sobota, 27 czerwca 2020

STRACH NA WRÓBLE

Na beznadziejność choruje w nas nadzieja
Jak rak nas toczy - paraliż i rozdarcie
Wystarczy spojrzeć, co wokół nas się dzieje
Wód naszych rzeki do szamba płyną wartko

Na drzewie wrona przebrana w orła kracze
Schną źródła myśli i pustynnieją serca
Tu nawet słońce się w przepaść nocy stacza
Poranek wstaje w codziennej poniewierce

Bydło wieczoru nad wodopojem staje
Gasi pragnienie - dopóki jeszcze rzeka
Nielicznym tylko z żalu się serce kraje
Zadziwia większość, co tępo się uśmiecha

Po dziwnym maju - dogasa dziwny czerwiec
Odkąd pamiętam, tak nigdy tu nie było
Choć błękit czysty bez smug na naszym niebie
I myśl, że coś na zawsze się skończyło

Pnąc się po schodach - ma dłoń o poręcz prosi
Chce choć na chwilę otrzymać od niej wsparcie
Z bijącym sercem ku niebu wzrok unosi
Zatraca obraz w świetlistej słońca tarczy

Choćbyśmy chcieli z upadku w nas się podnieść
Złowrogie siły nam na to nie pozwolą
Rozbrat z narodem wziął dziś współczesny człowiek
Jak strach na wróble tkwi sam, na pustym polu

26 czerwca 2020             Jan Sabiniarz

1 komentarz:

  1. Janku ,powtórzę słowa napisane blisko dwa wieki temu i właściwie
    aktualne dzisiaj :
    "Niczym Sybir – niczym knuty
    I cielesnych tortur król!
    LECZ NARODU DUCH ZATRUTY-
    To dopiero bólów ból!"-
    Psalm miłości,Zygmunt Krasiński
    I myślę ,że jeszcze ze dwa pokolenia miną , nim Tischnerowski " homo sovieticus"
    stanie się znów HOMO SAPIENS...
    Serdecznie pozdrawiam i życzę Tobie pogody serca , mimo wszystko...

    OdpowiedzUsuń