poniedziałek, 15 lipca 2019

W  DRODZE

Idę przed siebie swoją własną ścieżką
Sam sobie cel i trasę swą wytyczam
        Zostają za mną wyrwy i cokoły
               
        Na których pamięć snów zapala znicze

To co jest święte, pozostanie święte
Coraz mi bliższe, choć nie widać końca
W proste się zmienia to, co niegdyś - kręte
Łatwo się zgubić, gdy oślepia słońce

Kształt się zamyka, który jasność daje
I drzew przydrożnych coraz dłuższe cienie
Od których łka trawa, oset usta kraje
Przydrożne głazy ranią drzew korzenie

Ścielą się w piasku, gęsto ślady ścielą
Nie są przeszkodą, także - marzeń przędzą
Na jedną prawdę tyle kłamstwa czyha
Bogactwo świata się przeplata z nędzą

Trwalszą niż kamień - cisza i muzyka
Chociaż pozornie jedna drugą burzy
To, co jest z ducha, w nieskończoność wnika
By darem serca zstąpić między ludzi

Coraz mniej krzyku, coraz więcej ciszy
To, co skłócone, w jedność się układa
Tak wiele piękna - miłość na nie liczy
Szczęście trwa nadal, chociaż cierpi radość

Z dnia się wykluwa z nocą pogodzenie
Odwieczne światło mrok rozjaśnia duszy
I głębia wsysa ostre słońca cienie
Czas kamień w ziarno życiodajne kruszy

Jan Sabiniarz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz