ŚWIĘTOŚCIĄ
RANKA
Świętością ranka dzień opromieniony
Łabędzie światła wyciągają szyje
Przede mną las i ciężkie chmur zasłony
I lustro rzeki, co się w dole wije
Czas idzie drogą, piasek mgłą nasiąka
Mech miłosierny opatruje rany
Dzwoneczek ciszy w sercu chwil się błąka
Wtórują echem modre lasu ściany
Ty jesteś łąką, której kwiat poznaję
W letnim powiewie i traw kołysaniu
Czerwiec oddaje - co zaczęte majem
Miłości wersem gwiezdna noc się staje
Zwiewna sukienka i warkoczyk płowy
Idące ścieżką pośród łanów żyta
Błękit się sączy z boskich snów ogrodów
Gasnących zmierzchów i promieni świtu
Dąb wrasta w ziemię, zapatrzony w dale
U stóp korzeni łopian i pokrzywa
To, co obecne, nie istnieje wcale
Nad wodą konar w wiatru rytm się kiwa
31 maja 2019 Jan Sabiniarz
piątek, 31 maja 2019
czwartek, 30 maja 2019
MAJ LISTOPADOWY
Maj jeszcze w ogrodzie a jakby - listopad
Nie zdążą ptaki nacieszyć się latem
W krąg - drogi donikąd - od nadmiaru błota
Stąd - ruch, jakikolwiek, spisany na stratę?-
Nie wszystko skończone, wszak drzewa nie kłamią
Ku głębi prowadzą milczące kamienie
Na każdym gołębiu - obrączka, jak znamię
Czas wciąż się boryka z chwil ciężkim brzemieniem
Śródleśne ścieżki omotane mgłami
O stawie zarosłym dziś nikt nie pamięta
Po lustrze niebieskim w skos ważki biegały
W powiewie sitowia i zapachu mięty
W dywanach rosiczki - żurawin korale
Przy drodze dziewanna ciszy złoto rozdaje
Nie traci nadziei, kiedy patrzy dalej
Za siódmą rzeką jej marzą się kraje
A przecież, niedawno, kochała tu noce
Z gwiazdami nad głową, wędrownym księżycem
Nie bacząc na chłody, na skwar, ni na słotę
Zasypiała z nadzieją jak ptak przed odlotem -
30 maja 2019 Jan Sabiniarz
Maj jeszcze w ogrodzie a jakby - listopad
Nie zdążą ptaki nacieszyć się latem
W krąg - drogi donikąd - od nadmiaru błota
Stąd - ruch, jakikolwiek, spisany na stratę?-
Nie wszystko skończone, wszak drzewa nie kłamią
Ku głębi prowadzą milczące kamienie
Na każdym gołębiu - obrączka, jak znamię
Czas wciąż się boryka z chwil ciężkim brzemieniem
Śródleśne ścieżki omotane mgłami
O stawie zarosłym dziś nikt nie pamięta
Po lustrze niebieskim w skos ważki biegały
W powiewie sitowia i zapachu mięty
W dywanach rosiczki - żurawin korale
Przy drodze dziewanna ciszy złoto rozdaje
Nie traci nadziei, kiedy patrzy dalej
Za siódmą rzeką jej marzą się kraje
A przecież, niedawno, kochała tu noce
Z gwiazdami nad głową, wędrownym księżycem
Nie bacząc na chłody, na skwar, ni na słotę
Zasypiała z nadzieją jak ptak przed odlotem -
30 maja 2019 Jan Sabiniarz
środa, 29 maja 2019
ZA SIÓDMĄ RZEKĄ
VI.
Daję ci wszystką mą muzykę
Na listkach snów poranne drżenia
Nad łąką obłok mgły przemyka
Przytul go dłoni swoich cieniem
W sitowiu drzemie łódka wspomnień
Trzcina z miłością się pochyla
Na tafli świeci brzasku promień
Tu wszystko trwa, nic nie przemija
W zwierciadle ciszy myśl się błąka
Żar wodnej lilii ją weseli
Nocami, kiedy słowik kląska
Toń stawu pośród gwiazd się ściele
Wiatr zrywa z lustra wspomnień kwiaty
U stóp olch siwych w cień je kładzie
Piękno się dzieje, jak przed laty
Jesienią zrywa jabłka w sadzie
Pustka na chwilę w nas się stała
Lecz wraca drzewem do korzeni
Nad którym świeci obłok biały
Żeby w anioły nas przemienić
Na trawie więdną róży płatki
Dłoni dotyku nie zaznały
Upuści rosę źdźbło ukradkiem
Bo to nie tak, nie tak być miało
29 maja 2019 Jan Sabiniarz
VI.
Daję ci wszystką mą muzykę
Na listkach snów poranne drżenia
Nad łąką obłok mgły przemyka
Przytul go dłoni swoich cieniem
W sitowiu drzemie łódka wspomnień
Trzcina z miłością się pochyla
Na tafli świeci brzasku promień
Tu wszystko trwa, nic nie przemija
W zwierciadle ciszy myśl się błąka
Żar wodnej lilii ją weseli
Nocami, kiedy słowik kląska
Toń stawu pośród gwiazd się ściele
Wiatr zrywa z lustra wspomnień kwiaty
U stóp olch siwych w cień je kładzie
Piękno się dzieje, jak przed laty
Jesienią zrywa jabłka w sadzie
Pustka na chwilę w nas się stała
Lecz wraca drzewem do korzeni
Nad którym świeci obłok biały
Żeby w anioły nas przemienić
Na trawie więdną róży płatki
Dłoni dotyku nie zaznały
Upuści rosę źdźbło ukradkiem
Bo to nie tak, nie tak być miało
29 maja 2019 Jan Sabiniarz
W MITYCZNEJ KRAINIE
Jezioro Pamięci w głębi szczęścia drzemie
Gajów, co chronią się wśród własnych cieni
Nad boskim lustrem liry kształt na niebie
Gwiazdy w jeziorze gaszą swe pragnienie
Pośród łąk kwietnych, w wiecznej snów dolinie
Gdzie promień drzewa z cieniem się rozstaje
Przez chaszcze światła pieśń jak strumień płynie
Czas się pochyla, nad kołyską staje
Na główki kwiatów rozsypane piękno
Miłość je tkliwie w jeden bukiet składa
Lśni rosą piękna niby gwiazd uśmiechem
Wciąż nowe pieśni z jasnych chwil układa
Pod liściem dębu zostań, Eurydyko
W dolinach kwiatów są ukryte żmije
Gra siedmiostrunna niechaj zdobi ciszę
Która wśród stoków serca miłość kryje
Za rzeką Styksu w każdym z nas jest Hades
Pamięci, która nie zabliźnia rany
Kto wzrok odwraca - jego szczęściu biada
Mrok mu zabierze dotyk rąk kochanych
9 marca 2013 Jan Sabiniarz
wtorek, 28 maja 2019
PIĘKNO
CIEMNOBRĄZOWE
Wznoszą
mnie w przeszłość mury średniowiecza
Lśniące
posadzki, ostrołuki okien
Góry,
przełęcze, wieków ciąg na przestrzał
Spokój
cyprysów pod błękitu okiem
Płyną
ku górze i w dół opadają
Z
serca ku sercu - jak muzyki brzmienia
Dotykiem
rzeźby czule ogarniają
Żeby
w nich znaleźć chwilę ukojenia
Płynę
w nich nurtem rozgwieżdżonej rzeki
Pośród
baśniowych fasad i uliczek
Idę i
Tobą w sercu się uśmiecham
Ciemnobrązowym
pięknem się zachwycam
W
oczach prześlicznych dziewcząt je znajduję
Nurzam
w ich toni, przepaścistych głębiach
Wzbijam
z zachwytem, orłem w nich szybuję
W
każdych odkrywam jakby trochę Ciebie
Ciemnobrązowe,
skryte w włosów cieniu
Pięknem
najczystszym płoną we mnie twarze
Wtulone
w włosy długie, lśniące, proste
Jak
gdyby Tobą anioł się ukazał
Był
przy mnie blisko. W sklepie i kafejce
Podawał
kawę dłonią pełną wdzięku
Musiałem
stanąć jeszcze raz w kolejce
Żeby
smakować ciemnych oczu piękno
I
jego dłonie jasne jak z marmuru
Smukłe,
kojące – niby strużka wina
I jego
wargi w kasztanów kolorze
Które
prześwieca jakby słońca krztyna
Miał
tutaj dobrze Sandro Botticielli
Gdziekolwiek
spojrzeć – tam pierwowzór sztuki
Jakże
nietrudno być tu Rafaelem
Jak
Michał Anioł kształt w marmurze wykuć
Harmonia
życia, sztuki i natury
Nikt
się nie śpieszy. Wie, że zawsze zdąży
Wznosi
się budowla, której nikt nie burzy
Której
myśl przewodnia niebem we mnie krąży
Cortona, 29 grudnia 2009 Jan Sabiniarz
W
NASZYM OGRODZIE
Za siódmą górą, siódmą rzeką
Coś złego dzieje się
Dom nasz się zda w posadach trzeszczeć
Rysa za rysą jawi się
Świeże pęknięcia oraz stare
Wołają z całych sił
Żeby usunąć z wierzchu szpary
I te, co w głębi kryją się
Przecież nie można spać spokojnie
Kiedy zło bierze górę
Wokół się toczą ciche wojny
Kruszą ogrodu mury
Wkrótce zakwitnie krzew różany
Przy furtce biały bez
I dzikie wino wesprze ściany
Rozdzwoni ptaków śpiew
Pąkiem jabłoni miłość wzejdzie
W trawie rozbłyśnie rosa
Na lustrze stawu dwa łabędzie
Wzbiją świat ku niebiosom
Niech nie opuszcza nas nadzieja
Nie kryjmy głowy w piasek
Z każdym dniem słońce mocniej grzeje
W ogrodach domów naszych
Niechaj nie gubi obojętność
Na to, co w krąg się dzieje
Nie zazna ten wolności piękna
Gdy kur po trzykroć pieje
14 lutego 2019 Jan Sabiniarz
Za siódmą górą, siódmą rzeką
Coś złego dzieje się
Dom nasz się zda w posadach trzeszczeć
Rysa za rysą jawi się
Świeże pęknięcia oraz stare
Wołają z całych sił
Żeby usunąć z wierzchu szpary
I te, co w głębi kryją się
Przecież nie można spać spokojnie
Kiedy zło bierze górę
Wokół się toczą ciche wojny
Kruszą ogrodu mury
Wkrótce zakwitnie krzew różany
Przy furtce biały bez
I dzikie wino wesprze ściany
Rozdzwoni ptaków śpiew
Pąkiem jabłoni miłość wzejdzie
W trawie rozbłyśnie rosa
Na lustrze stawu dwa łabędzie
Wzbiją świat ku niebiosom
Niech nie opuszcza nas nadzieja
Nie kryjmy głowy w piasek
Z każdym dniem słońce mocniej grzeje
W ogrodach domów naszych
Niechaj nie gubi obojętność
Na to, co w krąg się dzieje
Nie zazna ten wolności piękna
Gdy kur po trzykroć pieje
14 lutego 2019 Jan Sabiniarz
poniedziałek, 27 maja 2019
WOLĘ
BYĆ SAM
Wolę
być sam, niż z wami być przy jednym stole
O
waszych zbrodniach wciąż nie zapominam
Wierzę,
że przyjdzie na was sądu kolej
Chociaż
ta ziemska o was nie pamięta
Życie
na pozór gładko wciąż się toczy
Zgniłe
od środka, przeniknięte jadem
Nie,
tu nie mądrość, lęk otwiera oczy
Hańba
obnosi swój przeklęty diadem
Z
mgieł się wyłania o was cała prawda
Wasze
podstępy i tajemne knucia
Ty,
co szyderstwem ojców mowę kalasz
Ojczyznę
naszą wpędzasz w los okrutny
Jak
się radować, kiedy okręt tonie?
Choć
to dostrzega wśród nas tak niewielu
Śmiech,
a nie łzy, nasz obwieszczają koniec
Gdy
wół nad żłobem tępo siano miele -
29
grudnia 2013 Jan Sabiniarz
PRZENIKANIE CZASÓW
Ręce dziś już tylko rzeźbą są z jaspisu
Trwalsze niż mury starożytne tęcze
Przed domem siedem pochodni ognistych
Pastwią się nad losem trzy żarłoczne
bestie
Kto godzien księgi, ten zerwie pieczęcie
Odemknie zakucia, żeby w głębię wejrzeć
Podąży śladem odciśniętym w skale
By się przez morza i przez gwiazdy
przedrzeć
Przywdzieje w drodze ziemskiej białą szatę
Otworzy bramy, rozda chleb i ryby
Bez miecza nastanie wielki dzień
zwycięstwa
Czystą jego szatę we krwi umoczyli
Z brązu kadzielnice ogniem czczym napełnią
Dym z nich się uniesie wonny nad ołtarze
Będą siebie szukać, ale się nie znajdą
Skrzydeł szum się zerwie, drogę im ukaże
Ranić będą usta wściekłe i bluźniercze
Wdepczą w piach pustynny tych, co Słowu
wierzą
Jadem będą broczyć czasy poplamione
Władzę swą oddadzą hordom dzikich zwierząt
Pustką handlujący na nich się wzbogacą
W złoto się przybiorą, w szkarłat i
purpurę
Coraz mniej się śmieje, coraz więcej
płacze
Świat coraz bogatszy w coraz grubszą skórę
Rozejdą się miasta, góry i doliny
Wieże strawi pożar, studnie lód uwięzi
Ciemność zapanuje, źródła słuch zaginie
Świat się toczy w nicość z kosmosu gałęzi
Ale słońce ducha wiecznie świecić będzie
Ziarnem w sercu wstanie, zafaluje łanem
Z coraz wyższych pięter światła nić się
przędzie
Żeby być na końcu czymś jak chleb
zwyczajnym
Wielkanoc
2005
Jan Sabiniarz
Polska umiera, widać to wyraźnie
Gdy miecz zagłady wisi ponad światem
Staje się miejscem hańby, uczuć kaźni
Toczą się w przepaść nasze sny skrzydlate
Polska umiera - z jego rdzennym ludem
Na naszych oczach przestał być narodem
Na Wieży Babel czas wariata struga
Nim wieczność spłonie niby chwili stogi
Polska umiera - trudno żyć w jej piekle
Staje się krajem w nas duchowej nędzy
Jakże nas rani w niej ukryta wściekłość
Gdy bożkiem dla niej - srebrnych garść pieniędzy
Polska umiera - jej bezwolne samce
Nie kiwną palcem, by odmienić losy
Polska umiera, dławi nas tym państwem
Które jej wiernym nie oddaje głosu
Świat się nie budzi, noc w nim pozostaje
Na szarym końcu - dobro, prawda, piękno
Jak okiem sięgnąć - nicość w krąg, bez granic
Gdzie się nie żyje a tylko się mieszka
Dzisiejsza Francjo, tyś niegodna Katedr
Wyzbyta duszy, trawi cię cielesność
Gdy miecz zagłady wisi ponad światem
Kraju pogardy, zapomnianej pieśni
Niech mrok przeniknie światło Średniowiecza
I odbuduje dusze po pożarze
By blask przywrócić, świętość każdej rzeczy
Gdy Bóg w swych dzieciach swoją twarz ukaże
Jan Sabiniarz
POLSKA
Nie
chcę, choć za dnia
Z grą
jej się rozmijam
Wiecznie
spóźniona
Albo
zbyt przedwczesna
Lecz
zagrzebany
Jestem
w niej po szyję
Dławi,
zamyka
- Miała
być bezkresna
Gdy o
niej myślę
W dal
mnie niosą nogi
Chcę
ją budować
A w
niej swoje miejsce
Pragnąc,
by kiedyś
Wstąpić
w takie progi
Które
prowadzą
Do
zwykłego szczęścia
Żeby
tak było
Coś
się musi zmienić
By
się stawała
Jasna
i przejrzysta
Żeby
nadziei
Wiary
nie szczędziła
To ku
niej płonie
Moja
miłość czysta
Nie
żal chwil dla niej
I
traconych złudzeń
Jeśli
jej drogi
Dokądś
nas prowadzą
To
nic, że długie
Chociaż
można krócej
Pragnę,
by kwitła
W
mego serca sadzie
To
nic, że biedna
Jeśli
przy tym prosta
Gdy
nocą gwarzy
Bliską
sercu mową
Żeby
wznosiła
Ciągle
nowe mosty
Dniem
zasypując
Każdą
przepaść nową
Wiem,
to, co piszę
Bardzo
jest naiwne
Naiwność
dziecka
Wznosi
i uskrzydla
Nie
znajdę innej
Chcę
by była przy mnie
Choć,
jak pamiętam
Czasem
mi obrzydła
Jan Sabiniarz
Jan Sabiniarz
POLSKA
Wciąż po
spirali
toczy
błędne koła
A przez to
ciągle
tkwi w tym
samym miejscu
Tutaj
nadzieja
coraz
ciszej woła
U dróg
rozstajnych
W nas - namiastka
szczęścia
Miłość
samotna
stąpa w
grząskim bagnie
Chłód ją
przenika
rani zimnym
dreszczem
Prawo
dyktuje
tu głupota
stadna
I
demokracja
której nie
ma jeszcze
Ale jest
wiara
ma w
modlitwie azyl
Którą się
modlą
serca i
kamienie
Ojczyzna
staje
się w nas
tyle razy
Chociaż tak
boli
ściska jak
rzemienie
Jan Sabiniarz
DROGA
O twoje szaty grają w
kości
Lękam, że los twój
przesądzony
Gdzieniegdzie resztki
tlą miłości
Znów - bez odzienia i
korony
Wokół panują słowa
szumne
I przyrzeczenia wiatrem
szyte
Spuszczone głowy,
niegdyś - dumne
I noc, która się boi
świtu
Rozrasta się w nas
Wieża Babel
Lecz nawet ona runie
wkrótce
Czas smętnie gra na
Złotym Rogu
Na placach coraz
bardziej pusto
Chciałbym weselić się,
nie smucić
Lecz - jakże bolą białe
plamy
Tak trudno z drogi tej
zawrócić
Co dręczy myśli, serce
rani
Sam siebie nie poznaję
w lustrze
Które na dwoje pęka
krwawo
Ciągle potrzeba kopie
kruszyć
Żeby dziedzictwem
przyszłość zbawić
Najwięksi z nas
zamordowani
Co dzień po trzykroć
kogut pieje
Umiera Syn Umiłowany
Tak Naród tarci swoje
dzieje
11 stycznia 2014
Jan Sabiniarz
FOLWARK ZWIERZĘCY 2014
Tym, co najbardziej nam doskwiera
Jest wciąż paraliż i rozdarcie
Wolność i godność nam odbiera
Zły człowiek czcze rozdaje karty
Na widnokręgu coś się burzy
Jednak wstępuje w nas niemrawo
Nam i ojczyźnie to nie służy
Na wschodzie wstaje zorza krwawo
W ojczystym domu poniżani
Myślą i sercem w sieci kłamstwa
Drzewem odciętym od korzeni
Wplątani w nowy kształt poddaństwa
Smutno mi, Boże. Jak to boli!
Bezdomnym być we własnym domu
Naród, co jest tej ziemi solą
Przemyka chyłkiem, po kryjomu
Z zewnątrz, na pozór, jest tak ślicznie
Orły na „wrotach od stodoły”
W zatrutej studni woda czysta?-
Wśród nas najgłośniej echo woła
W kraju, w którym mówienie prawdy
Zwie się: szerzeniem nienawiści
Nie chroń mnie, Panie, od pogardy
Dla zdrajców, tchórzy i dla szpicli
W kraju, w którym mówienie prawdy
Zwie się: szerzeniem nienawiści
Nie chroń mnie, Panie, od pogardy
Dla zdrajców, tchórzy i dla szpicli
W tobie się tylko tli nadzieja
Żebyśmy znowu się zebrali
By własny los w swe ręce przejąć
Żebyśmy sobą znów się stali
16
grudnia 2014 Jan Sabiniarz
NARÓD
Co
znaczy - Święto Narodowe?-
Gdy
Naród ten już nie istnieje?-
Czyżby
ktoś upadł znów na głowę?-
Spił
się, nażłopał się szaleju?-
To
przypadkowa zbieranina
Polskojęzycznych
żywych trupów
Którzy
są skutkiem i przyczyną
Bezpiecznie
czują się pod butem
Bez
tożsamości, bez pamięci
Wolność
i honor dla nich – niczym
Już
zapomnieli, co to męstwo
Wolą
się dać - do galer przykuć
Ojczyzny
tu ze świecą szukać
Wciąż
skazywana na banicję
Na
nic z historii tu nauka
Pustka
obnosi się z swym przyjściem
Marzenie
chroni się w podziemiu
Albo
wybiera emigrację
Hańba
całuje łapy zdrajców
Rządzi
głupota, strach i kłamstwo
10
listopada 2011 Jan Sabiniarz
CÓŻ TO ZA NARÓD
Cóż to za naród, który zabił Boga
A wiernych Bogu między bydło strąca
Wkrótce nadejdą czasy wielkiej trwogi
Zawisną nad nim - niby klinga lśniąca
W piekielnym ogniu kuta jego gwiazda
A jego mową - język szatana
Gdy maska spadła - czeluść ukazał
Za Judaszowy pieniądz odlaną
Dobro i prawda schodzą do podziemia
I piękno nie ma nic do powiedzenia
W krąg się wykluwa w nas bestialskie plemię
Gdy my gnijemy skryci w swych złudzeniach
W nicość nas depcze nowa Wieża Babel
Umiera słowo - które na początku
Wiąże na szyi nam wisielczy kabel
Podkłada miny i zapala lonty
Mówienie prawdy zwie się dziś - nienawiść
Nadzy, bezbronni niby małe dzieci
Oddal ten kielich, Panie, bądź nad nami
Póki w nas żyją jeszcze twoje dzieci
Jan Sabiniarz
NASZ
ŚWIAT
Gdzie pierwszy błąd, gdzie drugi, trzeci
Że nam się sypie z kart ten domek
Radość prostoty tracą dzieci
Sercu się żyje coraz gorzej
Świat ten żarłoczną jest machiną
Miażdży po drodze to, co żywe
Rzeki rozpaczą bezimienną płyną
Łatwo co - proste zmienić w krzywe
Co w nas – nadęte, bierze górę
Pod sztandarami humanizmu
Świat do obłędu komplikuje
Chory od recept i truizmów
Mądrość prawieków – groch o ścianę
Z nieszczęścia garbem żyć nam przyszło
Przez ślepe czyny świat spaprany
Z których nie życie a śmierć kwitnie
Nie ma przed nami innej drogi
Trzeba do końca dna dosięgnąć
Żeby zaczynem gnój pokoleń
Stał się, a kwiat odzyskał piękno
16 października 2002 Jan Sabiniarz
BARANY
Po bezdrożach się wloką zbite stada baranów
Wycieńczone, nad wodą umierają z pragnienia
Domem dla nich jest miejsce, gdzie pod drzewem
przystaną
Lecz ich światło w gałęziach na cień drobny się zmienia
Część zostanie na zawsze, wełna miesza się z
trawą
Chudy piasek przygarnie, wiatr odmówi pacierze
Choć ich życie nielekkie, tylko śmierć im łaskawa
Brzoza białe ich kości w błękit liści ubierze
Dni ich są policzone, wnet rozszarpią je wilki
Idą po to przed siebie, by się miotać bez celu
Wiedzą to, że ostatnim może być każdy piknik
Skaczą sobie do oczu, to się z sobą weselą
Słońce wstaje daremnie i daremnie się kładzie
Pola kłosem obrodzą - lecz nie do ich stodoły
Instynkt im podpowiada, dokąd droga prowadzi
Lecz nie wyjdą na prostą, zataczając wciąż koła
Wichry z nich wydmuchują – co w nich jeszcze zostało
Nie ma dla nich ratunku, gdy nie zerwą pieczęci
Od lat pęta wszechwładne wciąż je w ryzach trzymają
Umierają bez życia – a być mogło tak pięknie
Wichry z nich wydmuchują – co w nich jeszcze zostało
Nie ma dla nich ratunku, gdy nie zerwą pieczęci
Od lat pęta wszechwładne wciąż je w ryzach trzymają
Umierają bez życia – a być mogło tak pięknie
sobota, 25 maja 2019
W
WIOSENNY PORANEK
Ziemia niebu śle w błękit obłoki
Wśród gałęzi rozwija się liść
Ze mną trawy i drzewa wysokie
Śnieżnobiała lśni w słońcu bzu kiść
Mieć przed sobą horyzont bez końca
Tam, gdzie słońce zapada wśród pól
Piaskom łzy pozostawić piekące
Głaz przydrożny nakryty jak stół
Na nim obrus z muślinu mgieł szyty
I pajęczyn koronki dokoła
Pejzaż serca tchnie ciszą spowity
W którym ptak w błękity zawoła
Nie chcieć żadnej na świecie rzeczy
Chociaż znać z nich każdą z imienia
Balsamicznym spokojem myśl leczyć
By na drobne się nie rozmieniać
Wiosna bucha na krótko, przez mgnienie
Jak najwięcej chwil piękna uchwycić
Wpleść się w łąkę modrym drzew cieniem
Jak jaskółka radować się życiem
Jan Sabiniarz
Ziemia niebu śle w błękit obłoki
Wśród gałęzi rozwija się liść
Ze mną trawy i drzewa wysokie
Śnieżnobiała lśni w słońcu bzu kiść
Mieć przed sobą horyzont bez końca
Tam, gdzie słońce zapada wśród pól
Piaskom łzy pozostawić piekące
Głaz przydrożny nakryty jak stół
Na nim obrus z muślinu mgieł szyty
I pajęczyn koronki dokoła
Pejzaż serca tchnie ciszą spowity
W którym ptak w błękity zawoła
Nie chcieć żadnej na świecie rzeczy
Chociaż znać z nich każdą z imienia
Balsamicznym spokojem myśl leczyć
By na drobne się nie rozmieniać
Wiosna bucha na krótko, przez mgnienie
Jak najwięcej chwil piękna uchwycić
Wpleść się w łąkę modrym drzew cieniem
Jak jaskółka radować się życiem
Jan Sabiniarz
W
DOLINIE PIĘKNA
W najzieleńszej z naszych dolin
Niebieścieje boska cisza
Cień rzucają na nią orły
Gdy w błękicie się kołyszą
Wokół łąk się wznoszą góry
Rozciągają pasmem siwym
Nad potokiem zamku mury
Fosa, most i dąb sędziwy
Ciężka brama kuta w ćwieki
Lecz gościnne są jej skrzydła
Które rządzą tu od wieków
Nad nią napis, malowidła
„Gościu, gdy przybędziesz tutaj
Smutki swe za murem zostaw
Tu nie więzi czas pokuty
Tu się spełnia marzeń postać”
Tak przekroczysz niebios bramę
Boski promień w serce wniknie
Ścichną myśli twe stargane
Chłód kamieni żar przeniknie
Poznasz świętość Średniowiecza
Gdy przestąpisz próg katedry
Bóg go sobą uczłowiecza
Ku niebieskiej wiedzie głębi
Stukot kroków w wielkiej ciszy
Wskroś anielskich chórów pienia
Tak się spełnia dusza świata
Brzaskiem wiary rozpromienia
Czas chorałem gregoriańskim
Ku wieżyczce wiedzie kroki
Miłość tu się żeni z pięknem
Zdobnym w gwiazdy lub obłoki
Tam, na górze cichy pokój
Małe okna, białe ściany
Lekki jedwab, ciężki brokat
Półmrok chwil umiłowanych
Ledwie tylko drzwi otworzysz
Zapach róży cię przywita
Przy twym cieniu cień ułoży
Dłoń światłością snów spowita
Pięknej twarzy krótkie mgnienie
Zaśpiewają ptaki szczęścia
Złotym włosem rozpromienia
Postać jej - w dolinie piękna
Jan Sabiniarz
W najzieleńszej z naszych dolin
Niebieścieje boska cisza
Cień rzucają na nią orły
Gdy w błękicie się kołyszą
Wokół łąk się wznoszą góry
Rozciągają pasmem siwym
Nad potokiem zamku mury
Fosa, most i dąb sędziwy
Ciężka brama kuta w ćwieki
Lecz gościnne są jej skrzydła
Które rządzą tu od wieków
Nad nią napis, malowidła
„Gościu, gdy przybędziesz tutaj
Smutki swe za murem zostaw
Tu nie więzi czas pokuty
Tu się spełnia marzeń postać”
Tak przekroczysz niebios bramę
Boski promień w serce wniknie
Ścichną myśli twe stargane
Chłód kamieni żar przeniknie
Poznasz świętość Średniowiecza
Gdy przestąpisz próg katedry
Bóg go sobą uczłowiecza
Ku niebieskiej wiedzie głębi
Stukot kroków w wielkiej ciszy
Wskroś anielskich chórów pienia
Tak się spełnia dusza świata
Brzaskiem wiary rozpromienia
Czas chorałem gregoriańskim
Ku wieżyczce wiedzie kroki
Miłość tu się żeni z pięknem
Zdobnym w gwiazdy lub obłoki
Tam, na górze cichy pokój
Małe okna, białe ściany
Lekki jedwab, ciężki brokat
Półmrok chwil umiłowanych
Ledwie tylko drzwi otworzysz
Zapach róży cię przywita
Przy twym cieniu cień ułoży
Dłoń światłością snów spowita
Pięknej twarzy krótkie mgnienie
Zaśpiewają ptaki szczęścia
Złotym włosem rozpromienia
Postać jej - w dolinie piękna
Jan Sabiniarz
W
CIENIU NIEBIESKICH GÓR
I odtąd wiosna będzie trwała
Draśnięta krótko ostrzem zimy
Drzewa ptakami rozśpiewane
Niebieskiej góry cień w dolinie
I my pójdziemy wąską ścieżką
W dzikich ogrodów ciepłe zbocza
Gdzie radość wraz z tęsknotą mieszka
I czas jak potok z gór się toczy
Tam, wśród tymianków, traw i ostów
Zaszyć się niby kamień bosy
Wszystko się staje nagle proste
Szczęśliwych muzyk słychać głosy
Wystarczy odkryć te ostoje
Co są schowane w głębi duszy -
Obce im świata niepokoje
Tam, w wiekuistej niebios ciszy
Wiem, że istnieją jak pustkowia
Nigdy nie tknięte ludzką stopą
Na które tylko Bóg spogląda
Zaszyty w błękit i obłoki
Jan Sabiniarz
I odtąd wiosna będzie trwała
Draśnięta krótko ostrzem zimy
Drzewa ptakami rozśpiewane
Niebieskiej góry cień w dolinie
I my pójdziemy wąską ścieżką
W dzikich ogrodów ciepłe zbocza
Gdzie radość wraz z tęsknotą mieszka
I czas jak potok z gór się toczy
Tam, wśród tymianków, traw i ostów
Zaszyć się niby kamień bosy
Wszystko się staje nagle proste
Szczęśliwych muzyk słychać głosy
Wystarczy odkryć te ostoje
Co są schowane w głębi duszy -
Obce im świata niepokoje
Tam, w wiekuistej niebios ciszy
Wiem, że istnieją jak pustkowia
Nigdy nie tknięte ludzką stopą
Na które tylko Bóg spogląda
Zaszyty w błękit i obłoki
Jan Sabiniarz
piątek, 24 maja 2019
OJCZYZNA
Ty nie stracisz ojczyzny, narodzie
Jeśli sam się nie wydziedziczysz
Musisz sam - sobą - ją tworzyć
Bo na innych nie możesz liczyć
Ty nie będziesz wyspą zieloną
Jesteś dzieckiem historii i nieba
Tyś w nas górą, rzeką i morzem
Wiesz, że innej nam nie potrzeba
Odnajduję cię w myślach i słowie
Wśród bezdroży, przepaści cię szukam
Jakże często sen spędzasz mi z powiek
Kiedy pusto dokoła i głucho
Księgą dziejów się w nas zapisujesz
Choć w niej plamy, i kartki wydarte
W aureoli cię światła widuję
Chronię murem i - bramą otwartą
Widzę ciebie w nas odmienianą
Wciąż wystawiasz na próbę mą wierność
Wciąż z popiołów wyrastasz, gdy spłoniesz
- Co do tego, jeszcze mam pewność
Jan
Sabiniarz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



