BARANY
Po bezdrożach się wloką zbite stada baranów
Wycieńczone, nad wodą umierają z pragnienia
Domem dla nich jest miejsce, gdzie pod drzewem
przystaną
Lecz ich światło w gałęziach na cień drobny się zmienia
Część zostanie na zawsze, wełna miesza się z
trawą
Chudy piasek przygarnie, wiatr odmówi pacierze
Choć ich życie nielekkie, tylko śmierć im łaskawa
Brzoza białe ich kości w błękit liści ubierze
Dni ich są policzone, wnet rozszarpią je wilki
Idą po to przed siebie, by się miotać bez celu
Wiedzą to, że ostatnim może być każdy piknik
Skaczą sobie do oczu, to się z sobą weselą
Słońce wstaje daremnie i daremnie się kładzie
Pola kłosem obrodzą - lecz nie do ich stodoły
Instynkt im podpowiada, dokąd droga prowadzi
Lecz nie wyjdą na prostą, zataczając wciąż koła
Wichry z nich wydmuchują – co w nich jeszcze zostało
Nie ma dla nich ratunku, gdy nie zerwą pieczęci
Od lat pęta wszechwładne wciąż je w ryzach trzymają
Umierają bez życia – a być mogło tak pięknie
Wichry z nich wydmuchują – co w nich jeszcze zostało
Nie ma dla nich ratunku, gdy nie zerwą pieczęci
Od lat pęta wszechwładne wciąż je w ryzach trzymają
Umierają bez życia – a być mogło tak pięknie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz