SŁOŃCE, KSIĘŻYC I JA
Poszliśmy w trójkę do gospody
Słońce, Księżyc i ja
Na małą szklankę lecz nie wody
W rogu pianista grał
Dobrze nam było we trzech razem
Każdy z nas sekret miał
Nie żywił do nas nikt urazy
Gdy barman przy nas stał
Wraz z nami sączył naleweczkę
I dobry humor miał
Ktoś inny spijał piwo z beczki
Przy barze obok stał
Lecz nikt się nie chciał ubzdryngolić
Bo wiedział, co to - kac
Jak sączyć, dobrze, to powoli
Niż potem chwiejnie stać
Przez chwilę było tak lirycznie
Cisza zapadła w krąg
Nagle wymowna pora milczeń
Siostrzana chwili dłoń
Coś w środku się rozszczebiotało
Ale to nie był ptak
Najtkliwsze struny w duszy grały
Dawały z głębi znak
Nawet pianista zamilkł w kącie
Oczy mu zaszły mgłami
Wsłuchał się w księżyc, potem w słońce
W tę ciszę między nami
Nic się nie stało, niby nic
Zrobiło się inaczej
Na kuflu piwa złote łzy
Słoneczko, czemu płaczesz
Księżyc chusteczką otarł łzy
Wzruszone i rzęsiste
Zgasły, jak gasną nocy skry
I w sercu znów tak czysto -
6 maja 2018
Jan Sabiniarz
Maestro , a przypadkiem nie spotkaliście gdzieś po drodze
OdpowiedzUsuńzaczarowanego dorożkarza i jego zaczarowanej dorożki z zaczarowanym koniem?
Coś mi się zdaje ,źe podwiózł Was, trochę "ubzdryngolonych", do domu?🌝🔆 🙅
Bardzo lubię ten wiersz ,tyle w nim pogodnego romantyzmu...i radości życia.
Dziękuję za przypomnienie i źyczę miłego niedzielnego popołudnia.
Dzięń Dobry Basiu,
OdpowiedzUsuńO jak miłe są Twoje Słowa.
Dobrze że przypomniałaś mi ZACZAROWANĄ DOROŻKĘ,
natychmias załączam. A po ubzryngoleniu ani śladu...
Najserdeczniejsze pozdrowienia ślę...
CZARNA DOROŻKA
Czarna dorożka oraz czarny konik
Grzeją stukotem bruki tego miasta
W półcieniu fasad każde okno płonie
I granat nieba wśród uliczek ciasnych
Czarny woźnica, który nie ma bata
Srebrzą się szprychy, sypią się gwiazdami
Światło księżyca z światłem lamp się splata
Lecz nie ma cienia, który światło plami
Jeszcze niedawno tędy biegły sanie
Pachniały Gwiazdką parujące grzbiety
I stukot kopyt - niby muzyk granie
A na chodniku ciepły blask kobiety
Lśnił wielkodusznie oblodzony kamień
Żeby sań płozy snuły bezszelestnie
Czas ten baśniowy, pełen żywych wspomnień
Gdzie każda chwila była taktem pieśni
O, piękna pani, w saniach, czy w karecie
Czemu cię nie ma, ledwie dzień zaświta
Daremnie konik w sercu iskry krzesze
Czas się oddala, we mgle, w takt kopyta
Jan Sabiniarz