W
JESIENNYM ZAMYŚLENIU
Słuchają ciebie trawy i kamienie
I tylko człowiek odnaleźć się nie może
Który dla siebie ciągle jest brzemieniem
Po zła spirali bezustannie krąży
Z zamysłem Stwórcy gubiąc się rozmija
Ślad jego znaczą krwawych ran pożogi
Z wierzchu pozornie tylko się rozwija
Ślepe i kręte są wciąż jego drogi
Skalne przepaście piszą jego prawa
Dla których szyldem pseudo-sprawiedliwość
Cud życia dla nich - gwałtem i zabawą
Choć na ich ustach wisi słowo - miłość
W każde ich słowo wszyte wiele znaczeń
Kluczy, tumani, z prawdą się rozmija
Że tak być musi - sobie lud tłumaczy
I tak, od środka, jego przyszłość gnije
Hańbią go zdrady zakłamane media
Chyłkiem budują dwie rzeczywistości
Za judaszowy pieniądz dziś gotowe sprzedać
Szatę, o którą już rzucano kości
Prawd fundamenty schodzą do podziemia
By tam ocalać skarby serc szlachetne
Gdzie świecą cienie zagubionych plemion
I ich marzenia - chore na bezdzietność
15 września 2019 Jan Sabiniarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz