środa, 8 kwietnia 2020


DROGA POD GÓRĘ

Opustoszały polskie lasy
Dziś nawet echo tu nie zbłądzi
Ktoś nam zgotował podłe czasy
Nad nami widmo klęski krąży

Z jam wypełzają mroczne karły
I jadowite straszą żmije
Cisza na dwoje się rozdarła
Drży porzucone szczęście czyjeś

Przez koszmar wiosna chce się przebić
Milkną struchlałe w sadach drzewa
Gdziekolwiek spojrzeć - lęk się krzewi
Bezwład i chaos kraj zalewa

Jak okiem sięgnąć - dym pożarów
Tak kończy świat nasz bez wartości
Drzewa żałobny marsz nam grają
Z piasku wystaje morze kości

Na drodze, czasem - ślad człowieka
Złowrogie wichry w pył go starły
Donikąd zmierza martwa rzeka
Kiedy jej źródło w nas zamarło

Życie wstępuję do podziemia
W którym znów ciemno jest i straszno
Plącze się, gubi ludzkie plemię
Gdy w nim niebieskie światło zgasło

Na zdrowym ciele wrzód tyranii
W sadło obrasta dyktatura
To, co zostało, myszy zjadły
Rozbity naród nic nie wskóra

W każdym z nas drzemie mały Piłat
Poddany pseudo-demokracji
Która się maską mediów kryje
W imię obłędnych czyichś racji

Jak wiele razy upaść trzeba
Bez wsparcia, chusty Weroniki
Jak w drewnie krzyża żal zagrzebać
Milczeniem cichych - w tłumów krzyku

Judasz przez chwilę tryumf święcił
Lecz pokonały go srebrniki
Na jego karku powróz klęski
I zaciśnięta pętlą grdyka

Pod górę - garstka sprawiedliwych
Chociaż jest małą kroplą w morzu
To wyprostuje, co zło krzywi -
Wyzbyte serca, duszy, Boga

* * *

Wnet wstaną łąki umajone
I pola z klęczek się podniosą
Ku niebu wzbije się skowronek
A w lasach słodkie ptaków głosy

Koniki polne w trawie grają
Wśród ziół ukryty owad brzęczy
Nad lustrem stawu słońce staje
A w każdej kropli obraz tęczy

Pójdziemy ścieżką ku kapliczce
Tam jeszcze będzie można stanąć
Ogarnąć, wniknąć w to, co bliskie
Rozewrzeć jasne nieba ściany

By w oczach pełnych kropli wzruszeń
Przytulić wzrokiem ziemię całą
Spójrz, jabłoń pierwsze płatki prószy
Krzepi Natury doskonałość

- W niej ocalały reszki raju
Człowiek nie zdążył jej zmarnować
Widzę ją jeszcze, kiedy wstaję
By piękno jej utrwalać w słowach

Słowem tym wracam do początku
Wszak ono na początku było
Wierzę, że może odrzeć z klątwy
Je tylko wiara oraz miłość

Żeby błękitem wzdłuż strumyka
Stąpać, kaczeńcem się zanurzyć
Obłokiem chwili w dal przemykać
By - znowu cisza - jak po burzy

8 kwietnia 2020          Jan Sabiniarz


3 komentarze:

  1. Oby tylko tutaj Pole Garncarza po nas nie zostało...
    Mocny, Mądry, Prawdziwy...
    Niechaj Słowo idzie w świat szeroki i budzi nie tylko płytki zachwyt,
    ale, choć gorzką, bardzo potrzebną refleksję.
    Miejmy nadzieję, że trafi na "dobrą glebę" i przyniesie obfity plon...
    Pozdrawiam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, dziękuję.
      Słowo, jak pielgrzym
      niech wiosnę ogrodom
      domom - godność przywraca...
      Jest tyle słów bezdomnych
      i tych, które nigdzie
      nie mogą zagrzać miejsca...
      Pozdrowienia
      najserdeczniejsze
      TOBIE
      ślę... :)

      Usuń
  2. Dziękuję, Janie...
    Niechaj wędrują i szczepią dobro i piękno...
    Te wypowiedziane, nigdy nie giną, a szczególne, zawsze znajdą swój dom ...

    OdpowiedzUsuń