W
ASYŻU
Na środku placu, u podnóża ciszy
Która się w duszy pięknem rozprzestrzenia
Jesteś, Aniele, znowuś do mnie przyszedł
Ocal, zachowaj mnie w twych skrzydeł cieniu
Rozpostrzyj we mnie zamki i klasztory
Wysmukłych kolumn marmurowe dłonie
Jakże miłuję kształty i kolory
Te, w których ciche piękno sztuki płonie
Obdarz mnie słodkich marzeń kantyleną
W głąb przeźroczystą niby kryształ wina
Przybądź, Aniele, zdmuchnij z światła ciemność
Które, jak rzeka, płynąc, nie przemija
Pióra twych skrzydeł z słońca zbudowane
A każde świeci niby pęk promieni
W kwiecie tęsknoty - sny umiłowane
W skalnych opokach, w puchu łąk zieleni
Wichry wciąż rzeźbią w nas przeszłości mury
Nad które kosmos srebrne gwiazdy wplata
Zostań, Aniele, któryś zstąpił z góry
Wędrujmy razem, choćby na skraj świata
Jan Sabiniarz
Niech ten dobry Anioł z gór ma Ciebie ,Poeto,
OdpowiedzUsuńzawsze w zasięgu swych skrzydeł.Życzę długiego
wspólnego wędrowania.
Basiu, dziękuję...
OdpowiedzUsuńIdźmy, wędrujmy wszyscy razem...