poniedziałek, 23 grudnia 2019
niedziela, 22 grudnia 2019
niedziela, 15 grudnia 2019
czwartek, 12 grudnia 2019
środa, 11 grudnia 2019
wtorek, 10 grudnia 2019
DZIECI
WIELKIEJ CISZY
Jesteśmy dziećmi Wielkiej Ciszy
Obumieramy w zgiełku spraw
Niezdolni wzajem siebie słyszeć
Z jakim spokojem szumi las -
Nad nim księżyca lśnią promienie
U dołu rzeka, pierwszy śnieg
Który krajobraz w biel przemienia
W dali kościółka dzwonny śpiew
To już się dzieje, już się staje
Niebieska światłość w śniegu skrzy
Chwila wieczności wstrząśnie krajem
Jest coraz bliżej, liczy dni
Złączy opłatkiem i kolędą
Jakby osobne światy dwa
Nie pozbawione ludzkich błędów
W najmniejszym to, co wielkie, trwa
Chwila, gdy Ziemia ma coś z nieba
Wiedzie do niego tyle dróg
Którego Wielka Cisza strzeże
W jej blasku Dziecię ześle Bóg
10 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
Jesteśmy dziećmi Wielkiej Ciszy
Obumieramy w zgiełku spraw
Niezdolni wzajem siebie słyszeć
Z jakim spokojem szumi las -
Nad nim księżyca lśnią promienie
U dołu rzeka, pierwszy śnieg
Który krajobraz w biel przemienia
W dali kościółka dzwonny śpiew
To już się dzieje, już się staje
Niebieska światłość w śniegu skrzy
Chwila wieczności wstrząśnie krajem
Jest coraz bliżej, liczy dni
Złączy opłatkiem i kolędą
Jakby osobne światy dwa
Nie pozbawione ludzkich błędów
W najmniejszym to, co wielkie, trwa
Chwila, gdy Ziemia ma coś z nieba
Wiedzie do niego tyle dróg
Którego Wielka Cisza strzeże
W jej blasku Dziecię ześle Bóg
10 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
poniedziałek, 9 grudnia 2019
ZIARNO ŚWITU
Czas nasz się kończy wielką ciszą
Którą rozjaśnia światło boże
Nad nami gwiazd miliardy wiszą
Zielonej Ziemi cierpki orzech
Świętość pustelni i klasztorów
Z wolna zatraca się wśród zgiełku
Pustka wyzwala w nas upiory
Zanika słów pierwotne piękno
W gąszczu zdradzanych prawd i pojęć
Gubi się ostateczne światło
W przestrzeń chaosu, niepokoju
Wdziera się mrok promieni zgasłych
Nie miej mi za złe, że tak widzę
Nadchodzi czas apokalipsy
Olśniony pięknem, Ziemi cudem
Bolesną jej odczuwam przyszłość
Jawi się nam - bez deszczu - potop
Rozrasta nowa Wieża Babel
Najświętsza Gwiazda ze łzą w oku
Chce szczepić w duszach boży pokój
W duszach, co gasną wśród błyskotek
I więdną niby kwiat bez słońca
Z dnia na dzień niby staw zarosły
Lawiny zła nie widać końca
Świat chce do siebie wrócić cudem
By w głębi szukać ocalenia
Wyzbyty mani, klątw i złudzeń
Z nasiona w drzewo się przemieniać
Jest jeszcze wiara i nadzieja
I miłość, która źródłem życia
- Ostatnie drogi ocalenia
Niosących nocą ziarno świtu
9 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
Czas nasz się kończy wielką ciszą
Którą rozjaśnia światło boże
Nad nami gwiazd miliardy wiszą
Zielonej Ziemi cierpki orzech
Świętość pustelni i klasztorów
Z wolna zatraca się wśród zgiełku
Pustka wyzwala w nas upiory
Zanika słów pierwotne piękno
W gąszczu zdradzanych prawd i pojęć
Gubi się ostateczne światło
W przestrzeń chaosu, niepokoju
Wdziera się mrok promieni zgasłych
Nie miej mi za złe, że tak widzę
Nadchodzi czas apokalipsy
Olśniony pięknem, Ziemi cudem
Bolesną jej odczuwam przyszłość
Jawi się nam - bez deszczu - potop
Rozrasta nowa Wieża Babel
Najświętsza Gwiazda ze łzą w oku
Chce szczepić w duszach boży pokój
W duszach, co gasną wśród błyskotek
I więdną niby kwiat bez słońca
Z dnia na dzień niby staw zarosły
Lawiny zła nie widać końca
Świat chce do siebie wrócić cudem
By w głębi szukać ocalenia
Wyzbyty mani, klątw i złudzeń
Z nasiona w drzewo się przemieniać
Jest jeszcze wiara i nadzieja
I miłość, która źródłem życia
- Ostatnie drogi ocalenia
Niosących nocą ziarno świtu
9 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
niedziela, 8 grudnia 2019
JEST TAKI CIĘŻAR
Jest taki ciężar, co dodaje skrzydeł
Rozkwita różą i nie rani kolcem
Jest taka droga - wszystko jest jej miłe
Olśniona szczęściem - chwil wewnętrznym słońcem
Drzewa sędziwe kryją ją swym cieniem
Miłość wędrowna rzeźbi strzałki w korze
Kroplą żywicy balsamicznej ciszy
U dróg rozstajów głowę swą ułoży
Nic na tym świecie nie jest nadaremne
Mnogością świateł ogród chwil otwiera
Spójrz, ile światła niesie sobą ciemność
Przyjaznym tchnieniem z oczu gwiazd spoziera
Są w tobie drzewa i radosne ptaki
Pozwól, niech ranek je wypuści z klatki
W słońca pielgrzymce nic nie jest jednakie
Każdy wschód i zachód inne piękno znaczy
8 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Jest taki ciężar, co dodaje skrzydeł
Rozkwita różą i nie rani kolcem
Jest taka droga - wszystko jest jej miłe
Olśniona szczęściem - chwil wewnętrznym słońcem
Drzewa sędziwe kryją ją swym cieniem
Miłość wędrowna rzeźbi strzałki w korze
Kroplą żywicy balsamicznej ciszy
U dróg rozstajów głowę swą ułoży
Nic na tym świecie nie jest nadaremne
Mnogością świateł ogród chwil otwiera
Spójrz, ile światła niesie sobą ciemność
Przyjaznym tchnieniem z oczu gwiazd spoziera
Są w tobie drzewa i radosne ptaki
Pozwól, niech ranek je wypuści z klatki
W słońca pielgrzymce nic nie jest jednakie
Każdy wschód i zachód inne piękno znaczy
8 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
DO…
To w Was się chroni Boże Dziecię
Gdy wkracza kres cywilizacji
To w Was się piękno świata niesie
Którzy krzewicie w mroku światło
Jesteście tacy nieugięci
Wytrwali dębem a nie trzciną
Pomimo błota słów i przeszkód
Żeby duch trwał, w nas nie zaginął
Wy ocalacie blask Stajenki
Skleconej z desek i promieni
Którymi Stwórca się uśmiecha
To wy jesteście sercem Ziemi
Szykanowani w własnym kraju
Cięgami pojęć pomylonych
Wy wiecie, jak się sprawy mają
W tym orwellowskim naszym domu
Jesteście czynem tacy piękni
Mądrzy, ofiarni i odważni
Gdy wokół lęk i obojętność
Na przekór narodowej kaźni
3 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
To w Was się chroni Boże Dziecię
Gdy wkracza kres cywilizacji
To w Was się piękno świata niesie
Którzy krzewicie w mroku światło
Jesteście tacy nieugięci
Wytrwali dębem a nie trzciną
Pomimo błota słów i przeszkód
Żeby duch trwał, w nas nie zaginął
Wy ocalacie blask Stajenki
Skleconej z desek i promieni
Którymi Stwórca się uśmiecha
To wy jesteście sercem Ziemi
Szykanowani w własnym kraju
Cięgami pojęć pomylonych
Wy wiecie, jak się sprawy mają
W tym orwellowskim naszym domu
Jesteście czynem tacy piękni
Mądrzy, ofiarni i odważni
Gdy wokół lęk i obojętność
Na przekór narodowej kaźni
3 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
W ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTĄ
Dusze umarłych wznoszą się w niebiosa
Żeby tam wniknąć w światłość wiekuistą
Którą jaśnieje boska Stwórcy postać
Wewnętrznym słońcem płonie miłość czysta
Zło tam nie dotrze, pozostanie w mroku
Gdzie wieczna pustka, lodowata ciemność
Ból nieistnienia z pustką się jednoczy
Drzewa nad wodą, w deszczu - schną z pragnienia
4 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Dusze umarłych wznoszą się w niebiosa
Żeby tam wniknąć w światłość wiekuistą
Którą jaśnieje boska Stwórcy postać
Wewnętrznym słońcem płonie miłość czysta
Zło tam nie dotrze, pozostanie w mroku
Gdzie wieczna pustka, lodowata ciemność
Ból nieistnienia z pustką się jednoczy
Drzewa nad wodą, w deszczu - schną z pragnienia
4 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
PRZEZ
ŻŁÓBEK
DO ZIARNA KRZYŻA
Tak wiele dróg do ciebie wiedzie
Tak wiele znaków i pustkowi
Jesteś jedynym, co powiedział
Jak się do świata przysposobić
Zasiałeś w duszy ziarno krzyża
Lecz nie pozbawiasz nas wolności
Żeby ku sobie nas przybliżać
Nie ostrzem miecza lecz miłością
Widzisz, co robią z tą planetą
Która jedynym naszym domem
Świętość mężczyzny i kobiety
Mieszają z błotem po kryjomu
Niszczą nas w imię tolerancji
I politycznej poprawności
Pod szyldem chorej demokracji
Nie ma jej - gdy brak informacji
Lansują „mowę nienawiści”
By czynić biernym i bezbronnym
I nas pozbawić praw najprostszych
Ślepych i głuchych, krzywd niepomnych
Pod butem politycznej dziczy
Stada baranów chylą głowy
Tu, gdzie struchlała cisza krzyczy
Serce oddziela się od głowy
5 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
DO ZIARNA KRZYŻA
Tak wiele dróg do ciebie wiedzie
Tak wiele znaków i pustkowi
Jesteś jedynym, co powiedział
Jak się do świata przysposobić
Zasiałeś w duszy ziarno krzyża
Lecz nie pozbawiasz nas wolności
Żeby ku sobie nas przybliżać
Nie ostrzem miecza lecz miłością
Widzisz, co robią z tą planetą
Która jedynym naszym domem
Świętość mężczyzny i kobiety
Mieszają z błotem po kryjomu
Niszczą nas w imię tolerancji
I politycznej poprawności
Pod szyldem chorej demokracji
Nie ma jej - gdy brak informacji
Lansują „mowę nienawiści”
By czynić biernym i bezbronnym
I nas pozbawić praw najprostszych
Ślepych i głuchych, krzywd niepomnych
Pod butem politycznej dziczy
Stada baranów chylą głowy
Tu, gdzie struchlała cisza krzyczy
Serce oddziela się od głowy
5 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Ze zbioru WIGILIE POLSKIE
GRUDZIEŃ
2019
Wlecze się grudzień, coraz bardziej ciemno
Deszczowe ranki, czasem sny różowe
Szare pejzaże, jakby serce pękło
Anioł cmentarny we mgle chyli głowę
Można się zgubić wśród tysięcy kałuż
W błotnistej ciszy opuszczone drzewa
W telewizorach tępe marsze grają
Żeby do reszty struć nas i zagrzebać
Przed nami zima, Boże Narodzenie
Gwiazda nadziana jak kiełbasa w rożnie
Nie, to nie ludzie, ale ludzi cienie
Kolejny obłęd porwie ich i dorżnie
8 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Wlecze się grudzień, coraz bardziej ciemno
Deszczowe ranki, czasem sny różowe
Szare pejzaże, jakby serce pękło
Anioł cmentarny we mgle chyli głowę
Można się zgubić wśród tysięcy kałuż
W błotnistej ciszy opuszczone drzewa
W telewizorach tępe marsze grają
Żeby do reszty struć nas i zagrzebać
Przed nami zima, Boże Narodzenie
Gwiazda nadziana jak kiełbasa w rożnie
Nie, to nie ludzie, ale ludzi cienie
Kolejny obłęd porwie ich i dorżnie
8 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
LIŚCIE
SŁÓW
Nie ma gorszego zła
od pięknych słów, które kłamią.
Ajschylos
Co pozostaje czasem z pięknych słów
Zeschnięte liście jesiennego drzewa
Wilgotna szarość z barw i świateł stu
W ciemność ciśnięty mały skrawek nieba
W oddali dzwonią dzwonki leśnych wrzosów
Wieczór rozpina wśród nich blask perłowy
Hen, ptak kołuje, wznosi się w niebiosa
Słońce ku ziemi chyli jasną głowę
Zeschnięte liście opadają w trawę
Zgniją pocięte szklistym ostrzem mrozu
Dla których nigdy nie jest czas łaskawy
Kolejnej wiośnie swoje życie złożą
7 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
Nie ma gorszego zła
od pięknych słów, które kłamią.
Ajschylos
Co pozostaje czasem z pięknych słów
Zeschnięte liście jesiennego drzewa
Wilgotna szarość z barw i świateł stu
W ciemność ciśnięty mały skrawek nieba
W oddali dzwonią dzwonki leśnych wrzosów
Wieczór rozpina wśród nich blask perłowy
Hen, ptak kołuje, wznosi się w niebiosa
Słońce ku ziemi chyli jasną głowę
Zeschnięte liście opadają w trawę
Zgniją pocięte szklistym ostrzem mrozu
Dla których nigdy nie jest czas łaskawy
Kolejnej wiośnie swoje życie złożą
7 grudnia 2019 Jan Sabiniarz
piątek, 6 grudnia 2019
wtorek, 3 grudnia 2019
sobota, 30 listopada 2019
piątek, 29 listopada 2019
wtorek, 26 listopada 2019
poniedziałek, 25 listopada 2019
piątek, 22 listopada 2019
środa, 20 listopada 2019
niedziela, 17 listopada 2019
czwartek, 14 listopada 2019
środa, 6 listopada 2019
wtorek, 5 listopada 2019
czwartek, 31 października 2019
W NIEMYM POCHYLENIU
Jakże mi wstyd -
Gdybyście dzisiaj z mogił wstali
I zobaczyli, co się z nami dzieje
Wy - piękni w Bogu, cisi jak ze stali
I wolni w miłość, wiarę i nadzieję
Jak wiele krwi potrzeba
żeby ocalał duch pokoleń
Ile wyrzeczeń
Ile odwagi i wewnętrznej siły
- Nigdy nie będzie gładko jak na stole -
Zostaje to, co kute jest mozołem
Dłoń, która sercem, myślą
ku przyszłości woła
Coraz mi ciemniej
Ciaśniej jest na duszy
Gdy - obojętność
Zamiast przerażenia
Złowroga bestia
Już nie kopie kruszy
Śmiech tutaj słyszę -
Zamiast gorzki
Krzyk cierpienia
Jakże mi wstyd -
Nie dla nas słońce wstaje
I ptak zaranny
Piosenkę szczęścia śpiewa
Cieniu mój
serce mi się kraje
Z jakimże bólem
patrzą na nas drzewa
Kulą w tył głowy
Bici katowani
To wami jeszcze
Tu jest czym oddychać
Na nic - upadek
Gdy się krzyżem wstanie
Coś się wykluwa
Głos rosnący słychać
To nie są sny naiwne
Ni majaki
Proszę cię
Przyłóż ucho do kamienia
Dęby w błękicie
Kreślą ptakom znaki
To nie zostawia
Wątpliwości cienia
Jan Sabiniarz
31 października 2019
Jakże mi wstyd -
Gdybyście dzisiaj z mogił wstali
I zobaczyli, co się z nami dzieje
Wy - piękni w Bogu, cisi jak ze stali
I wolni w miłość, wiarę i nadzieję
Jak wiele krwi potrzeba
żeby ocalał duch pokoleń
Ile wyrzeczeń
Ile odwagi i wewnętrznej siły
- Nigdy nie będzie gładko jak na stole -
Zostaje to, co kute jest mozołem
Dłoń, która sercem, myślą
ku przyszłości woła
Coraz mi ciemniej
Ciaśniej jest na duszy
Gdy - obojętność
Zamiast przerażenia
Złowroga bestia
Już nie kopie kruszy
Śmiech tutaj słyszę -
Zamiast gorzki
Krzyk cierpienia
Jakże mi wstyd -
Nie dla nas słońce wstaje
I ptak zaranny
Piosenkę szczęścia śpiewa
Cieniu mój
serce mi się kraje
Z jakimże bólem
patrzą na nas drzewa
Kulą w tył głowy
Bici katowani
To wami jeszcze
Tu jest czym oddychać
Na nic - upadek
Gdy się krzyżem wstanie
Coś się wykluwa
Głos rosnący słychać
To nie są sny naiwne
Ni majaki
Proszę cię
Przyłóż ucho do kamienia
Dęby w błękicie
Kreślą ptakom znaki
To nie zostawia
Wątpliwości cienia
Jan Sabiniarz
31 października 2019
niedziela, 27 października 2019
sobota, 26 października 2019
czwartek, 24 października 2019
niedziela, 20 października 2019
czwartek, 17 października 2019
sobota, 12 października 2019
środa, 9 października 2019
wtorek, 8 października 2019
wtorek, 1 października 2019
poniedziałek, 30 września 2019
niedziela, 29 września 2019
czwartek, 26 września 2019
środa, 25 września 2019
środa, 18 września 2019
wtorek, 17 września 2019
niedziela, 15 września 2019
SŁOŃCE, KSIĘŻYC I JA
Poszliśmy w trójkę do gospody
Słońce, Księżyc i ja
Na małą szklankę lecz nie wody
W rogu pianista grał
Dobrze nam było we trzech razem
Każdy z nas sekret miał
Nie żywił do nas nikt urazy
Gdy barman przy nas stał
Wraz z nami sączył naleweczkę
I dobry humor miał
Ktoś inny spijał piwo z beczki
Przy barze obok stał
Lecz nikt się nie chciał ubzdryngolić
Bo wiedział, co to - kac
Jak sączyć, dobrze, to powoli
Niż potem chwiejnie stać
Przez chwilę było tak lirycznie
Cisza zapadła w krąg
Nagle wymowna pora milczeń
Siostrzana chwili dłoń
Coś w środku się rozszczebiotało
Ale to nie był ptak
Najtkliwsze struny w duszy grały
Dawały z głębi znak
Nawet pianista zamilkł w kącie
Oczy mu zaszły mgłami
Wsłuchał się w księżyc, potem w słońce
W tę ciszę między nami
Nic się nie stało, niby nic
Zrobiło się inaczej
Na kuflu piwa złote łzy
Słoneczko, czemu płaczesz
Księżyc chusteczką otarł łzy
Wzruszone i rzęsiste
Zgasły, jak gasną nocy skry
I w sercu znów tak czysto -
6 maja 2018
Jan Sabiniarz
Poszliśmy w trójkę do gospody
Słońce, Księżyc i ja
Na małą szklankę lecz nie wody
W rogu pianista grał
Dobrze nam było we trzech razem
Każdy z nas sekret miał
Nie żywił do nas nikt urazy
Gdy barman przy nas stał
Wraz z nami sączył naleweczkę
I dobry humor miał
Ktoś inny spijał piwo z beczki
Przy barze obok stał
Lecz nikt się nie chciał ubzdryngolić
Bo wiedział, co to - kac
Jak sączyć, dobrze, to powoli
Niż potem chwiejnie stać
Przez chwilę było tak lirycznie
Cisza zapadła w krąg
Nagle wymowna pora milczeń
Siostrzana chwili dłoń
Coś w środku się rozszczebiotało
Ale to nie był ptak
Najtkliwsze struny w duszy grały
Dawały z głębi znak
Nawet pianista zamilkł w kącie
Oczy mu zaszły mgłami
Wsłuchał się w księżyc, potem w słońce
W tę ciszę między nami
Nic się nie stało, niby nic
Zrobiło się inaczej
Na kuflu piwa złote łzy
Słoneczko, czemu płaczesz
Księżyc chusteczką otarł łzy
Wzruszone i rzęsiste
Zgasły, jak gasną nocy skry
I w sercu znów tak czysto -
6 maja 2018
Jan Sabiniarz
W
JESIENNYM ZAMYŚLENIU
Słuchają ciebie trawy i kamienie
I tylko człowiek odnaleźć się nie może
Który dla siebie ciągle jest brzemieniem
Po zła spirali bezustannie krąży
Z zamysłem Stwórcy gubiąc się rozmija
Ślad jego znaczą krwawych ran pożogi
Z wierzchu pozornie tylko się rozwija
Ślepe i kręte są wciąż jego drogi
Skalne przepaście piszą jego prawa
Dla których szyldem pseudo-sprawiedliwość
Cud życia dla nich - gwałtem i zabawą
Choć na ich ustach wisi słowo - miłość
W każde ich słowo wszyte wiele znaczeń
Kluczy, tumani, z prawdą się rozmija
Że tak być musi - sobie lud tłumaczy
I tak, od środka, jego przyszłość gnije
Hańbią go zdrady zakłamane media
Chyłkiem budują dwie rzeczywistości
Za judaszowy pieniądz dziś gotowe sprzedać
Szatę, o którą już rzucano kości
Prawd fundamenty schodzą do podziemia
By tam ocalać skarby serc szlachetne
Gdzie świecą cienie zagubionych plemion
I ich marzenia - chore na bezdzietność
15 września 2019 Jan Sabiniarz
Słuchają ciebie trawy i kamienie
I tylko człowiek odnaleźć się nie może
Który dla siebie ciągle jest brzemieniem
Po zła spirali bezustannie krąży
Z zamysłem Stwórcy gubiąc się rozmija
Ślad jego znaczą krwawych ran pożogi
Z wierzchu pozornie tylko się rozwija
Ślepe i kręte są wciąż jego drogi
Skalne przepaście piszą jego prawa
Dla których szyldem pseudo-sprawiedliwość
Cud życia dla nich - gwałtem i zabawą
Choć na ich ustach wisi słowo - miłość
W każde ich słowo wszyte wiele znaczeń
Kluczy, tumani, z prawdą się rozmija
Że tak być musi - sobie lud tłumaczy
I tak, od środka, jego przyszłość gnije
Hańbią go zdrady zakłamane media
Chyłkiem budują dwie rzeczywistości
Za judaszowy pieniądz dziś gotowe sprzedać
Szatę, o którą już rzucano kości
Prawd fundamenty schodzą do podziemia
By tam ocalać skarby serc szlachetne
Gdzie świecą cienie zagubionych plemion
I ich marzenia - chore na bezdzietność
15 września 2019 Jan Sabiniarz
sobota, 14 września 2019
piątek, 13 września 2019
DROGI ŻYCIA
Życie płonną jest wędrówką
Lecz nieznane są jej drogi
Wciąż przed siebie, nigdy w kółko
Rzeką światła topiąc lody
Choć horyzont się oddala
Nad nim cichych gwiazd milczenie
Trzeba piękno to ocalać
W którym Stwórcy lśnią promienie
Przez pustkowia i zakręty
Poprzez piaski i kamienie
Zachowywać to, co święte
Co nie dławi nas swym cieniem
W błękit wznoszą się skowronki
Wiosną kwitnie gaj dębowy
Ciszy serca nic nie mąci
Trzciny dumnie wznoszą głowy
Więc usiądźmy na kamieniu
W którym drzemie ciepło lata
Sobą, wzajem, przemienieni
Idźmy, choćby na skraj świata
Poprzez oczu twych zwierciadła
Poprzez ptaków chwil kwilenie
Białą różą na mokradłach
Noc się w brzasku zakorzenia
Niechaj mrok księżycem świeci
Który się z uśmiechem skrada
A dzień - jaki - ty wiesz przecież
Myślą w sercu szuka rady
13 września 2019 Jan Sabiniarz
Życie płonną jest wędrówką
Lecz nieznane są jej drogi
Wciąż przed siebie, nigdy w kółko
Rzeką światła topiąc lody
Choć horyzont się oddala
Nad nim cichych gwiazd milczenie
Trzeba piękno to ocalać
W którym Stwórcy lśnią promienie
Przez pustkowia i zakręty
Poprzez piaski i kamienie
Zachowywać to, co święte
Co nie dławi nas swym cieniem
W błękit wznoszą się skowronki
Wiosną kwitnie gaj dębowy
Ciszy serca nic nie mąci
Trzciny dumnie wznoszą głowy
Więc usiądźmy na kamieniu
W którym drzemie ciepło lata
Sobą, wzajem, przemienieni
Idźmy, choćby na skraj świata
Poprzez oczu twych zwierciadła
Poprzez ptaków chwil kwilenie
Białą różą na mokradłach
Noc się w brzasku zakorzenia
Niechaj mrok księżycem świeci
Który się z uśmiechem skrada
A dzień - jaki - ty wiesz przecież
Myślą w sercu szuka rady
13 września 2019 Jan Sabiniarz
wtorek, 10 września 2019
sobota, 7 września 2019
piątek, 6 września 2019
środa, 4 września 2019
wtorek, 3 września 2019
PROMIENIEM CISZY
Utraci sens, kto nie uskrzydla ciszy
Cisza tłem nie jest - ale słowem Boga
Który tu dla nas, nie dla siebie, przyszedł
Promieniem ciszy wstąpił w domu progi
Śpiewają jemu zioła i kamienie
Cieniste drzewa oraz leśne wrzosy
Przybądź tu ciszo, okryj mnie swym cieniem
A ja za tobą pójdę, za twym głosem
W lusterku ciszy dusza się przegląda
Czytam w niej kontur boskiej twarzy
Lśni w niej kwietniowa i wrześniowa łąka
I śpiewny strumyk, który latem gwarzy
W ciszy kolory wszystkich pór się mienią
Ale musiały minąć długie lata
Żebym połączyć umiał niebo z ziemią
W gałęzie brzozy serce świata wplatać
Choć jeszcze zieleń - już w niej wiew jesieni
W rosie ogrodu świeci promyk złoty
Powracam światłem brzasku do korzeni
Wczepiony nocą w czułych gwiazd oploty
3 września 2019 Jan Sabiniarz
Utraci sens, kto nie uskrzydla ciszy
Cisza tłem nie jest - ale słowem Boga
Który tu dla nas, nie dla siebie, przyszedł
Promieniem ciszy wstąpił w domu progi
Śpiewają jemu zioła i kamienie
Cieniste drzewa oraz leśne wrzosy
Przybądź tu ciszo, okryj mnie swym cieniem
A ja za tobą pójdę, za twym głosem
W lusterku ciszy dusza się przegląda
Czytam w niej kontur boskiej twarzy
Lśni w niej kwietniowa i wrześniowa łąka
I śpiewny strumyk, który latem gwarzy
W ciszy kolory wszystkich pór się mienią
Ale musiały minąć długie lata
Żebym połączyć umiał niebo z ziemią
W gałęzie brzozy serce świata wplatać
Choć jeszcze zieleń - już w niej wiew jesieni
W rosie ogrodu świeci promyk złoty
Powracam światłem brzasku do korzeni
Wczepiony nocą w czułych gwiazd oploty
3 września 2019 Jan Sabiniarz
SKRZYDŁEM DOLIN
Prowadzisz jasną oraz prawą drogą
Poza nią - ciemne i zdradliwe chaszcze
Wolni ku sobie oraz wierni Bogu
Który, nie z góry, z nas pomiędzy patrzy
Niechaj ku życiu wiedzie uczuć siła
Czystością źródeł oraz skrzydłem dolin
Budowla świata wciąż się nie skończyła
Wczoraj i dzisiaj wznosi je - pospołu
Odrzućmy klatki i spętane skrzydła
Wszak naszym domem - błękit przeźroczysty
W którym raz w roku Gwiazda Święta miga
Pod którą zorze oraz serce czyste
Nad drzew wierzchołki wznoszą nas marzenia
Słowa kryniczne wiekuistej ciszy
Które są światłem, Bóg je rozpromienia
W duszy je sieje, by je człowiek słyszał
Życie się dzieje w pięknie polnej róży
To dla niej ścieżki i kwitnące pola
Gdzie kłosy makom oraz chabrom służą
I wiatr obłokiem ponad wodą stoi
3 września 2019 Jan Sabiniarz
Prowadzisz jasną oraz prawą drogą
Poza nią - ciemne i zdradliwe chaszcze
Wolni ku sobie oraz wierni Bogu
Który, nie z góry, z nas pomiędzy patrzy
Niechaj ku życiu wiedzie uczuć siła
Czystością źródeł oraz skrzydłem dolin
Budowla świata wciąż się nie skończyła
Wczoraj i dzisiaj wznosi je - pospołu
Odrzućmy klatki i spętane skrzydła
Wszak naszym domem - błękit przeźroczysty
W którym raz w roku Gwiazda Święta miga
Pod którą zorze oraz serce czyste
Nad drzew wierzchołki wznoszą nas marzenia
Słowa kryniczne wiekuistej ciszy
Które są światłem, Bóg je rozpromienia
W duszy je sieje, by je człowiek słyszał
Życie się dzieje w pięknie polnej róży
To dla niej ścieżki i kwitnące pola
Gdzie kłosy makom oraz chabrom służą
I wiatr obłokiem ponad wodą stoi
3 września 2019 Jan Sabiniarz
poniedziałek, 2 września 2019
niedziela, 1 września 2019
sobota, 31 sierpnia 2019
czwartek, 29 sierpnia 2019
wtorek, 27 sierpnia 2019
ZIEMIO
PRAOJCÓW
Miało być pięknie, jasno i różowo
I wymierzona prawu sprawiedliwość
Rzeka wolności jęła topić lody
By najgorętsza nas łączyła miłość
W wielu z nas Chopin jest zamordowany
Podziemie wyszło w słońcu na ulice
Tylko chochoły swój tańczyły taniec
Orzeł koroną zdawał się zachwycać
Martwią się lasy, wylęknione pola
Że pod powierzchnią mało się zmieniło
Tak wiele ofiar okrągłego stołu -
Chociaż, pozornie, to tak mało widać
Na złotym rogu grają resztki ciszy
Która wydaje przedostatnie tchnienie
Na tarczy nieba już nie gwiazdy wiszą
W ogarki świeczek ktoś je pozamieniał
Ziemio praojców, zagubionych synów
Wciąż dla nas chowasz kwiaty łąk zielonych
W odruchach serca, która w nas przemijasz
Żeby z popiołów ogień wstał i płonął
27 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
Miało być pięknie, jasno i różowo
I wymierzona prawu sprawiedliwość
Rzeka wolności jęła topić lody
By najgorętsza nas łączyła miłość
W wielu z nas Chopin jest zamordowany
Podziemie wyszło w słońcu na ulice
Tylko chochoły swój tańczyły taniec
Orzeł koroną zdawał się zachwycać
Martwią się lasy, wylęknione pola
Że pod powierzchnią mało się zmieniło
Tak wiele ofiar okrągłego stołu -
Chociaż, pozornie, to tak mało widać
Na złotym rogu grają resztki ciszy
Która wydaje przedostatnie tchnienie
Na tarczy nieba już nie gwiazdy wiszą
W ogarki świeczek ktoś je pozamieniał
Ziemio praojców, zagubionych synów
Wciąż dla nas chowasz kwiaty łąk zielonych
W odruchach serca, która w nas przemijasz
Żeby z popiołów ogień wstał i płonął
27 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
niedziela, 25 sierpnia 2019
SIERPIEŃ SIĘ SPEŁNIA
Słońce rozbłyska w kiściach jarzębiny
Błękit układa jasnych dni korale
Nic się nie dzieje w sercu bez przyczyny
Jawią się w duszy chwil świetlistych dale
U dołu łąka, szemrząc płynie strumień
Nad którym witraż kolorowej tęczy
Idę ku tobie i już cię nie zgubię
Poprzez doliny, cichych gór przełęcze
Złocisty piasek szemrze leśnym wrzosem
Spójrz wokół, Miła, to już prawie jesień
W cień swój się chylą zeschłych traw pokosy
Żuraw ku górze tęsknym krzykiem rwie się
Ciszę rozchyla obłok pajęczyny
Kropelki rosy lśnią na twojej twarzy
Słońcem ku niebu sierpień w nas przemija
Utkany z światła i błękitnych marzeń
Wzdłuż śpiewnych gajów - dzwonów głos się niesie
Urzeka barwą żagiew jarzębiny
Spójrz wokół, Miła, to już idzie jesień
Lecz wiosny tchnieniem kwitnie w sercu miłość
25 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
Słońce rozbłyska w kiściach jarzębiny
Błękit układa jasnych dni korale
Nic się nie dzieje w sercu bez przyczyny
Jawią się w duszy chwil świetlistych dale
U dołu łąka, szemrząc płynie strumień
Nad którym witraż kolorowej tęczy
Idę ku tobie i już cię nie zgubię
Poprzez doliny, cichych gór przełęcze
Złocisty piasek szemrze leśnym wrzosem
Spójrz wokół, Miła, to już prawie jesień
W cień swój się chylą zeschłych traw pokosy
Żuraw ku górze tęsknym krzykiem rwie się
Ciszę rozchyla obłok pajęczyny
Kropelki rosy lśnią na twojej twarzy
Słońcem ku niebu sierpień w nas przemija
Utkany z światła i błękitnych marzeń
Wzdłuż śpiewnych gajów - dzwonów głos się niesie
Urzeka barwą żagiew jarzębiny
Spójrz wokół, Miła, to już idzie jesień
Lecz wiosny tchnieniem kwitnie w sercu miłość
25 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
SEN
Czy mi się ziści sen o tobie
Czy uśmiechnięta obok staniesz
Ile lat musi czekać człowiek
Czy szczęście tylko jest bajaniem
Tak wiele pytań wciąż się ciśnie
Lecz nie mam komu z nich się zwierzać
Proszę cię, sen mi spędzaj z powiek
Jeżeli tylko ku nam zmierzasz
Chociaż nas nie ma, bo nie było
Lecz jestem pełen dobrej myśli
Ja ciągle wierzę w naszą przystań
Proszę, choć raz, się jeszcze przyśnij
Promieniem lasu, kroplą ciszy
Powiewem wiatru tyś zielonym
Znowu dziś w nocy księżyc przyszedł
Szepnął: bądź od niej pozdrowiony
To znaczy jednak, że istniejesz
Lecz, w jakiej szukać cię przestrzeni
Z jakiej ciemności cię wykrzesać
Za jakim mam podążać cieniem
Widziałem tyle pięknych oczu
A w żadnych ciebie nie spotkałem
Jeżeli trzeba – z drogi zboczę
To nic, że: przepaść, mrok i skały
Od wczoraj spełniasz mi się w pieśni
Pełnej słodyczy Alice Krauss
Będę jej słuchał jeszcze, jeszcze
Wciąż od początku i bez pauz
Pamiętam piękno twojej twarzy
Chociaż twe rysy zapomniałem
Nie zgubie cię wśród mgieł i zdarzeń
Na zawsze cię zapamiętałem
Jan Sabiniarz
sobota, 24 sierpnia 2019
PORTRET
Maluję Twój portret
kredkami wyobraźni
szczebiotem wiosennego ptaka
promieniami zachwytu
lśnieniem w kropli rosy.
Ty byłaś zawsze
choć Cię dotąd nie było.
Znajduję Ciebie
w lustrze gwiazd
w rzece
która nie ma ujścia.
A przecież wiesz
że jestem wędrownym ptakiem
wiatrem, który umiera
jeśli zechcesz
zatrzymać go.
Odżywam
jeśli wzbijam
skrzydła żurawi
napędzam wiatraki
śpiewam ciszę żagli
rozpiętych
po
horyzonty
duszy
lądów i mórz.
Jestem wędrowcem
olśnionym pięknem
poznawania
Ciebie.
Przymkniętymi oczami
znajduję Ciebie
na stokach słońca
w dolinie róż.
W dłoni Twych
zaklęciu
w dotyku nieobecnym
odnajduję błogosławieństwo
ciszy
szeptu
słowa
pieśni
wysnutej
z głębi serca
z przestworów
myśli.
Zamyślam się -
co odczuwał
co mówił Bóg
gdy rzeźbił Ciebie
sam
zakochany
w Twoim pięknie.
Tak lubię
gdy strumykiem
ukrytym wśród niezapominajek
czułych i tęsknych
rozświetlasz
ciszę nocy
księżycem wonną.
Z chłopięcą radością
z miłością,
która rozchyla
płatki kwiatu
czekam
na każde
Twoje przyjście
w którym odnajduję
i
dla nas
tworzę siebie.
Wybacz
jeśli
wyznałem
zbyt dużo
albo
nie - w porę.
24 sierpnia 2019
Jan Sabiniarz
Maluję Twój portret
kredkami wyobraźni
szczebiotem wiosennego ptaka
promieniami zachwytu
lśnieniem w kropli rosy.
Ty byłaś zawsze
choć Cię dotąd nie było.
Znajduję Ciebie
w lustrze gwiazd
w rzece
która nie ma ujścia.
A przecież wiesz
że jestem wędrownym ptakiem
wiatrem, który umiera
jeśli zechcesz
zatrzymać go.
Odżywam
jeśli wzbijam
skrzydła żurawi
napędzam wiatraki
śpiewam ciszę żagli
rozpiętych
po
horyzonty
duszy
lądów i mórz.
Jestem wędrowcem
olśnionym pięknem
poznawania
Ciebie.
Przymkniętymi oczami
znajduję Ciebie
na stokach słońca
w dolinie róż.
W dłoni Twych
zaklęciu
w dotyku nieobecnym
odnajduję błogosławieństwo
ciszy
szeptu
słowa
pieśni
wysnutej
z głębi serca
z przestworów
myśli.
Zamyślam się -
co odczuwał
co mówił Bóg
gdy rzeźbił Ciebie
sam
zakochany
w Twoim pięknie.
Tak lubię
gdy strumykiem
ukrytym wśród niezapominajek
czułych i tęsknych
rozświetlasz
ciszę nocy
księżycem wonną.
Z chłopięcą radością
z miłością,
która rozchyla
płatki kwiatu
czekam
na każde
Twoje przyjście
w którym odnajduję
i
dla nas
tworzę siebie.
Wybacz
jeśli
wyznałem
zbyt dużo
albo
nie - w porę.
24 sierpnia 2019
Jan Sabiniarz
czwartek, 22 sierpnia 2019
środa, 21 sierpnia 2019
IDŹMY
PRZED SIEBIE
Pozostań we mnie głębią oceanu
Skałą przybrzeżną, która się w błękit wspina
W otchłań wieczoru zapada jasny ranek
Nim przyjdzie burza - już szarpie żagle, liny
Nad lustrem ciszy ciernista wstaje zieleń
Lśnienie księżyca w ogrody czas nawleka
Gdy noc się staje - tak wielu różnych wcieleń
Ciemność gwiazdami na plaży się uśmiecha
Idźmy przed siebie - tu nic z nas nie zostaje
Fale przyboju rozmyją wszelkie ślady
Na muszlach światła skrzy sól i resztki piany
To, co umyka, w cienistą dal się kładzie
Wśród cichych zatok śpią rafy koralowe
Snują się ryby na podobieństwo tęczy
Gdy przyjdzie pora, w sen słońce schyli głowę
Przejrzysta ciemność na pustej strunie dźwięczy
Podniebne ścieżki wiją się nad przepaścią
Poszum przyboju ich tutaj nie dosięgnie
Fale na piasek rzucają dawne miasta
Bujne ogrody natchnieniem duszy piękne
21 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
Pozostań we mnie głębią oceanu
Skałą przybrzeżną, która się w błękit wspina
W otchłań wieczoru zapada jasny ranek
Nim przyjdzie burza - już szarpie żagle, liny
Nad lustrem ciszy ciernista wstaje zieleń
Lśnienie księżyca w ogrody czas nawleka
Gdy noc się staje - tak wielu różnych wcieleń
Ciemność gwiazdami na plaży się uśmiecha
Idźmy przed siebie - tu nic z nas nie zostaje
Fale przyboju rozmyją wszelkie ślady
Na muszlach światła skrzy sól i resztki piany
To, co umyka, w cienistą dal się kładzie
Wśród cichych zatok śpią rafy koralowe
Snują się ryby na podobieństwo tęczy
Gdy przyjdzie pora, w sen słońce schyli głowę
Przejrzysta ciemność na pustej strunie dźwięczy
Podniebne ścieżki wiją się nad przepaścią
Poszum przyboju ich tutaj nie dosięgnie
Fale na piasek rzucają dawne miasta
Bujne ogrody natchnieniem duszy piękne
21 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
wtorek, 20 sierpnia 2019
SANKTUARIUM CISZY
Ojczyzną ducha jest
sanktuarium ciszy.
Cisza zewnętrzna
jest tylko progiem
wiodącym ku
ciszy wewnętrznej.
Pozbawieni ciszy wewnętrznej
nie usłyszycie muzyki świata.
Słuchajcie
i wsłuchujcie się
w muzykę różnych stylów
epok, narodów.
Poprzez muzykę ciszy
i ciszę muzyki
rośnijcie w niebo
jak rozłożyste drzewo
jak droga pod nim biegnąca.
W ziarnku piasku
w lśnieniu gwiazd
odnajdujcie
sens człowieka
światło w mroku
wszechświata.
W piórku
upuszczonym
na murawę
dojrzyjcie lot ptaka
śpiewającego chwałę Boga.
Bądźcie zarazem
jak głos sowy
i śpiew skowronka.
To dla wrażliwych
wstają jutrzenki
i wieczorne zorze.
Nie opuszczajcie słońca
i ono was nie opuści.
Szanując istnienie
wszelkich istot żywych
głoście prawdy
zaczerpnięte ze źródła. -
Nic nie jest przypadkiem.
Rozwijajcie duszę
na promień światła
przekuwając
smugę cienia.
20 sierpnia 2019
Jan Sabiniarz
Ojczyzną ducha jest
sanktuarium ciszy.
Cisza zewnętrzna
jest tylko progiem
wiodącym ku
ciszy wewnętrznej.
Pozbawieni ciszy wewnętrznej
nie usłyszycie muzyki świata.
Słuchajcie
i wsłuchujcie się
w muzykę różnych stylów
epok, narodów.
Poprzez muzykę ciszy
i ciszę muzyki
rośnijcie w niebo
jak rozłożyste drzewo
jak droga pod nim biegnąca.
W ziarnku piasku
w lśnieniu gwiazd
odnajdujcie
sens człowieka
światło w mroku
wszechświata.
W piórku
upuszczonym
na murawę
dojrzyjcie lot ptaka
śpiewającego chwałę Boga.
Bądźcie zarazem
jak głos sowy
i śpiew skowronka.
To dla wrażliwych
wstają jutrzenki
i wieczorne zorze.
Nie opuszczajcie słońca
i ono was nie opuści.
Szanując istnienie
wszelkich istot żywych
głoście prawdy
zaczerpnięte ze źródła. -
Nic nie jest przypadkiem.
Rozwijajcie duszę
na promień światła
przekuwając
smugę cienia.
20 sierpnia 2019
Jan Sabiniarz
W
ŚWIĄTYNI CISZY
Świątynia ciszy jest osobnym światem
To ona pierwszym stopniem jest do nieba
Sam Stwórca jej pokojem włada
Jest w niej moc góry, dostojeństwo drzewa
W świątyni ciszy miłość ma schronienie
Radość i szczęście ocalenia szuka
W świątyni ciszy, co się w słońcu mieni
I gdy nad borem księżyc wzejdzie i noc głucha
Świątynią ciszy przestrzeń jest - pomiędzy
Między dźwiękami i w szczelinie słowa
Olśniewająca, darów swych nie szczędzi
Nie zejdzie z drogi ten, kto ją zachowa
Nie jest nam dana cisza - raz na zawsze
Na całe lata można ją utracić
Chwilą wieczności, zda się, z oczu patrzeć
To z głębi jej się zrywa duch skrzydlaty
Gdy stracą ciszę ludzie i narody
Świątynia ciszy w piasek się osypie
W świątyni ciszy drzemie wszelka młodość
I przetrwa człowiek, który bez niej - zniknie
20 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
Świątynia ciszy jest osobnym światem
To ona pierwszym stopniem jest do nieba
Sam Stwórca jej pokojem włada
Jest w niej moc góry, dostojeństwo drzewa
W świątyni ciszy miłość ma schronienie
Radość i szczęście ocalenia szuka
W świątyni ciszy, co się w słońcu mieni
I gdy nad borem księżyc wzejdzie i noc głucha
Świątynią ciszy przestrzeń jest - pomiędzy
Między dźwiękami i w szczelinie słowa
Olśniewająca, darów swych nie szczędzi
Nie zejdzie z drogi ten, kto ją zachowa
Nie jest nam dana cisza - raz na zawsze
Na całe lata można ją utracić
Chwilą wieczności, zda się, z oczu patrzeć
To z głębi jej się zrywa duch skrzydlaty
Gdy stracą ciszę ludzie i narody
Świątynia ciszy w piasek się osypie
W świątyni ciszy drzemie wszelka młodość
I przetrwa człowiek, który bez niej - zniknie
20 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
niedziela, 18 sierpnia 2019
piątek, 16 sierpnia 2019
MODLITWA
DZIĘKCZYNNA
DO MATKI BOŻEJ HETMANKI
Wobec spraw ziemskich moja dusza
Bywa tak mała, niby dziecko
Po to na Ziemię Syn Twój przyszedł
By dać nadzieję nam - zwycięstwa
Codziennie staczam tyle bitew
Choć czasem bywam pokonany
Jestem szczęśliwy, że mnie słyszysz
I burzysz we mnie pustki ściany
Dziękuję Ci za Twe milczenie
Za ciepło miłujących dłoni
Za Twoich dobrych słów promienie
Za mowę drzew i szept kamieni
Za chwilę piękna w brzóz kościele
I za skupienie przed ołtarzem
Przed nami czasu - tak niewiele
Zanim kres drogi się ukaże
Kiedy do okna brzask zapuka
Dzień każdy tworzę wciąż od nowa
Ty wiesz najlepiej, czego szukam -
Wiem już, jak znaleźć to, zachować
Dzień każdy jest rośliną szczęścia
Dziękuję Ci za deszcz i słońce
Zawsze masz dla mnie czas i miejsce
Miłości Twej nie widzę końca
Dziękuję Ci za tchnienie ciszy
Którą w mym sercu rozpościerasz
Za światło, które myśl kołysze
Gdy mrok i lęk chce sponiewierać
Z wędrówki czerpię tyle siły
Powracam wciąż na prostą drogę
Przyjmij ode mnie moją miłość
Przekaż ją, proszę, Panu Bogu
Jan Sabiniarz
DO MATKI BOŻEJ HETMANKI
Wobec spraw ziemskich moja dusza
Bywa tak mała, niby dziecko
Po to na Ziemię Syn Twój przyszedł
By dać nadzieję nam - zwycięstwa
Codziennie staczam tyle bitew
Choć czasem bywam pokonany
Jestem szczęśliwy, że mnie słyszysz
I burzysz we mnie pustki ściany
Dziękuję Ci za Twe milczenie
Za ciepło miłujących dłoni
Za Twoich dobrych słów promienie
Za mowę drzew i szept kamieni
Za chwilę piękna w brzóz kościele
I za skupienie przed ołtarzem
Przed nami czasu - tak niewiele
Zanim kres drogi się ukaże
Kiedy do okna brzask zapuka
Dzień każdy tworzę wciąż od nowa
Ty wiesz najlepiej, czego szukam -
Wiem już, jak znaleźć to, zachować
Dzień każdy jest rośliną szczęścia
Dziękuję Ci za deszcz i słońce
Zawsze masz dla mnie czas i miejsce
Miłości Twej nie widzę końca
Dziękuję Ci za tchnienie ciszy
Którą w mym sercu rozpościerasz
Za światło, które myśl kołysze
Gdy mrok i lęk chce sponiewierać
Z wędrówki czerpię tyle siły
Powracam wciąż na prostą drogę
Przyjmij ode mnie moją miłość
Przekaż ją, proszę, Panu Bogu
Jan Sabiniarz
Krojanty, 3 września 2011
BRZOZOWY ANIOŁ
Ty, któryś w brzozie wskrzesił anioła
Żeby stał, nocą, pod gwiazdami
By po imieniu mnie przywołać
I więź zawiązać między nami
Widzę twą głowę, oczy, czoło
Twarz roziskrzoną bożym wzrokiem
W którym dwie gwiazdy cicho płoną
U ramion skrzydła jak obłoki
Twoja sylwetka - portret wzruszeń
Pełna spokoju, tchnięta wiatrem
Który twe skrzydła, dłoń poruszał
- Jedyny żywy wśród umarłych
Aniele Boży, Stróżu mój
Jednak przyszedłeś tutaj do mnie
We dnie i w nocy brzozą stój
Chroń mnie i wspieraj świat ułomny
Ty widzisz, wiesz, co w nim się dzieje
Zgarnij mnie drzewa wielką ciszą
Utkany z bieli i zieleni
I z gwiazd, które nad nami wiszą
Jan Sabiniarz
Jan Sabiniarz
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
MODLITWA
W PROMIENIACH PORANKA
Życie się w - piękna pieśń - układa
Gdy dobro z prawdą idą jedną drogą
Nad sercem świata miłość włada
Ta, która dlań jest tchnieniem Boga
Jakże wyraźnie słyszę ciebie w ciszy
Kiedy pokoju mego nikt i nic nie mąci
Kolejne wersy światło duszy pisze
Jak gdyby anioł rosą ranka stąpał
Gdy cień mój staje w oknie do ogrodu
Pośród zieleni - pierwsze złote liście
Goreje słońce, jarzy się wśród chłodu
Jakże miłuję głosu twego przyjście
Jesteś jedyny, który mówisz ciszą
Cudowną ciszą, w której - wszystkie brzmienia
Jam - liść na wodzie, który wiew kołysze
A także - drzewo, co się w skale zakorzenia
Przyjmij ode mnie me dziękczynne słowa
Panie błękitu, skryty wśród obłoków
O nic nie proszę, wiary chcę dochować
Panie wszechświata oraz mego losu
12 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
W PROMIENIACH PORANKA
Życie się w - piękna pieśń - układa
Gdy dobro z prawdą idą jedną drogą
Nad sercem świata miłość włada
Ta, która dlań jest tchnieniem Boga
Jakże wyraźnie słyszę ciebie w ciszy
Kiedy pokoju mego nikt i nic nie mąci
Kolejne wersy światło duszy pisze
Jak gdyby anioł rosą ranka stąpał
Gdy cień mój staje w oknie do ogrodu
Pośród zieleni - pierwsze złote liście
Goreje słońce, jarzy się wśród chłodu
Jakże miłuję głosu twego przyjście
Jesteś jedyny, który mówisz ciszą
Cudowną ciszą, w której - wszystkie brzmienia
Jam - liść na wodzie, który wiew kołysze
A także - drzewo, co się w skale zakorzenia
Przyjmij ode mnie me dziękczynne słowa
Panie błękitu, skryty wśród obłoków
O nic nie proszę, wiary chcę dochować
Panie wszechświata oraz mego losu
12 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
niedziela, 11 sierpnia 2019
Już pierwsze liście pociągnięte złotem
Sierpień, jak rzeka, wolno w nas przemija
Ptaki się ważą, w górze, przed odlotem
Obłok w błękicie pisze imię czyjeś
U skraju lasu żagiew jarzębiny
Pali się w słońcu, bucha żar kolorów
Na mokrym piasku świeże koleiny
Choć jeszcze sierpień - a już wrzesień woła
Miłość twarz topi w zasłuchanych dłoniach
Gdziekolwiek spojrzy, wszystko dla niej - czyste
Jakże się srebrzy pięknie włos u skroni
W kosmykach światła ciemnych oczu kryształ
Przyjmij ofiarę jej cudowną, Panie
Tę, która nigdy o nic cię nie prosi
Gwiazdą przydrożną w mroku niech się staje
Wierna i pewna - idąc serca głosem
11 sierpnia 2019 Jan Sabiniarz
czwartek, 1 sierpnia 2019
W GÓRACH
Tak lubię, idąc górską ścieżką
Wzbijać się wzrokiem, hen, ponad przełęcze
Do skał i kwiatów tkliwie się uśmiechać
Gdzie potok płynie, pośród skał się wdzięcząc
Nie ma tam chabrów i nie mdleją róże
Zapachu żyta, ani starych książek
Obłok świetlisty boskie światło prószy
Ponad szczytami orzeł myśli krąży
Ciszę odsłania każde skał pęknięcie
Półmrok ukryty w rozpadlinach głazów
Wszystko tam drogie, bliskie mi i święte
Wewnętrzny bezkres światłem nieba darzy
Góry są po to, aby nas czyniły
Jak ręka mistrza w brązie lub marmurze
One zaczątkiem są duchowej siły
Czas jej nie złamie, ani zło nie zburzy
Tak lubię, idąc górską ścieżką
Wzbijać się wzrokiem, hen, ponad przełęcze
Do skał i kwiatów tkliwie się uśmiechać
Gdzie potok płynie, pośród skał się wdzięcząc
Nie ma tam chabrów i nie mdleją róże
Zapachu żyta, ani starych książek
Obłok świetlisty boskie światło prószy
Ponad szczytami orzeł myśli krąży
Ciszę odsłania każde skał pęknięcie
Półmrok ukryty w rozpadlinach głazów
Wszystko tam drogie, bliskie mi i święte
Wewnętrzny bezkres światłem nieba darzy
Góry są po to, aby nas czyniły
Jak ręka mistrza w brązie lub marmurze
One zaczątkiem są duchowej siły
Czas jej nie złamie, ani zło nie zburzy
Jan Sabiniarz
W
ASYŻU
Na środku placu, u podnóża ciszy
Która się w duszy pięknem rozprzestrzenia
Jesteś, Aniele, znowuś do mnie przyszedł
Ocal, zachowaj mnie w twych skrzydeł cieniu
Rozpostrzyj we mnie zamki i klasztory
Wysmukłych kolumn marmurowe dłonie
Jakże miłuję kształty i kolory
Te, w których ciche piękno sztuki płonie
Obdarz mnie słodkich marzeń kantyleną
W głąb przeźroczystą niby kryształ wina
Przybądź, Aniele, zdmuchnij z światła ciemność
Które, jak rzeka, płynąc, nie przemija
Pióra twych skrzydeł z słońca zbudowane
A każde świeci niby pęk promieni
W kwiecie tęsknoty - sny umiłowane
W skalnych opokach, w puchu łąk zieleni
Wichry wciąż rzeźbią w nas przeszłości mury
Nad które kosmos srebrne gwiazdy wplata
Zostań, Aniele, któryś zstąpił z góry
Wędrujmy razem, choćby na skraj świata
Jan Sabiniarz
Na środku placu, u podnóża ciszy
Która się w duszy pięknem rozprzestrzenia
Jesteś, Aniele, znowuś do mnie przyszedł
Ocal, zachowaj mnie w twych skrzydeł cieniu
Rozpostrzyj we mnie zamki i klasztory
Wysmukłych kolumn marmurowe dłonie
Jakże miłuję kształty i kolory
Te, w których ciche piękno sztuki płonie
Obdarz mnie słodkich marzeń kantyleną
W głąb przeźroczystą niby kryształ wina
Przybądź, Aniele, zdmuchnij z światła ciemność
Które, jak rzeka, płynąc, nie przemija
Pióra twych skrzydeł z słońca zbudowane
A każde świeci niby pęk promieni
W kwiecie tęsknoty - sny umiłowane
W skalnych opokach, w puchu łąk zieleni
Wichry wciąż rzeźbią w nas przeszłości mury
Nad które kosmos srebrne gwiazdy wplata
Zostań, Aniele, któryś zstąpił z góry
Wędrujmy razem, choćby na skraj świata
Jan Sabiniarz
PIÓRKIEM PAMIĘCI
Zaszyty w ciszę, w huki wodospadów
Latem tak jasno, ciepło i płomiennie
W przepaściach dolin chłód i światło blade
Piórkiem pamięci piszę list do ciebie
Tęsknią za nami klify oceanów
I krzyk rybitwy, muszle perłopławu
Nad nami drzewa, nieboskłonu ściany
I obłok odciśnięty w lustrze stawu
Rzek rozlewiska toczą wonne noce
Pachnące sianem i czułością mięty
Kosmos uwodzi wzrok nasz gwiazd migotem
I wieczna łąka tuli kwiatów piękno
To, czego noc nie zdoła, brzask wypowie
Widok przez okno i poranne zorze
O czym liść myśli, drzewo się nie dowie
Słońce dłoń twoją w dłoni mej ułoży
Jan Sabiniarz
Zaszyty w ciszę, w huki wodospadów
Latem tak jasno, ciepło i płomiennie
W przepaściach dolin chłód i światło blade
Piórkiem pamięci piszę list do ciebie
Tęsknią za nami klify oceanów
I krzyk rybitwy, muszle perłopławu
Nad nami drzewa, nieboskłonu ściany
I obłok odciśnięty w lustrze stawu
Rzek rozlewiska toczą wonne noce
Pachnące sianem i czułością mięty
Kosmos uwodzi wzrok nasz gwiazd migotem
I wieczna łąka tuli kwiatów piękno
To, czego noc nie zdoła, brzask wypowie
Widok przez okno i poranne zorze
O czym liść myśli, drzewo się nie dowie
Słońce dłoń twoją w dłoni mej ułoży
Jan Sabiniarz
MOJA
PIOSENKA
Nie ominie nas niepokój tego świata
Wszak jesteśmy jego częścią - to nie mit
Zło i dobro w nim na przemian się przeplata
Najgłośniejszy bywa nocą ciszy krzyk
Nie ułudą wiedzie wierność ideałom -
W gąszczu przeszkód można czasem potknąć się
W ciszy nocy łatwo siebie rozpoznawać
By omijać nazbyt słodki syren śpiew
W głos odzywa się w nas wciąż odwieczny Odys
Tyle wysp przed nami, tyle morskich dróg
To nie błękit spadające ptaki rani
W środku drogi nagle przerwał ktoś ich lot
Tutaj mamy tylko jedną Ziemię
Cienie piękna przesiąkają w mrok i piach
Zło zasiane wróci i - nas nie ominie
Czas pamięta o tym w ciszy leśnych gwiazd
Chcę bez lęku iść i się uśmiechać
W chwilach grozy trzymać bratnią dłoń
Także wtedy, kiedy niesie rzeka szczęścia -
Uśmiechnięta głębią serca toń
31 października 2017
Słowa i muzyka: Jan Sabiniarz
Nie ominie nas niepokój tego świata
Wszak jesteśmy jego częścią - to nie mit
Zło i dobro w nim na przemian się przeplata
Najgłośniejszy bywa nocą ciszy krzyk
Nie ułudą wiedzie wierność ideałom -
W gąszczu przeszkód można czasem potknąć się
W ciszy nocy łatwo siebie rozpoznawać
By omijać nazbyt słodki syren śpiew
W głos odzywa się w nas wciąż odwieczny Odys
Tyle wysp przed nami, tyle morskich dróg
To nie błękit spadające ptaki rani
W środku drogi nagle przerwał ktoś ich lot
Tutaj mamy tylko jedną Ziemię
Cienie piękna przesiąkają w mrok i piach
Zło zasiane wróci i - nas nie ominie
Czas pamięta o tym w ciszy leśnych gwiazd
Chcę bez lęku iść i się uśmiechać
W chwilach grozy trzymać bratnią dłoń
Także wtedy, kiedy niesie rzeka szczęścia -
Uśmiechnięta głębią serca toń
31 października 2017
Słowa i muzyka: Jan Sabiniarz
MODLITWA
Me wiersze, to - do ciebie listy
Także do bliskich sercu ludzi
Które otwieram, kiedy piszę
Myśl, co niekiedy, przyjdzie z trudem
Fascynująca postać słowa
W którym twój przekaz pierworodny
Pomimo błędnych mych zachowań
Wciąż jestem jako człowiek wolny
Wiesz, że skromności nie udaję
Skromności, która - światłem życia
Bez fałszu, gdy przed tobą staję
Nie ma nic we mnie do ukrycia
Liczy się to, co jest prawdziwe
Jak zapach róży, dotyk trawy
Miłuję ją i ją podziwiam -
Cudowną świata doskonałość
Jakim profanem być tu trzeba
By sądzić życie myślą wierzchnią
Nie widzieć w ziarnku piasku nieba
I gasnąć wraz z nadejściem zmierzchu
Widzę wyraźnie cię wśród nocy
Choć twoja postać przeźroczysta
Światłem galaktyk, gwiazd migotem
Wierzę, bo tobą miłość przyszła
Do pól przybranych w szkarłat maków
Dolin, gdzie strumyk wniebowzięty
U ramion czuję skrzydła ptaków
Otwarty na bezkresne piękno
Dziękuję ci, że mnie nie sądzisz
Że sędzią jestem sam dla siebie
Kiedy nad ziemią ptakiem krążę
Lub w piasku drzewem się zagrzebię
Zbyt dużo tu ceremoniału
Wiem, że nie o to chodzi tobie
Nazbyt wysokie wieże świątyń
I nazbyt mały przy nich człowiek
Człowiek sam w sobie jest katedrą
Chociaż rozumiem złoceń role
Wzbudzone są tęsknotą piękna
Które do ciebie pieśnią woła
Gdy zarzucają obojętność
Me wiersze, to - do ciebie listy
Także do bliskich sercu ludzi
Które otwieram, kiedy piszę
Myśl, co niekiedy, przyjdzie z trudem
Fascynująca postać słowa
W którym twój przekaz pierworodny
Pomimo błędnych mych zachowań
Wciąż jestem jako człowiek wolny
Wiesz, że skromności nie udaję
Skromności, która - światłem życia
Bez fałszu, gdy przed tobą staję
Nie ma nic we mnie do ukrycia
Liczy się to, co jest prawdziwe
Jak zapach róży, dotyk trawy
Miłuję ją i ją podziwiam -
Cudowną świata doskonałość
Jakim profanem być tu trzeba
By sądzić życie myślą wierzchnią
Nie widzieć w ziarnku piasku nieba
I gasnąć wraz z nadejściem zmierzchu
Widzę wyraźnie cię wśród nocy
Choć twoja postać przeźroczysta
Światłem galaktyk, gwiazd migotem
Wierzę, bo tobą miłość przyszła
Do pól przybranych w szkarłat maków
Dolin, gdzie strumyk wniebowzięty
U ramion czuję skrzydła ptaków
Otwarty na bezkresne piękno
Dziękuję ci, że mnie nie sądzisz
Że sędzią jestem sam dla siebie
Kiedy nad ziemią ptakiem krążę
Lub w piasku drzewem się zagrzebię
Zbyt dużo tu ceremoniału
Wiem, że nie o to chodzi tobie
Nazbyt wysokie wieże świątyń
I nazbyt mały przy nich człowiek
Człowiek sam w sobie jest katedrą
Chociaż rozumiem złoceń role
Wzbudzone są tęsknotą piękna
Które do ciebie pieśnią woła
Gdy zarzucają obojętność
Tobie,
coś jest miłością świata
Ktoś chyba rozum tu postradał -
Masz być żandarmem, albo katem?!-
Kiedy za siebie się oglądam
Nie wiem, czy bym powtórzył drogę
Gdy w noc majową słowik kląska
Przenika serce głosem bożym
11 stycznia 2018 Jan Sabiniarz
Ze zbioru: ROZMOWY Z BOGIEM
Ktoś chyba rozum tu postradał -
Masz być żandarmem, albo katem?!-
Kiedy za siebie się oglądam
Nie wiem, czy bym powtórzył drogę
Gdy w noc majową słowik kląska
Przenika serce głosem bożym
11 stycznia 2018 Jan Sabiniarz
MODLITWA DZIĘKCZYNNA
III.
Jakże mi tęskno do krainy
Gdzie światło gra na strunach ciszy
Choć nie znam dnia, ani godziny
Wiem, że pamiętasz mnie i słyszysz
Dziękuję ci za dar miłości
Za drogi pięknem wyściełane
Za słowo, które - jak chleb proste
Za szczęścia blask w błękitu ścianach
Nie zaznam w dłoniach kłosu drżenia
Ja będę tam, jak obłok w stawie
Na mchu, igliwiu - lasu cieniem
Myśl mą i serce tu zostawię
Zostanie ze mnie - promień duszy
- Stanie się częścią tej wieczności
Która ku Ziemi światło prószy
Na życia znak i kształt miłości
Jakże mi tęskno do krainy
Gdzie światło gra na strunach ciszy
Choć nie znam dnia, ani godziny
Wiem, że pamiętasz mnie i słyszysz
Dziękuję ci za dar miłości
Za drogi pięknem wyściełane
Za słowo, które - jak chleb proste
Za szczęścia blask w błękitu ścianach
Nie zaznam w dłoniach kłosu drżenia
Ja będę tam, jak obłok w stawie
Na mchu, igliwiu - lasu cieniem
Myśl mą i serce tu zostawię
Zostanie ze mnie - promień duszy
- Stanie się częścią tej wieczności
Która ku Ziemi światło prószy
Na życia znak i kształt miłości
Jan Sabiniarz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)