środa, 1 maja 2019


W SŁOŃCU ANTYKU

Od lat tysięcy morze nic nie wskóra
Swym własnym tropem będą biegły sprawy
Słońce, ni księżyc, który patrzy z góry
Na bieg nie wpłynie żadnych ludzkich zdarzeń

Wścieka się morze, niebo gromy ciska
Wieczność ma grubość tektonicznej płyty
Jeży się ciemność, kiedy nocą błyska
Burza, co nie chce zapowiadać świtu

Świat pełen pieśni jest, legend i mitów
To, co jest wielkie, wszyte w przestwór duszy
W tobie i we mnie, w innych jest ukryte
Skąd dniem i nocą - mrok i światło prószy

W kwiatach opuncji, róż i bugenwilli
Jawi się piękno, które stwórcy tchnieniem
To w jego ziarnie ma początek miłość
Która jest darem, nigdy zaś brzemieniem

Jesteśmy nikłą kreską horyzontu
W piasku, jak morze, żywot swój kończymy
Każdy z nas żyje sobą, od początku
Lśnią w naszych górach szczyty i doliny

Pasą się kozy, skubią ziemską trawę
Kamienna ścieżka biegnie ku przełęczy
Na niebie obłok, który o czymś marzy
Cyrklem ktoś kreśli świata doskonałość

Wiem, kim ty jesteś, nocą cię poznaję
Nie zgasi światła rozhukane morze
Gdziekolwiek jestem, w jakichkolwiek krajach
Miłuję piękno, rozmaitość stworzeń

To w nas się budzi Odys i Achilles
Koncerty cykad i syren wołanie
Szepty Nauzyke, która tylko - chwilą
I u stóp klifu fal odwieczny taniec

Niech się odzywa w nas antyku echo
- Tych, którzy od nas byli bliżej źródła
Gdzie lazur morza niebem się uśmiecha
I nocą, w duszy - jasno jak w południe

Niejeden wulkan czyha i tsunami
I błękit runie oberwaną skałą
Rozjarza światło krawędź górskiej grani
I ciemność błyśnie, tam , gdzie słońce stało

Z głębi lazuru Kirke się wychyli
Wśród fal spienionych - rybo-skrzydłe ptaki
Słońcem antyku morze w nas się mieni
Milcząca zieleń ściele się nad światem

W kaprys marmuru mistrza dłoń zaklęta
Tęsknota piękna rzeźbi boskie kształty
Woła na prostą to, co w nas jest kręte
Gajem oliwnym, drzewkiem pomarańczy

Zabiorę z sobą ciepły oddech morza
Dotyk kamieni i gorący piasek
Klasztory ciszy, bujne gór przestworza
Pozornie obce to, co takie nasze

Lecz nieodkryte będą te jaskinie
Te, które z wierzchu były tylko tknięte
Gdzie mit się rodzi, który nie przemija
W którym zwyczajność się przemienia w świętość

Przeszłość mi tutaj wiernym towarzyszem
Zniknie na chwilę, kiedy wzrok odwrócę
Pamięć przypomni, że ja tutaj byłem
Jak ptak się zerwie i jak ptak zanuci

Ziemio Fidiasza, i korynckich kolumn
Które dźwigają duszy mej sklepienie
Amforo ułud, spełnień i kolorów
Sercem i myślą wiodą twe promienie

Korfu, 5 września 2017      Jan Sabiniarz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz