W DRODZE
Idę przed siebie swoją
własną ścieżką
Sam sobie cel i trasę
swą wytyczam
Zostają za mną wyrwy i cokoły
Na których pamięć snów zapala znicze
Zostają za mną wyrwy i cokoły
Na których pamięć snów zapala znicze
To co jest święte,
pozostanie święte
Coraz mi bliższe, choć
nie widać końca
W proste się zmienia
to, co niegdyś - kręte
Łatwo się zgubić, gdy
oślepia słońce
Kształt się zamyka,
który jasność daje
I drzew przydrożnych
coraz dłuższe cienie
Od których łka trawa, oset
usta kraje
Przydrożne głazy ranią
drzew korzenie
Ścielą się w piasku, gęsto ślady ścielą
Nie są przeszkodą, także - marzeń przędzą
Na jedną prawdę tyle kłamstwa czyha
Bogactwo świata się przeplata z nędzą
Trwalszą niż kamień - cisza i muzyka
Chociaż pozornie jedna drugą burzy
To, co jest z ducha, w nieskończoność wnika
By darem serca zstąpić między ludzi
Coraz mniej krzyku, coraz więcej ciszy
To, co skłócone, w jedność się układa
Tak wiele piękna - miłość na nie liczy
Szczęście trwa nadal, chociaż cierpi radość
Z dnia się wykluwa z nocą pogodzenie
Odwieczne światło mrok rozjaśnia duszy
I głębia wsysa ostre słońca cienie
Czas kamień w ziarno życiodajne kruszy
Jan Sabiniarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz