KONIU, MÓJ PRZYJACIELU
Odrzucam bat, wędzidło i ostrogi
Chcę, żebyś wolny ze mną był
Ruszymy, gdzie poniosą nogi
Nie szczędząc siebie, czasu, sił
Naszym schronieniem stóg na łące
Poranna rosa pełna gwiazd
Zaszyci w błękit w stawie drżący
Za nami - w piasku, trawie ślad
Prawdziwe życie tworzy droga
W muszli ślimaka spocząć - wstyd
Nóg nam nie spęta lęk, ni trwoga
Idźmy przed siebie, niby w dym
Leń niech w skorupie swej się kisi
Kulą u nogi życie jest
Gdy omotane własną pustką
Wyjść przeciw sobie boi się
Braterstwo rodzi się w wędrówce
Przyjaźń i miłość, piękna śpiew
Bez których - jakże świat ubogi
Niech porwie nas odwieczny zew
Ty jesteś moim przyjacielem
I mnie za swego druha miej
Do szczęścia trzeba nam niewiele
Na złe i dobre zostać chciej
Jan
Sabiniarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz