolinie
Dobiega miły piasku szelest
Ptak srebrnopióry w błękit płynie
W krainie wiśni kwiat się ściele
Noc nie przesłania piękna twarzy
Jak kwiat z ciemności ją dobywa
Śpiewają skrzypce, snują z marzeń
Blask, który w głębi się ukrywa
10 maja 2020 Jan Sabiniarz
OBRAZ
Kapelusz w oknie, niezapominajki
Wciąż przed oczami mam ten widok
I kwiat paproci - jakby z bajki
Lśni w serca borze, nie przemija
Gdziekolwiek będą biegły myśli ścieżki
W zwierciadła jezior światłem ranka tkane
W zielone wzgórza, w dali - bór niebieski
Mym domem - piękno i błękitu ściany
Strumyk i mostek oraz gaj dębowy
Spokoju nocy, gwiezdnej ciszy strzegą
Promieniem słońca wstaje dzień od nowa
Słowo za słowem nie ustaje w biegu
Nad strzechą lipa, gwarzą miodne pszczoły
I stół dębowy, na nim obrus lniany
Za dnia kukułka, nocą słowik woła
W pamięci drewna - dotyk rąk kochanych
I bzy przy płocie - białe i różowe
I głaz omszony, który skądś tu przybył
Skowronek polny - jego śpiew nad głową
Wyznaje nutką każdą światu miłość
Obraz ten nie jest tak nierzeczywisty
Jakby się mogło zdawać w pierwszej chwili
W nim - kryształ serca oraz źródła czystość
Ku snom mnie wiedzie skrzydłem swym motylim
10 maja 2020 Jan Sabiniarz
sobota, 9 maja 2020
GDZIEŚ,
NA KOŃCU ŚWIATA
Pośród łąk zielonych, gdzieś, na końcu świata
Tam, gdzie błękit jasny czystą wodę pije
Gdzie się drzewo z niebem, niebo z ptakiem brata
Inna rzeczywistość w dzień i noc się kryje
Jest nad rzeką cisza, przelot zimorodka
Który wielobarwnej duszy jest promieniem
Można swe odbicie w innych ludziach spotkać
I za swoje uznać słodkie szczęście czyjeś
Są wysokie góry w czułej Róż Dolinie
Piętrząc się w obłoki, spoglądają z góry
Tam, gdzie czas jak rzeka, płynąc nie przemija
Tuli go dolina drzew zielonym murem
Ciche tam wieczory, rano śpiew skowronka
W sadach wiosna kwitnie i nie tylko w maju
Wierny podszept nocy w światło dnia zabłąka
Życie, które wokół, życiem w nas się staje
Nieba tam nie kreślą smugi samolotów
Błękit swą światłością ku niebiosom woła
Róż Dolina znaczy ślady stóp ku Bogu
By, gdy czas, z nim zasiąść do jednego stołu
9 maja 2020 Jan Sabiniarz
Pośród łąk zielonych, gdzieś, na końcu świata
Tam, gdzie błękit jasny czystą wodę pije
Gdzie się drzewo z niebem, niebo z ptakiem brata
Inna rzeczywistość w dzień i noc się kryje
Jest nad rzeką cisza, przelot zimorodka
Który wielobarwnej duszy jest promieniem
Można swe odbicie w innych ludziach spotkać
I za swoje uznać słodkie szczęście czyjeś
Są wysokie góry w czułej Róż Dolinie
Piętrząc się w obłoki, spoglądają z góry
Tam, gdzie czas jak rzeka, płynąc nie przemija
Tuli go dolina drzew zielonym murem
Ciche tam wieczory, rano śpiew skowronka
W sadach wiosna kwitnie i nie tylko w maju
Wierny podszept nocy w światło dnia zabłąka
Życie, które wokół, życiem w nas się staje
Nieba tam nie kreślą smugi samolotów
Błękit swą światłością ku niebiosom woła
Róż Dolina znaczy ślady stóp ku Bogu
By, gdy czas, z nim zasiąść do jednego stołu
9 maja 2020 Jan Sabiniarz
piątek, 8 maja 2020
NOC
MAJOWA
Dzwonią dzwoneczki tej wiosennej ciszy
Na rzęsach nocy gwiazdek migotanie
Ciemność nad lasem jasne słowa pisze
Przychodzą do mnie, czytam je na ścianie
Tchnieniem muzyki pokój zasłuchany
W oknie się perli ciepły blask księżyca
Noc nie wyznacza sercu żadnych granic
Bzami w ogrodzie pełne jest zachwytu
Są ze mną fiołki, konchy tulipanów
Pachnące ścieżki boso w trawie wite
W pobliskim stawie żaby koncert dają
Jest taki piękny, skończą go przed świtem
W oknie firanka, powiew jej ni rusza
Na stole książka wszyta w lampy światło
Na kartkach jeszcze ślady tamtych wzruszeń
Tlą się wśród nocy, za dnia tylko zgasły
Nie wiem, kim przyjdziesz, skoro ciebie nie ma
Jaki zostawisz ślad wśród boskiej ciszy
Ubrana w kwiaty jak wiosenne drzewa
By krótko zalśnił ciemnej nocy kryształ
8 maja 2020 Jan Sabiniarz
https://youtu.be/eAN4Rr0-C0w
Dzwonią dzwoneczki tej wiosennej ciszy
Na rzęsach nocy gwiazdek migotanie
Ciemność nad lasem jasne słowa pisze
Przychodzą do mnie, czytam je na ścianie
Tchnieniem muzyki pokój zasłuchany
W oknie się perli ciepły blask księżyca
Noc nie wyznacza sercu żadnych granic
Bzami w ogrodzie pełne jest zachwytu
Są ze mną fiołki, konchy tulipanów
Pachnące ścieżki boso w trawie wite
W pobliskim stawie żaby koncert dają
Jest taki piękny, skończą go przed świtem
W oknie firanka, powiew jej ni rusza
Na stole książka wszyta w lampy światło
Na kartkach jeszcze ślady tamtych wzruszeń
Tlą się wśród nocy, za dnia tylko zgasły
Nie wiem, kim przyjdziesz, skoro ciebie nie ma
Jaki zostawisz ślad wśród boskiej ciszy
Ubrana w kwiaty jak wiosenne drzewa
By krótko zalśnił ciemnej nocy kryształ
8 maja 2020 Jan Sabiniarz
https://youtu.be/eAN4Rr0-C0w
środa, 6 maja 2020
niedziela, 3 maja 2020
środa, 29 kwietnia 2020
niedziela, 26 kwietnia 2020
sobota, 25 kwietnia 2020
piątek, 24 kwietnia 2020
środa, 22 kwietnia 2020
piątek, 17 kwietnia 2020
czwartek, 16 kwietnia 2020
środa, 15 kwietnia 2020
KRÓLESTWO DUCHA
Ktoś mocno wstrząsa wodą, ziemią, niebem
By, to - co dzisiaj - powieźć ku zagładzie
Pod jakie piekło nam gotuje glebę
By w klatce więzić owce zbite w stadzie
Bez huku armat, nuklearnych grzybów
Na naszych oczach toczy się ta wojna
Gdzie - oprócz wiosny - wszystko jest na niby
I tylko w drzewach drzemie myśl ukojna
Park i dwór polski - ledwie się odrodził
A już mu przyszło pisać nowe dzieje
Godność i piękno lat chroni pod spodem
Czemu znów ciemno, gdy za oknem dnieje?-
Od lat panuje ten śmiertelny wirus
Nie przyszedł z zewnątrz, w głębi nas panuje
Płaska i pusta ziemia jest bez nieba
Ktoś skrycie w myślach drogi w nas krzyżuje
Na naszych oczach - kres cywilizacji
Tej, którą znamy poprzez ciąg pokoleń
Wszystko to dziełem jest przeklętych nacji
Jaka nas czyha tutaj rzeczy kolej?-
Nad łez doliną Światło Zmartwychwstania
Listkiem na wodzie miłość wiarą budzi
Niechaj królestwo ducha w nas bez granic
Ku nam zstępuje, między wszystkich ludzi
15 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
Ktoś mocno wstrząsa wodą, ziemią, niebem
By, to - co dzisiaj - powieźć ku zagładzie
Pod jakie piekło nam gotuje glebę
By w klatce więzić owce zbite w stadzie
Bez huku armat, nuklearnych grzybów
Na naszych oczach toczy się ta wojna
Gdzie - oprócz wiosny - wszystko jest na niby
I tylko w drzewach drzemie myśl ukojna
Park i dwór polski - ledwie się odrodził
A już mu przyszło pisać nowe dzieje
Godność i piękno lat chroni pod spodem
Czemu znów ciemno, gdy za oknem dnieje?-
Od lat panuje ten śmiertelny wirus
Nie przyszedł z zewnątrz, w głębi nas panuje
Płaska i pusta ziemia jest bez nieba
Ktoś skrycie w myślach drogi w nas krzyżuje
Na naszych oczach - kres cywilizacji
Tej, którą znamy poprzez ciąg pokoleń
Wszystko to dziełem jest przeklętych nacji
Jaka nas czyha tutaj rzeczy kolej?-
Nad łez doliną Światło Zmartwychwstania
Listkiem na wodzie miłość wiarą budzi
Niechaj królestwo ducha w nas bez granic
Ku nam zstępuje, między wszystkich ludzi
15 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
wtorek, 14 kwietnia 2020
NIE ZGASŁO NIEBO
Nie zgasło niebo i nie pękły skały
Wzgórze bogatsze jeszcze o trzy krzyże
Wiatr miłosiernie opłakuje ciało
Rodzi się życie - które śmierć przybliża
Zaschły krwi krople i stargane szaty
Zdradzana przyszłość w gwoździach się odzywa
Czas wciąż nakłada niewidzialne kraty
I miłość ciągle kwieciem wiosny - żywa
14 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
czwartek, 9 kwietnia 2020
CISZA
POCZĄTKIEM JEST
MODLITWY
Cisza początkiem jest modlitwy
To z niej tak blisko jest do Boga
I choćby wszystkie światła zgasły
Ona nas wiedzie prostą drogą
Na niej się cały świat opiera
Słów konstelacje oraz rzeczy
Odradza - co się poniewiera
Promieniem myśli serce leczy
Cisza jest wiosną dla ogrodów
By upiąć kwiaty wśród jabłoni
Gotowa kruszyć wszelkie lody
To, co jest wielkie, w niej się chroni
Cisza jest prawdą ostateczną
Z niej się wyłania, do niej wraca
Ojczyzną jej się jawi wieczność
Która się z chwilą szczęścia brata
Odrzuca to, co powierzchowne
Jak drzewo w głębi ma korzenie
Bez niej karleje, niknie człowiek
Wielkie - na drobne zgiełk rozmienia
9 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
POCZĄTKIEM JEST
MODLITWY
Cisza początkiem jest modlitwy
To z niej tak blisko jest do Boga
I choćby wszystkie światła zgasły
Ona nas wiedzie prostą drogą
Na niej się cały świat opiera
Słów konstelacje oraz rzeczy
Odradza - co się poniewiera
Promieniem myśli serce leczy
Cisza jest wiosną dla ogrodów
By upiąć kwiaty wśród jabłoni
Gotowa kruszyć wszelkie lody
To, co jest wielkie, w niej się chroni
Cisza jest prawdą ostateczną
Z niej się wyłania, do niej wraca
Ojczyzną jej się jawi wieczność
Która się z chwilą szczęścia brata
Odrzuca to, co powierzchowne
Jak drzewo w głębi ma korzenie
Bez niej karleje, niknie człowiek
Wielkie - na drobne zgiełk rozmienia
9 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
środa, 8 kwietnia 2020
DROGA POD GÓRĘ
Opustoszały polskie lasy
Dziś nawet echo tu nie zbłądzi
Ktoś nam zgotował podłe czasy
Nad nami widmo klęski krąży
Z jam wypełzają mroczne karły
I jadowite straszą żmije
Cisza na dwoje się rozdarła
Drży porzucone szczęście czyjeś
Przez koszmar wiosna chce się przebić
Milkną struchlałe w sadach drzewa
Gdziekolwiek spojrzeć - lęk się krzewi
Bezwład i chaos kraj zalewa
Jak okiem sięgnąć - dym pożarów
Tak kończy świat nasz bez wartości
Drzewa żałobny marsz nam grają
Z piasku wystaje morze kości
Na drodze, czasem - ślad człowieka
Złowrogie wichry w pył go starły
Donikąd zmierza martwa rzeka
Kiedy jej źródło w nas zamarło
Życie wstępuję do podziemia
W którym znów ciemno jest i straszno
Plącze się, gubi ludzkie plemię
Gdy w nim niebieskie światło zgasło
Na zdrowym ciele wrzód tyranii
W sadło obrasta dyktatura
To, co zostało, myszy zjadły
Rozbity naród nic nie wskóra
W każdym z nas drzemie mały Piłat
Poddany pseudo-demokracji
Która się maską mediów kryje
W imię obłędnych czyichś racji
Jak wiele razy upaść trzeba
Bez wsparcia, chusty Weroniki
Jak w drewnie krzyża żal zagrzebać
Milczeniem cichych - w tłumów krzyku
Judasz przez chwilę tryumf święcił
Lecz pokonały go srebrniki
Na jego karku powróz klęski
I zaciśnięta pętlą grdyka
Pod górę - garstka sprawiedliwych
Chociaż jest małą kroplą w morzu
To wyprostuje, co zło krzywi -
Wyzbyte serca, duszy, Boga
* * *
Wnet wstaną łąki umajone
I pola z klęczek się podniosą
Ku niebu wzbije się skowronek
A w lasach słodkie ptaków głosy
Koniki polne w trawie grają
Wśród ziół ukryty owad brzęczy
Nad lustrem stawu słońce staje
A w każdej kropli obraz tęczy
Pójdziemy ścieżką ku kapliczce
Tam jeszcze będzie można stanąć
Ogarnąć, wniknąć w to, co bliskie
Rozewrzeć jasne nieba ściany
By w oczach pełnych kropli wzruszeń
Przytulić wzrokiem ziemię całą
Spójrz, jabłoń pierwsze płatki prószy
Krzepi Natury doskonałość
- W niej ocalały reszki raju
Człowiek nie zdążył jej zmarnować
Widzę ją jeszcze, kiedy wstaję
By piękno jej utrwalać w słowach
Słowem tym wracam do początku
Wszak ono na początku było
Wierzę, że może odrzeć z klątwy
Je tylko wiara oraz miłość
Żeby błękitem wzdłuż strumyka
Stąpać, kaczeńcem się zanurzyć
Obłokiem chwili w dal przemykać
By - znowu cisza - jak po burzy
8 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
Opustoszały polskie lasy
Dziś nawet echo tu nie zbłądzi
Ktoś nam zgotował podłe czasy
Nad nami widmo klęski krąży
Z jam wypełzają mroczne karły
I jadowite straszą żmije
Cisza na dwoje się rozdarła
Drży porzucone szczęście czyjeś
Przez koszmar wiosna chce się przebić
Milkną struchlałe w sadach drzewa
Gdziekolwiek spojrzeć - lęk się krzewi
Bezwład i chaos kraj zalewa
Jak okiem sięgnąć - dym pożarów
Tak kończy świat nasz bez wartości
Drzewa żałobny marsz nam grają
Z piasku wystaje morze kości
Na drodze, czasem - ślad człowieka
Złowrogie wichry w pył go starły
Donikąd zmierza martwa rzeka
Kiedy jej źródło w nas zamarło
Życie wstępuję do podziemia
W którym znów ciemno jest i straszno
Plącze się, gubi ludzkie plemię
Gdy w nim niebieskie światło zgasło
Na zdrowym ciele wrzód tyranii
W sadło obrasta dyktatura
To, co zostało, myszy zjadły
Rozbity naród nic nie wskóra
W każdym z nas drzemie mały Piłat
Poddany pseudo-demokracji
Która się maską mediów kryje
W imię obłędnych czyichś racji
Jak wiele razy upaść trzeba
Bez wsparcia, chusty Weroniki
Jak w drewnie krzyża żal zagrzebać
Milczeniem cichych - w tłumów krzyku
Judasz przez chwilę tryumf święcił
Lecz pokonały go srebrniki
Na jego karku powróz klęski
I zaciśnięta pętlą grdyka
Pod górę - garstka sprawiedliwych
Chociaż jest małą kroplą w morzu
To wyprostuje, co zło krzywi -
Wyzbyte serca, duszy, Boga
* * *
Wnet wstaną łąki umajone
I pola z klęczek się podniosą
Ku niebu wzbije się skowronek
A w lasach słodkie ptaków głosy
Koniki polne w trawie grają
Wśród ziół ukryty owad brzęczy
Nad lustrem stawu słońce staje
A w każdej kropli obraz tęczy
Pójdziemy ścieżką ku kapliczce
Tam jeszcze będzie można stanąć
Ogarnąć, wniknąć w to, co bliskie
Rozewrzeć jasne nieba ściany
By w oczach pełnych kropli wzruszeń
Przytulić wzrokiem ziemię całą
Spójrz, jabłoń pierwsze płatki prószy
Krzepi Natury doskonałość
- W niej ocalały reszki raju
Człowiek nie zdążył jej zmarnować
Widzę ją jeszcze, kiedy wstaję
By piękno jej utrwalać w słowach
Słowem tym wracam do początku
Wszak ono na początku było
Wierzę, że może odrzeć z klątwy
Je tylko wiara oraz miłość
Żeby błękitem wzdłuż strumyka
Stąpać, kaczeńcem się zanurzyć
Obłokiem chwili w dal przemykać
By - znowu cisza - jak po burzy
8 kwietnia 2020 Jan Sabiniarz
niedziela, 5 kwietnia 2020
Panie
ministrze Szumowski, zaczynam niestety tracić szacunek jaki miałem dla Pana w
początkach tego koszmaru. Początkowo maseczki były nie wymagane, wręcz
szkodziły noszącym. Dziś jednak się Pan z nimi przeprasza. Ciekawe ... Pan robi
z ludzi głupków czy sam nim Pan jest? Wielka propaganda sukcesu bo rząd w
Polsce zrobił coś czego nie zrobił nikt w Europie i wszyscy brali z Polski
przykład jako wzorowego zachowania. A dziś sytuacja wygląda tak: wprowadzacie
kolejne zakazy, łamiecie prawa obywatelskie w imię wyższego dobra. Ale czyjego
dobra szanowny Panie? Wprowadzacie zakazy, które same przeczą sobie - zakaz
wstępu do sklepu - 1 kasa a 3 osoby... a przed sklepem kolejka jak za stanu
wojennego bo lepiej przecież tych ludzi trzymać przed sklepem ... prawda? Dwie
osoby w odległości 2 metrów od siebie na ulicy... ale rano i po południu pełne
autobusy i tramwaje ludzi. I wtedy jest dobrze? A LOT DO DOMU ... kpina ...
żadnej kontroli, zmierzenie temperatury i do domu... A gdzie kwarantanna? Gdzie
testy? Gdzie kontrola nad tym co zrobiliście... Latając do Meksyku, Polinezji,
Filipin, Wietnamu, Singapuru, Hongkongu, Australii na Kubę i do Algierii -
chcecie powiedzieć że wracali emigranci? Pojechali tam za chlebem? I naprawdę
ludzie w to wierzą. Janusze i Grażyny drą się w niebo głosy że - nie
potrzebujemy tu takich... ograbią naszą służbę zdrowia ... Emigranci ?? Głodne
kawałki. Turyści, których stać było na wycieczki teraz nie mają jak wrócić do
domu. Emigranci nie wracają i NIE WRÓCĄ - bo polska służba zdrowia nie da im
żadnej ochrony. Bo za chwilę sama przestanie istnieć. Walczycie z wiatrakami z
brakiem idei jak zwalczyć tą epidemię. A nawet gdybyście mieli pomysł to nie
macie pieniędzy na zrealizowanie. I nie będziecie mieli, bo gospodarka umrze
szybciej niż koronwairus. Zakaz wstępu do lasu... a co w lesie panuje
koronawirus? Ludzie mają siedzieć w domu jak krowy w oborze, bo to jest wyższa
konieczność? Czy Pan oszalał czy każą Panu to powtarzać? Poczta Polska ma
otwierać listy?! I co z nimi robić? A jeśli nie będą mieli adresu
elektronicznego to zaklejać? Naprawdę? Żołnierze wspierający policję na ulicach
naprawdę muszą po niej paradować z długą bronią? Po co? Do kogo mają
ewentualnie strzelać? Do tych którzy łamią zakazy? Czy Pan wie z czym to się
kojarzy? Mandaty dla osób które pojechały umyć samochód? Bo znaleźliście sobie
czarne owce? Pan naprawdę w to wierzy? Czy każą Panu wierzyć? Dlaczego w innych
krajach nikt nie waży się nawet tak ostentacyjnie łamać praw obywatelskich? Czy
Polska to już kraj kaczego zamordyzmu? Kaczystan? Głosowanie korespondencyjne?
Jesteście debilami... Może Pan Prezydent te wybory wygra, ale nie szanujecie
dalej obywateli to mam nadzieję że następne wybory spowodują że odejdziecie z
tarczą. Polska jest niestety krajem, który cierpi dziś z powodu rozdawnictwa...
kiedy trwała dobra koniunktura gospodarcza to uprawiano politykę rozdawnictwa.
500+, 13 emerytura itd... a dziś w budżecie nie ma środków na walkę z epidemią,
ale były 2 mld na reżimową telewizję... bo DUDUŚ musi wygrać wybory... Służba
zdrowia robi bokami, z powodu braku podstawowych środków ochrony szpitale same
się wyłączają bo zamiast leczyć innych muszą zacząć leczyć siebie. Z policją
taka sama sytuacja. Zamykacie komisariaty... za chwilę będzie to powszechne. A
dlaczego? Bo nie macie środków i pomysłu na to co robić.... Trzymajcie dalej
ludzi w odosobnieniu - doprowadzicie do takiego rozstroju gospodarczego, że
później nikt go nie opanuje. Tarcza dla gospodarki - jak to ma działać skoro to
fikcja. Jak ludzie przestaną mieć na chleb... a to stanie się bardzo szybko, to
budżet przestanie mieć wpływy... jak przestanie to upadnie program 500+, 13
emerytura, podwyżki dla policji, służb mundurowych itd. Przegracie tą drogą ...
na pewno. I tego właśnie Wam życzę.
sobota, 4 kwietnia 2020
poniedziałek, 30 marca 2020
poniedziałek, 23 marca 2020
VANGELIS 12 o'clock 1975 (Best video ever seen) - "Luis Moreira (Setúbal...
<iframe width="459" height="344" src="https://www.youtube.com/embed/z4R4PVEwX5U?clip=
piątek, 20 marca 2020
Dworek w Janowcu - A. Kurylewicz "Polskie drogi"
<iframe width="480" height="270" src="https://www.youtube.com/embed/0unBIlKSmvk?clip=
niedziela, 15 marca 2020
piątek, 13 marca 2020
czwartek, 12 marca 2020
sobota, 29 lutego 2020
piątek, 28 lutego 2020
niedziela, 23 lutego 2020
sobota, 22 lutego 2020
piątek, 21 lutego 2020
czwartek, 20 lutego 2020
czwartek, 13 lutego 2020
wtorek, 11 lutego 2020
poniedziałek, 10 lutego 2020
sobota, 8 lutego 2020
piątek, 7 lutego 2020
czwartek, 6 lutego 2020
poniedziałek, 3 lutego 2020
czwartek, 23 stycznia 2020
WIOSNĄ, W DOLINIE RÓŻ
Na polanie kwiat bieleje polnej gruszy
Przyjdzie zając, dzik z zarośli przykuśtyka
Drzewko szczęścia w trawę kwiatki wiosny prószy
Pełne światła - kiedy dzień - lub sierp księżyca
Tak natchniona, tak serdeczna jest i czysta
Jakby z nieba sfrunął anioł jasnowłosy
U jej stóp się świeci wody cudny kryształ
Z głębi lasu dobiegają ptaków głosy
Za wzgórzami trawą ściele się dolina
Mostek z drewna, przy nim pachnie krzew różany
Mały domek w błękit skrzydła swe rozwinął
W ogród wiosny promienieją jego ściany
Wartki strumyk gwiazdom zwierza się i słońcu
Polną gruszę, gdy tam płynął, zapamiętał
Za wzgórzami cicho szemrząc bieg swój kończy
Chce pozostać tu, gdzie świat - ostoją piękna
Polnej gruszy, każdą wiosną, kwiat go woła
W jego płatkach drzemie tyle pięknych wspomnień
W górze bielik toczy w błękit tęskne koła
Lśni w obręczach ciszy słońca złoty promień
23 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
środa, 22 stycznia 2020
OBŁOK
W RZECE
Czas dopala kiść jarzębiny
Która zimie swe serce oddała
W rzece obłok jak płynął, tak płynie
Kształt zewnętrzny wód cieniem ocala
Przez gałęzie słońce prześwieca
Listkiem ciszy zadrży powietrze
Zimorodek wzdłuż brzegów przeleci
Barwną tęczą otwiera w nas przestrzeń
Pień zmurszały mchem porośnięty
Przy nim kamień deszczem spłukany
Twa obecność tę chwilę uświęca
Chwilą szczęścia na dębu kolanach
Chłonę spokój na twarzy rozlany
Każda ścieżka do wiosny prowadzi
Słońce szczodrze swe ciepło rozdaje
W Róż Dolinie ogrzewa snów sady
Nabrzmiewają już pąki jabłoni
Zanim czas je ku słońcu otworzy
Cichym pięknem wśród dzikich ustroni
Kwiatek wiosny w dłoniach ułoży
22 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
Czas dopala kiść jarzębiny
Która zimie swe serce oddała
W rzece obłok jak płynął, tak płynie
Kształt zewnętrzny wód cieniem ocala
Przez gałęzie słońce prześwieca
Listkiem ciszy zadrży powietrze
Zimorodek wzdłuż brzegów przeleci
Barwną tęczą otwiera w nas przestrzeń
Pień zmurszały mchem porośnięty
Przy nim kamień deszczem spłukany
Twa obecność tę chwilę uświęca
Chwilą szczęścia na dębu kolanach
Chłonę spokój na twarzy rozlany
Każda ścieżka do wiosny prowadzi
Słońce szczodrze swe ciepło rozdaje
W Róż Dolinie ogrzewa snów sady
Nabrzmiewają już pąki jabłoni
Zanim czas je ku słońcu otworzy
Cichym pięknem wśród dzikich ustroni
Kwiatek wiosny w dłoniach ułoży
22 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
niedziela, 19 stycznia 2020
piątek, 17 stycznia 2020
sobota, 11 stycznia 2020
GDY PODĄŻA DROGĄ
Noc się zapala w powieczornej ciszy
U góry gwiazdy - łzy nieutulone
Nad lasem księżyc srebrne lico toczy
Nim ranek spocznie w czułych drzew ramionach
Szelest przebiega niewidzialne chaszcze
Lusterko wody świeci się w dolinie
W urwiskach serca pusto i przepastnie
Jakże jest obco, dziwnie w tej godzinie
Coś niedobrego dzieje się z planetą
Choć kwitną wzgórza, w których płyną rzeki
I jak co roku słońce się uśmiecha
Nie, to nie deszcze, siarka z nieba leci
Dojdzie do zguby, ten, co chce na skróty
Nie można obejść, trzeba z tym się zmierzyć
By się nie zemścił na nim czas okrutnie
Traci nadzieję, gdy przestaje wierzyć
Jest jeszcze miłość, czuła w środku zdarzeń
Wyciągnąć rękę po nią - to za mało
Jest niewidzialna, z świątyń serc się jawi
Rozjaśnia ciemność, niby brzask poranek
Żarliwa słowem w Oliwkowym Gaju
W dole rybacy zarzucają sieci
Dopiero w innych siebie rozpoznaje
Czasem - na krótko, niby ptak przeleci
Przybrana w mosty i wysokie mury
Kto jej dostąpi - jakby spoczął w Bogu
Świat w nim odżywa, nie jest już ponury
Myśl jego jasna nie zaznaje trwogi
Pięknieje dziewcząt blask wiosennych twarzy
Promienie leszczyn schodzą do parowu
Człowiek raz jeszcze piękno swe ukaże
Drży listkiem szczęścia, gdy podąża drogą
11 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
Noc się zapala w powieczornej ciszy
U góry gwiazdy - łzy nieutulone
Nad lasem księżyc srebrne lico toczy
Nim ranek spocznie w czułych drzew ramionach
Szelest przebiega niewidzialne chaszcze
Lusterko wody świeci się w dolinie
W urwiskach serca pusto i przepastnie
Jakże jest obco, dziwnie w tej godzinie
Coś niedobrego dzieje się z planetą
Choć kwitną wzgórza, w których płyną rzeki
I jak co roku słońce się uśmiecha
Nie, to nie deszcze, siarka z nieba leci
Dojdzie do zguby, ten, co chce na skróty
Nie można obejść, trzeba z tym się zmierzyć
By się nie zemścił na nim czas okrutnie
Traci nadzieję, gdy przestaje wierzyć
Jest jeszcze miłość, czuła w środku zdarzeń
Wyciągnąć rękę po nią - to za mało
Jest niewidzialna, z świątyń serc się jawi
Rozjaśnia ciemność, niby brzask poranek
Żarliwa słowem w Oliwkowym Gaju
W dole rybacy zarzucają sieci
Dopiero w innych siebie rozpoznaje
Czasem - na krótko, niby ptak przeleci
Przybrana w mosty i wysokie mury
Kto jej dostąpi - jakby spoczął w Bogu
Świat w nim odżywa, nie jest już ponury
Myśl jego jasna nie zaznaje trwogi
Pięknieje dziewcząt blask wiosennych twarzy
Promienie leszczyn schodzą do parowu
Człowiek raz jeszcze piękno swe ukaże
Drży listkiem szczęścia, gdy podąża drogą
11 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
piątek, 10 stycznia 2020
wtorek, 7 stycznia 2020
MODLITWA
U PROGU DNIA
Nie jesteś dla mnie Wielką Ciszą
Myślą i duszą czuję twe istnienie
Ptakiem i drzewem święte słowa piszesz
To w nich znajduję serca pokrzepienie
Wołasz mnie prostą lecz niełatwą drogą
Ukryte w trawie czytam twoje znaki
Nie jesteś zimny niby sopel lodu
Wiem, gdy radujesz się i kiedy płaczesz
Jawisz się w ciszy, nikniesz pośród zgiełku
Nieważne - jakie tobie dają imię
Dłoń twa roztacza wokół świata piękno
Wiem, gdy cię nie ma i gdy jesteś przy mnie
Mijają drzewa, ludzie i narody
Ziemia zaledwie pyłkiem jest kosmosu
Jakże miłuję słońca blask nad wodą -
Ta krótka chwila cząstką jest bezkresu
Przetrwa swym blaskiem, w wieczność się zapisze
Olśniona głębią, przemieniona czynem
Jakżem ci wdzięczny, gdy przed tobą stoję
W twojej światłości duch mój się rozpłynie
7 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
Nie jesteś dla mnie Wielką Ciszą
Myślą i duszą czuję twe istnienie
Ptakiem i drzewem święte słowa piszesz
To w nich znajduję serca pokrzepienie
Wołasz mnie prostą lecz niełatwą drogą
Ukryte w trawie czytam twoje znaki
Nie jesteś zimny niby sopel lodu
Wiem, gdy radujesz się i kiedy płaczesz
Jawisz się w ciszy, nikniesz pośród zgiełku
Nieważne - jakie tobie dają imię
Dłoń twa roztacza wokół świata piękno
Wiem, gdy cię nie ma i gdy jesteś przy mnie
Mijają drzewa, ludzie i narody
Ziemia zaledwie pyłkiem jest kosmosu
Jakże miłuję słońca blask nad wodą -
Ta krótka chwila cząstką jest bezkresu
Przetrwa swym blaskiem, w wieczność się zapisze
Olśniona głębią, przemieniona czynem
Jakżem ci wdzięczny, gdy przed tobą stoję
W twojej światłości duch mój się rozpłynie
7 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
poniedziałek, 6 stycznia 2020
DĄB MEGO ŻYCIA
Sam, z każdym dniem, tworzę mój świat od nowa
Z ciszy wieczoru i porannych mgieł
Gdy zgubię drogę, ty mnie, proszę, prowadź
Światłością nocy - w mroku widzę cię
Dąb mego życia chociaż gubi liście
Lecz mi ostoją jego mocny pień
Przetrwał niejednej, srogiej burzy przejście
Ożywa wiosną, w górę wciąż się pnie
Nikną pokoleń klęski i pochody
Mijają liście zagubionych drżeń
W murach i bramach drzemie wieczna młodość
Myśl przywiązana jak do drzewa cień
Wierzę, zaiste, świat ten nie ma granic
Piekła i nieba nieskończony czas
Który się tłucze pośród górskich grani
Odbity lustrem nieśmiertelnych gwiazd
6 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
Sam, z każdym dniem, tworzę mój świat od nowa
Z ciszy wieczoru i porannych mgieł
Gdy zgubię drogę, ty mnie, proszę, prowadź
Światłością nocy - w mroku widzę cię
Dąb mego życia chociaż gubi liście
Lecz mi ostoją jego mocny pień
Przetrwał niejednej, srogiej burzy przejście
Ożywa wiosną, w górę wciąż się pnie
Nikną pokoleń klęski i pochody
Mijają liście zagubionych drżeń
W murach i bramach drzemie wieczna młodość
Myśl przywiązana jak do drzewa cień
Wierzę, zaiste, świat ten nie ma granic
Piekła i nieba nieskończony czas
Który się tłucze pośród górskich grani
Odbity lustrem nieśmiertelnych gwiazd
6 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
niedziela, 5 stycznia 2020
TEN, KTO SZUKA
Ten kto szuka, ten nie błądzi
Przez to wciąż odkrywa siebie
Odnajduje ten zakątek
Który w głębi duszy drzemie
Ref: Nie wie, co to jest zatrata
Choć zna ból łamanych skrzydeł
Ptakiem słowa w górę wzlata
Skąd tak dobrze wszystko widać
W nim jeziora zagubione
Lasy, góry nieprzebyte
Niesie ogień, którym płonie
Który łączy zmierzch ze świtem
Ref: Nie wie…
Ziarno piękna chce ocalić
Dęby śpiące w nim i brzozy
To w nich siebie rozpoznaje
Z trawą życie chce ułożyć
Ref: Nie wie…
W wodzie złocą się kaczeńce
Strumyk wciąż przed siebie płynie
Gdy ustanie bicie serca
Bóg go wesprze w tej godzinie
Ref…Nie wie
5 stycznia 2020
Słowa i muzyka - Jan Sabiniarz
ADAGIO ZIMOWE
Zima odsłania białe swe ramiona
Iskierki słońca wśród przerębli świecą
Cisza pejzażu w twoich oczach płonie
Na płachcie śniegu ptaka cień przeleci
Drogi i ścieżki suną w dal zaspami
Nad nimi szronem pochylone drzewa
Gdy noc gwiaździsta błyśnie między nami
Wstąpi w nas spokój zimowego nieba
Adagio Bacha w sopli klawiaturze
Światło księżyca zagra ze wzruszeniem
To, które chwili i wieczności służy
Ze źródła serca bierze tęsknot brzmienie
Świętości ciszy żaden dźwięk nie spłoszy
W las bezszelestnie suną w śniegu sanie
Niebo i ziemia, drzewa są bez głosu
Nim promień ranka z łóżka nocy wstanie
5 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
Zima odsłania białe swe ramiona
Iskierki słońca wśród przerębli świecą
Cisza pejzażu w twoich oczach płonie
Na płachcie śniegu ptaka cień przeleci
Drogi i ścieżki suną w dal zaspami
Nad nimi szronem pochylone drzewa
Gdy noc gwiaździsta błyśnie między nami
Wstąpi w nas spokój zimowego nieba
Adagio Bacha w sopli klawiaturze
Światło księżyca zagra ze wzruszeniem
To, które chwili i wieczności służy
Ze źródła serca bierze tęsknot brzmienie
Świętości ciszy żaden dźwięk nie spłoszy
W las bezszelestnie suną w śniegu sanie
Niebo i ziemia, drzewa są bez głosu
Nim promień ranka z łóżka nocy wstanie
5 stycznia 2020 Jan Sabiniarz
sobota, 4 stycznia 2020
piątek, 3 stycznia 2020
czwartek, 2 stycznia 2020
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)