piątek, 31 maja 2019

ŚWIĘTOŚCIĄ RANKA

Świętością ranka dzień opromieniony
Łabędzie światła wyciągają szyje
Przede mną las i ciężkie chmur zasłony
I lustro rzeki, co się w dole wije

Czas idzie drogą, piasek mgłą nasiąka
Mech miłosierny opatruje rany
Dzwoneczek ciszy w sercu chwil się błąka
Wtórują echem modre lasu ściany

Ty jesteś łąką, której kwiat poznaję
W letnim powiewie i traw kołysaniu
Czerwiec oddaje - co zaczęte majem
Miłości wersem gwiezdna noc się staje

Zwiewna sukienka i warkoczyk płowy
Idące ścieżką pośród łanów żyta
Błękit się sączy z boskich snów ogrodów
Gasnących zmierzchów i promieni świtu

Dąb wrasta w ziemię, zapatrzony w dale
U stóp korzeni łopian i pokrzywa
To, co obecne, nie istnieje wcale
Nad wodą konar w wiatru rytm się kiwa

31 maja 2019                   Jan Sabiniarz
fot. moja

czwartek, 30 maja 2019


MAJ LISTOPADOWY

Maj jeszcze w ogrodzie a jakby - listopad
Nie zdążą ptaki nacieszyć się latem
W krąg - drogi donikąd - od nadmiaru błota
Stąd - ruch, jakikolwiek, spisany na stratę?-

Nie wszystko skończone, wszak drzewa nie kłamią
Ku głębi prowadzą milczące kamienie
Na każdym gołębiu - obrączka, jak znamię
Czas wciąż się boryka z chwil ciężkim brzemieniem

Śródleśne ścieżki omotane mgłami
O stawie zarosłym dziś nikt nie pamięta
Po lustrze niebieskim w skos ważki biegały
W powiewie sitowia i zapachu mięty

W dywanach rosiczki - żurawin korale
Przy drodze dziewanna ciszy złoto rozdaje
Nie traci nadziei, kiedy patrzy dalej
Za siódmą rzeką jej marzą się kraje

A przecież, niedawno, kochała tu noce
Z gwiazdami nad głową, wędrownym księżycem
Nie bacząc na chłody, na skwar, ni na słotę
Zasypiała z nadzieją jak ptak przed odlotem -

30 maja 2019                     Jan Sabiniarz



Hans Zimmer - A Way of Life

środa, 29 maja 2019

ZA SIÓDMĄ RZEKĄ
VI.

Daję ci wszystką mą muzykę
Na listkach snów poranne drżenia
Nad łąką obłok mgły przemyka
Przytul go dłoni swoich cieniem

W sitowiu drzemie łódka wspomnień
Trzcina z miłością się pochyla
Na tafli świeci brzasku promień
Tu wszystko trwa, nic nie przemija

W zwierciadle ciszy myśl się błąka
Żar wodnej lilii ją weseli
Nocami, kiedy słowik kląska
Toń stawu pośród gwiazd się ściele

Wiatr zrywa z lustra wspomnień kwiaty
U stóp olch siwych w cień je kładzie
Piękno się dzieje, jak przed laty
Jesienią zrywa jabłka w sadzie

Pustka na chwilę w nas się stała
Lecz wraca drzewem do korzeni
Nad którym świeci obłok biały
Żeby w anioły nas przemienić

Na trawie więdną róży płatki
Dłoni dotyku nie zaznały
Upuści rosę źdźbło ukradkiem
Bo to nie tak, nie tak być miało

29 maja 2019       Jan Sabiniarz


W MITYCZNEJ KRAINIE

Jezioro Pamięci w głębi szczęścia drzemie
Gajów, co chronią się wśród własnych cieni
Nad boskim lustrem liry kształt na niebie
Gwiazdy w jeziorze gaszą swe pragnienie

Pośród łąk kwietnych, w wiecznej snów dolinie
Gdzie promień drzewa z cieniem się rozstaje
Przez chaszcze światła pieśń jak strumień płynie
Czas się pochyla, nad kołyską staje

Na główki kwiatów rozsypane piękno
Miłość je tkliwie w jeden bukiet składa
Lśni rosą piękna niby gwiazd uśmiechem
Wciąż nowe pieśni z jasnych chwil układa

Pod liściem dębu zostań, Eurydyko
W dolinach kwiatów są ukryte żmije
Gra siedmiostrunna niechaj zdobi ciszę
Która wśród stoków serca miłość kryje

Za rzeką Styksu w każdym z nas jest Hades
Pamięci, która nie zabliźnia rany
Kto wzrok odwraca - jego szczęściu biada
Mrok mu zabierze dotyk rąk kochanych

9 marca 2013                       Jan Sabiniarz


wtorek, 28 maja 2019


PIĘKNO CIEMNOBRĄZOWE

Wznoszą mnie w przeszłość mury średniowiecza
Lśniące posadzki, ostrołuki okien
Góry, przełęcze, wieków ciąg na przestrzał
Spokój cyprysów pod błękitu okiem

Płyną ku górze i w dół opadają
Z serca ku sercu - jak muzyki brzmienia
Dotykiem rzeźby czule ogarniają
Żeby w nich znaleźć chwilę ukojenia

Płynę w nich nurtem rozgwieżdżonej rzeki
Pośród baśniowych fasad i uliczek
Idę i Tobą w sercu się uśmiecham
Ciemnobrązowym pięknem się zachwycam

W oczach prześlicznych dziewcząt je znajduję
Nurzam w ich toni, przepaścistych głębiach
Wzbijam z zachwytem, orłem w nich szybuję
W każdych odkrywam jakby trochę Ciebie

Ciemnobrązowe, skryte w włosów cieniu
Pięknem najczystszym płoną we mnie twarze
Wtulone w włosy długie, lśniące, proste
Jak gdyby Tobą anioł się ukazał

Był przy mnie blisko. W sklepie i kafejce
Podawał kawę dłonią pełną wdzięku
Musiałem stanąć jeszcze raz w kolejce
Żeby smakować ciemnych oczu piękno

I jego dłonie jasne jak z marmuru
Smukłe, kojące – niby strużka wina
I jego wargi w kasztanów kolorze
Które prześwieca jakby słońca krztyna

Miał tutaj dobrze Sandro Botticielli
Gdziekolwiek spojrzeć – tam pierwowzór sztuki
Jakże nietrudno być tu Rafaelem
Jak Michał Anioł kształt w marmurze wykuć

Harmonia życia, sztuki i natury
Nikt się nie śpieszy. Wie, że zawsze zdąży
Wznosi się budowla, której nikt nie burzy
Której myśl przewodnia niebem we mnie krąży

Cortona, 29 grudnia 2009          Jan Sabiniarz







W NASZYM OGRODZIE

Za siódmą górą, siódmą rzeką
Coś złego dzieje się
Dom nasz się zda w posadach trzeszczeć
Rysa za rysą jawi się

Świeże pęknięcia oraz stare
Wołają z całych sił
Żeby usunąć z wierzchu szpary
I te, co w głębi kryją się

Przecież nie można spać spokojnie
Kiedy zło bierze górę
Wokół się toczą ciche wojny
Kruszą ogrodu mury

Wkrótce zakwitnie krzew różany
Przy furtce biały bez
I dzikie wino wesprze ściany
Rozdzwoni ptaków śpiew

Pąkiem jabłoni miłość wzejdzie
W trawie rozbłyśnie rosa
Na lustrze stawu dwa łabędzie
Wzbiją świat ku niebiosom

Niech nie opuszcza nas nadzieja
Nie kryjmy głowy w piasek
Z każdym dniem słońce mocniej grzeje
W ogrodach domów naszych

Niechaj nie gubi obojętność
Na to, co w krąg się dzieje
Nie zazna ten wolności piękna
Gdy kur po trzykroć pieje

14 lutego 2019    Jan Sabiniarz

poniedziałek, 27 maja 2019




WOLĘ BYĆ SAM

Wolę być sam, niż z wami być przy jednym stole
O waszych zbrodniach wciąż nie zapominam
Wierzę, że przyjdzie na was sądu kolej
Chociaż ta ziemska o was nie pamięta

Życie na pozór gładko wciąż się toczy
Zgniłe od środka, przeniknięte jadem
Nie, tu nie mądrość, lęk otwiera oczy
Hańba obnosi swój przeklęty diadem

Z mgieł się wyłania o was cała prawda
Wasze podstępy i tajemne knucia
Ty, co szyderstwem ojców mowę kalasz
Ojczyznę naszą wpędzasz w los okrutny

Jak się radować, kiedy okręt tonie?
Choć to dostrzega wśród nas tak niewielu
Śmiech, a nie łzy, nasz obwieszczają koniec
Gdy wół nad żłobem tępo siano miele -

29 grudnia 2013                        Jan Sabiniarz



PRZENIKANIE CZASÓW

Ręce dziś już tylko rzeźbą są z jaspisu
Trwalsze niż mury starożytne tęcze
Przed domem siedem pochodni ognistych
Pastwią się nad losem trzy żarłoczne bestie
                 
Kto godzien księgi, ten zerwie pieczęcie
Odemknie zakucia, żeby w głębię wejrzeć
Podąży śladem odciśniętym w skale
By się przez morza i przez gwiazdy przedrzeć

Przywdzieje w drodze ziemskiej białą szatę
Otworzy bramy, rozda chleb i ryby
Bez miecza nastanie wielki dzień zwycięstwa
Czystą jego szatę we krwi umoczyli

Z brązu kadzielnice ogniem czczym napełnią
Dym z nich się uniesie wonny nad ołtarze
Będą siebie szukać, ale się nie znajdą
Skrzydeł szum się zerwie, drogę im ukaże

Ranić będą usta wściekłe i bluźniercze
Wdepczą w piach pustynny tych, co Słowu wierzą
Jadem będą broczyć czasy poplamione
Władzę swą oddadzą hordom dzikich zwierząt
                 
Pustką handlujący na nich się wzbogacą
W złoto się przybiorą, w szkarłat i purpurę
Coraz mniej się śmieje, coraz więcej płacze
Świat coraz bogatszy w coraz grubszą skórę

Rozejdą się miasta, góry i doliny
Wieże strawi pożar, studnie lód uwięzi
Ciemność zapanuje, źródła słuch zaginie
Świat się toczy w nicość z kosmosu gałęzi

Ale słońce ducha wiecznie świecić będzie
Ziarnem w sercu wstanie, zafaluje łanem
Z coraz wyższych pięter światła nić się przędzie
Żeby być na końcu czymś jak chleb zwyczajnym

Wielkanoc 2005                     Jan Sabiniarz



GDY POLSKA I EUROPA UMIERA

Polska umiera, widać to wyraźnie
Gdy miecz zagłady wisi ponad światem
Staje się miejscem hańby, uczuć kaźni
Toczą się w przepaść nasze sny skrzydlate

Polska umiera - z jego rdzennym ludem
Na naszych oczach przestał być narodem
Na Wieży Babel czas wariata struga
Nim wieczność spłonie niby chwili stogi

Polska umiera - trudno żyć w jej piekle
Staje się krajem w nas duchowej nędzy
Jakże nas rani w niej ukryta wściekłość
Gdy bożkiem dla niej - srebrnych garść pieniędzy

Polska umiera - jej bezwolne samce
Nie kiwną palcem, by odmienić losy
Polska umiera, dławi nas tym państwem
Które jej wiernym nie oddaje głosu

Świat się nie budzi, noc w nim pozostaje
Na szarym końcu - dobro, prawda, piękno
Jak okiem sięgnąć - nicość w krąg, bez granic
Gdzie się nie żyje a tylko się mieszka

Dzisiejsza Francjo, tyś niegodna Katedr
Wyzbyta duszy, trawi cię cielesność
Gdy miecz zagłady wisi ponad światem
Kraju pogardy, zapomnianej pieśni

Niech mrok przeniknie światło Średniowiecza
I odbuduje dusze po pożarze
By blask przywrócić, świętość każdej  rzeczy
Gdy Bóg w swych dzieciach swoją twarz ukaże

Jan Sabiniarz

POLSKA

Nie chcę, choć za dnia
Z grą jej się rozmijam
Wiecznie spóźniona
Albo zbyt przedwczesna
Lecz zagrzebany
Jestem w niej po szyję
Dławi, zamyka
- Miała być bezkresna

Gdy o niej myślę
W dal mnie niosą nogi
Chcę ją budować
A w niej swoje miejsce
Pragnąc, by kiedyś
Wstąpić w takie progi
Które prowadzą
Do zwykłego szczęścia

Żeby tak było
Coś się musi zmienić
By się stawała
Jasna i przejrzysta
Żeby nadziei
Wiary nie szczędziła
To ku niej płonie
Moja miłość czysta

Nie żal chwil dla niej
I traconych złudzeń
Jeśli jej drogi
Dokądś nas prowadzą
To nic, że długie
Chociaż można krócej
Pragnę, by kwitła
W mego serca sadzie

To nic, że biedna
Jeśli przy tym prosta
Gdy nocą gwarzy
Bliską sercu mową
Żeby wznosiła
Ciągle nowe mosty
Dniem zasypując
Każdą przepaść nową

Wiem, to, co piszę
Bardzo jest naiwne
Naiwność dziecka
Wznosi i uskrzydla
Nie znajdę innej
Chcę by była przy mnie
Choć, jak pamiętam
Czasem mi obrzydła

Jan Sabiniarz




POLSKA

Wciąż po spirali
toczy błędne koła
A przez to ciągle
tkwi w tym samym miejscu
Tutaj nadzieja
coraz ciszej woła
U dróg rozstajnych
W nas - namiastka szczęścia

Miłość samotna
stąpa w grząskim bagnie
Chłód ją przenika
rani zimnym dreszczem
Prawo dyktuje
tu głupota stadna
I demokracja
której nie ma jeszcze

Ale jest wiara
ma w modlitwie azyl
Którą się modlą
serca i kamienie
Ojczyzna staje
się w nas tyle razy
Chociaż tak boli
ściska jak rzemienie

Jan Sabiniarz


DROGA

O twoje szaty grają w kości
Lękam, że los twój przesądzony
Gdzieniegdzie resztki tlą miłości
Znów - bez odzienia i korony

Wokół panują słowa szumne
I przyrzeczenia wiatrem szyte
Spuszczone głowy, niegdyś - dumne
I noc, która się boi świtu

Rozrasta się w nas Wieża Babel
Lecz nawet ona runie wkrótce
Czas smętnie gra na Złotym Rogu
Na placach coraz bardziej pusto

Chciałbym weselić się, nie smucić
Lecz - jakże bolą białe plamy
Tak trudno z drogi tej zawrócić
Co dręczy myśli, serce rani

Sam siebie nie poznaję w lustrze
Które na dwoje pęka krwawo
Ciągle potrzeba kopie kruszyć
Żeby dziedzictwem przyszłość zbawić

Najwięksi z nas zamordowani
Co dzień po trzykroć kogut pieje
Umiera Syn Umiłowany
Tak Naród tarci swoje dzieje

11 stycznia 2014     Jan Sabiniarz


FOLWARK ZWIERZĘCY 2014

Tym, co najbardziej nam doskwiera
Jest wciąż paraliż i rozdarcie
Wolność i godność nam odbiera
Zły człowiek czcze rozdaje karty

Na widnokręgu coś się burzy
Jednak wstępuje w nas niemrawo
Nam i ojczyźnie to nie służy
Na wschodzie wstaje zorza krwawo

W ojczystym domu poniżani
Myślą i sercem w sieci kłamstwa
Drzewem odciętym od korzeni
Wplątani w nowy kształt poddaństwa

Smutno mi, Boże. Jak to boli!
Bezdomnym być we własnym domu
Naród, co jest tej ziemi solą
Przemyka chyłkiem, po kryjomu

Z zewnątrz, na pozór, jest tak ślicznie
Orły na „wrotach od stodoły”
W zatrutej studni woda czysta?-
Wśród nas najgłośniej echo woła

W kraju, w którym mówienie prawdy
Zwie się: szerzeniem nienawiści
Nie chroń mnie, Panie, od pogardy
Dla zdrajców, tchórzy i dla szpicli

W tobie się tylko tli nadzieja
Żebyśmy znowu się zebrali
By własny los w swe ręce przejąć
Żebyśmy sobą znów się stali

16 grudnia 2014     Jan Sabiniarz


NARÓD

Co znaczy - Święto Narodowe?-
Gdy Naród ten już nie istnieje?-
Czyżby ktoś upadł znów na głowę?-
Spił się, nażłopał się szaleju?-

To przypadkowa zbieranina
Polskojęzycznych żywych trupów
Którzy są skutkiem i przyczyną
Bezpiecznie czują się pod butem

Bez tożsamości, bez pamięci
Wolność i honor dla nich – niczym
Już zapomnieli, co to męstwo
Wolą się dać - do galer przykuć

Ojczyzny tu ze świecą szukać
Wciąż skazywana na banicję
Na nic z historii tu nauka
Pustka obnosi się z swym przyjściem

Marzenie chroni się w podziemiu
Albo wybiera emigrację
Hańba całuje łapy zdrajców
Rządzi głupota, strach i kłamstwo

10 listopada 2011     Jan Sabiniarz



CÓŻ TO ZA NARÓD

Cóż to za naród, który zabił Boga
A wiernych Bogu między bydło strąca
Wkrótce nadejdą czasy wielkiej trwogi
Zawisną nad nim - niby klinga lśniąca

W piekielnym ogniu kuta jego gwiazda
A jego mową - język szatana
Gdy maska spadła - czeluść ukazał
Za Judaszowy pieniądz odlaną

Dobro i prawda schodzą do podziemia
I piękno nie ma nic do powiedzenia
W krąg się wykluwa w nas bestialskie plemię
Gdy my gnijemy skryci w swych złudzeniach

W nicość nas depcze nowa Wieża Babel
Umiera słowo - które na początku
Wiąże na szyi nam wisielczy kabel
Podkłada miny i zapala lonty

Mówienie prawdy zwie się dziś - nienawiść
Nadzy, bezbronni niby małe dzieci
Oddal ten kielich, Panie, bądź nad nami
Póki w nas żyją jeszcze twoje dzieci

Jan Sabiniarz       


NASZ ŚWIAT


        Gdzie pierwszy błąd, gdzie drugi, trzeci
         Że nam się sypie z kart ten domek
         Radość prostoty tracą dzieci
         Sercu się żyje coraz gorzej

         Świat ten żarłoczną jest machiną
         Miażdży po drodze to, co żywe
         Rzeki rozpaczą bezimienną płyną
         Łatwo co - proste zmienić w krzywe

         Co w nas – nadęte, bierze górę
         Pod sztandarami humanizmu
         Świat do obłędu komplikuje
         Chory od recept i truizmów

         Mądrość prawieków – groch o ścianę
         Z nieszczęścia garbem żyć nam przyszło
         Przez ślepe czyny świat spaprany
         Z których nie życie a śmierć kwitnie

         Nie ma przed nami innej drogi
         Trzeba do końca dna dosięgnąć
         Żeby zaczynem gnój pokoleń
         Stał się, a  kwiat odzyskał piękno

         16 października 2002              Jan Sabiniarz





BARANY

Po bezdrożach się wloką zbite stada baranów
Wycieńczone,  nad wodą umierają z pragnienia
Domem dla nich jest miejsce, gdzie pod drzewem przystaną
Lecz ich światło w gałęziach  na cień drobny się zmienia

Część zostanie na zawsze, wełna miesza się z trawą
Chudy piasek przygarnie, wiatr odmówi pacierze
Choć ich życie nielekkie, tylko śmierć im łaskawa
Brzoza białe ich kości w błękit liści ubierze

Dni ich są policzone, wnet rozszarpią je wilki
Idą po to przed siebie, by się miotać bez celu
Wiedzą to, że ostatnim może być każdy piknik
Skaczą sobie do oczu, to się z sobą weselą

Słońce wstaje daremnie i daremnie się kładzie
Pola kłosem obrodzą - lecz nie do ich stodoły
Instynkt im podpowiada, dokąd droga prowadzi
Lecz nie wyjdą na prostą, zataczając wciąż koła

Wichry z nich wydmuchują – co w nich jeszcze zostało
Nie ma dla nich ratunku, gdy nie zerwą pieczęci
Od lat pęta wszechwładne wciąż je w ryzach trzymają
Umierają bez życia – a być mogło tak pięknie


        2010  - 2019                               Jan Sabiniarz

sobota, 25 maja 2019

Most Inspiring Emotional Music Compilation | 2-Hours Of Beautiful Cinema...

The Most Beautiful Eyes

Peter Pearson "Bliss" (Full Album - 2017)

W WIOSENNY PORANEK

Ziemia niebu śle w błękit obłoki
Wśród gałęzi rozwija się liść
Ze mną trawy i drzewa wysokie
Śnieżnobiała lśni w słońcu bzu kiść

Mieć przed sobą horyzont bez końca
Tam, gdzie słońce zapada wśród pól
Piaskom łzy pozostawić piekące
Głaz przydrożny nakryty jak stół

Na nim obrus z muślinu mgieł szyty
I pajęczyn koronki dokoła
Pejzaż serca tchnie ciszą spowity
W którym ptak w błękity zawoła

Nie chcieć żadnej na świecie rzeczy
Chociaż znać z nich każdą z imienia
Balsamicznym spokojem myśl leczyć
By na drobne się nie rozmieniać

Wiosna bucha na krótko, przez mgnienie
Jak najwięcej chwil piękna uchwycić
Wpleść się w łąkę modrym drzew cieniem
Jak jaskółka radować się życiem

Jan Sabiniarz

W DOLINIE PIĘKNA

W najzieleńszej z naszych dolin
Niebieścieje boska cisza
Cień rzucają na nią orły
Gdy w błękicie się kołyszą

Wokół łąk się wznoszą góry
Rozciągają pasmem siwym
Nad potokiem zamku mury
Fosa, most i dąb sędziwy

Ciężka brama kuta w ćwieki
Lecz gościnne są jej skrzydła
Które rządzą tu od wieków
Nad nią napis, malowidła

„Gościu, gdy przybędziesz tutaj
Smutki swe za murem zostaw
Tu nie więzi czas pokuty
Tu się spełnia marzeń postać”

Tak przekroczysz niebios bramę
Boski promień w serce wniknie
Ścichną myśli twe stargane
Chłód kamieni żar przeniknie

Poznasz świętość Średniowiecza
Gdy przestąpisz próg katedry
Bóg go sobą uczłowiecza
Ku niebieskiej wiedzie głębi

Stukot kroków w wielkiej ciszy
Wskroś anielskich chórów pienia
Tak się spełnia dusza świata
Brzaskiem wiary rozpromienia

Czas chorałem gregoriańskim
Ku wieżyczce wiedzie kroki
Miłość tu się żeni z pięknem
Zdobnym w gwiazdy lub obłoki

Tam, na górze cichy pokój
Małe okna, białe ściany
Lekki jedwab, ciężki brokat
Półmrok chwil umiłowanych

Ledwie tylko drzwi otworzysz
Zapach róży cię przywita
Przy twym cieniu cień ułoży
Dłoń światłością snów spowita

Pięknej twarzy krótkie mgnienie
Zaśpiewają ptaki szczęścia
Złotym włosem rozpromienia
Postać jej - w dolinie piękna


Jan Sabiniarz

W CIENIU NIEBIESKICH GÓR

I odtąd wiosna będzie trwała
Draśnięta krótko ostrzem zimy
Drzewa ptakami rozśpiewane
Niebieskiej góry cień w dolinie

I my pójdziemy wąską ścieżką
W dzikich ogrodów ciepłe zbocza
Gdzie radość wraz z tęsknotą mieszka
I czas jak potok z gór się toczy

Tam, wśród tymianków, traw i ostów
Zaszyć się niby kamień bosy
Wszystko się staje nagle proste
Szczęśliwych muzyk słychać głosy

Wystarczy odkryć te ostoje
Co są schowane w głębi duszy -
Obce im świata niepokoje
Tam, w wiekuistej niebios ciszy

Wiem, że istnieją jak pustkowia
Nigdy nie tknięte ludzką stopą
Na które tylko Bóg spogląda
Zaszyty w błękit i obłoki

Jan Sabiniarz

piątek, 24 maja 2019





OJCZYZNA

Ty nie stracisz ojczyzny, narodzie
Jeśli sam się nie wydziedziczysz
Musisz sam - sobą - ją tworzyć
Bo na innych nie możesz liczyć

Ty nie będziesz wyspą zieloną
Jesteś dzieckiem historii i nieba
Tyś w nas górą, rzeką i morzem
Wiesz, że innej nam nie potrzeba

Odnajduję cię w myślach i słowie
Wśród bezdroży, przepaści cię szukam
Jakże często sen spędzasz mi z powiek
Kiedy pusto dokoła i głucho

Księgą dziejów się w nas zapisujesz
Choć w niej plamy, i kartki wydarte
W aureoli cię światła widuję
Chronię murem i - bramą otwartą

Widzę ciebie w nas odmienianą
Wciąż wystawiasz na próbę mą wierność
Wciąż z popiołów wyrastasz, gdy spłoniesz
- Co do tego, jeszcze mam pewność

Jan Sabiniarz