LIST
DO JANA PAWŁA II
*
Zachodzisz do nas coraz rzadziej
Czasem
z ekranu Słowo powiesz
Lub
na okładce się uśmiechniesz
Kropelką
żalu spłyniesz z powiek
Odszedłeś
od nas jakby wczoraj -
Przecież
to tak niedawno było
Wtedy
też wokół - wiosny pora
Potem
tak wiele się zdarzyło
Wielkość
przykryły małe sprawy –
O
nich najłatwiej się pamięta
Dziś
jakby - obcy, nie ci sami
Sobą jesteśmy znów od święta
Nie wzeszło Słowo kłosów polem
Pleni się chwastów coraz więcej
To, co bolało, ciągle boli
Nadzieja załamuje ręce
Ale, coś, czasem, w nas się ocknie
Coś w nas najtkliwsze struny trąci
Co każe nocą stanąć w oknie
W którym migocą gwiazd tysiące
Na jednej z nich Ty pewnie jesteś
Może na każdej – trochę Ciebie
Tak się mijamy coraz częściej
My – tu na ziemi a Ty – w niebie
*
Pamiętam Głosu Twego brzmienie
Twoją sylwetkę białą w górach
I ołtarz z wioseł w lasu cieniu
Kiedyś na spływy dawał nura
Coś w nas umarło? Wokół cisza
Choć tyle nowych dębów wzeszło
Które Bóg Tobą do nas przysłał
Czy przyszłość - w nich, czy tylko: przeszłość?
*
Dziś wiem, jak mamy Cię pamiętać
Ty nie chcesz kwiatów, świec, ołtarzy
By w nas wnikała Twoja świętość
Żeby się ogień w sercu jarzył
Nie chcesz przesłaniać sobą świata
Ani się zbytnio nam naprzykrzać
Pragniesz tak wiele nam przekazać
A nam tak trudno na to przystać
Chcesz, żeby wszystko było proste
Jak uśmiech dziecka, liści powiew
Żeby ku sobie wznosić mosty
Żeby pamiętał, kim jest człowiek
To pewnie nigdy się nie spełni
Ale do tego dążyć trzeba
Tyle jest piękna w wiosny śpiewie
Jak mądrze milczą stare drzewa!
*
Trzeba
przeczekać aż opadnie fala
Uroczystości
i zbiorowych wzruszeń
Żeby
się stało to, co czas wyzwala
To,
co do głębi w stanie jest poruszyć
Musi
zamilknąć to, co nazbyt głośne
Nazbyt nachalne, nie uznaje ciszy
Słowo, któremu jakże trudno sprostać
Jeśli się jego w sobie nie usłyszy
Gdziekolwiek spojrzeć – wszędzie rozdwojenie
My – wciąż pomiędzy, rzadko kiedy – sobą
Gotowi w Głosie szukać pokrzepienia
Który nam gwarzy bliską sercu mową
Tyś drzwi otworzył, poprowadził drogą
A światu przybył jeszcze jeden Święty
Któryś człowieka pragnął łączyć z Bogiem
By w nim odkrywał swe pierwotne piękno
*
Kolejnej nocy światła zgasły
Ranek raz jeszcze je zapali
Żebyśmy żywi, zdrowi byli
Cisi
i mocni – jak ze stali
Czasem
się plączą dni i daty
I
zacierają tamte chwile
Mrok
przekomarza się ze światłem
Żadne z nich nie chce zostać w tyle
Jaka jest prawda o nas samych
Z nadziei, z wątpień wciąż się składa
Tak trudno ją wyrazić słowem
Które przybliża i oddala -
*
Kiedy nocami świeci niebo
Na ziemi wszystko zda się święte
Niechaj pokoju życia strzegą
Świątyni Dąb i Dąb nad Płęsnem
Patrząc, rozglądam się dokoła
I kiedy w siebie się zagłębiam
Słyszę głos, który w ciszy woła
By nie zapomnieć, by pamiętać
*
Kto z nas naprawdę Ciebie słuchał
A jeśli słuchał – co z tym zrobił
Jesteśmy wciąż na Głos Twój głusi
To pustka - sen nam spędza z powiek
Ludzie przed sobą nie uciekną
Nie ujdą też przed przeznaczeniem
Z ciszy budują zgiełku piekło
Marząc o szczęściu w ruin cieniu
Na Ziemię kształt rzucają chmury
W które się słońce przyobleka
I coraz grubsze rosną mury
I coraz dalej do człowieka
*
Czasem tak trudno w tym się znaleźć
Że to na zawsze już się stało
Ty, wśród niebieskich błądzisz alei
Lecz więcej Ciebie tu zostało
Oprócz wskazówek, przesłań, czynów
Jawisz się często w noc muzyką
Jakbyś z miłością grał na skrzypcach
Bacha sonatę i partitę
2 kwietnia 2008 Jan Sabiniarz
Przepiękny LIST... Brakuje Go...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wciąż nad nami czuwa...
Świeć Panie nad Jego Duszą...
Bardzo brakuje Go.
UsuńTo On dopomógł nam otworzyć drzwi
do wolności
i do nas samych...
Dojrzałe jak zboże do zżęcia te strofy. Myśli jakby tożsame z moimi. Postać wciąż nie do końca poznana.Pozdrawiam i dziękuję za strofy.
OdpowiedzUsuńDziękuję, także za wzruszające porownanie...
OdpowiedzUsuńDziękuję tym wierszem:
DOBRANOC, OJCZE
Co pozostanie z Twoich nauk
Które zapadną w duszy ziarnem
Będą na zawsze, po wsze czasy
Niedocieczonych prawd kopalnią
To pozostanie, co – najświętsze
Zwykłe jak chleb, jak woda czyste
Jak drogowskazy – Twoje myśli
Które od Boga Tobą przyszły
Wniosłeś nadzieję w nasze życie
Obmyłeś dom, wytarłeś kurze
Rozjaśniasz noc światłami świtu
By o zachodzie je wydłużyć
Chrystus odchodził w kwiecie wieku
Ty zaś u kresu ludzkich sił
Tyś gwoździe krzyża w serca przekuł
Żeby ten świat miłością żył
Kiedy odchodzi to, co wielkie
Wtedy do końca widać stratę
Którą tak trudno jest zapełnić
Połączyć Ujście z Źródłem Świata
Dzisiaj, tak pięknie cisza dzwoni
Gwiazdy niebieską skubią trawę
Pamiętam Śpiew Krakowskich Błoni
I przejmującą Pieśń Podhala
Jesteś już tam, u Boga – Ojca
Który Praojcem wszystkich ludzi
W drzewie mej duszy promień świeci
Będzie nam odtąd świecił z góry
Z góry tak dobrze wszystko widać
Świat potrzebuje Twojej pieczy
Tyś nam pokazał, jak umierać
Jak życia czas swą śmiercią leczyć
Ciałem milczenie Twe się stało
Tu nawet żadnych słów nie trzeba
Bóg zaplanował – tak być miało
Dobranoc Ojcze – Ojcze z Nieba
2 kwietnia, wieczorem 2005 Jan Sabiniarz